Czas pielgrzymek.

Wakacje właśnie się rozpoczeły. Dzieciaki mają teraz dwa miesiące wielkiej laby, rodzicom trochę ubędzie funduszy w związku z wysyłaniem dzieci na obozy czy kolonie, a wielkie miasta nareszcie stają się przyjazdne dla stałych mieszkańców. Uwielbiam Warszawe w wakacyjne miesiące. Nie ma tłumów, ludzie bardziej serdeczni, ulice mniej zakorkowane. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki wszystko wraca do normalności i to w przeciągu jednego dnia od rozdania świadectw szkolnych. Prawdziwa magia! Szkoda, że ten stan rzeczy trwa tylko od końca czerwca do połowy września.

Okres wakacyjny to także czas pielgrzymek. Ludzie zaczynają pielgrzymować do miejsc kultu religijnego, szukają nowej, lepszej drogi życiowej, chodzą w intencjach albo tylko po to aby przebywać w dobrym towarzystwie. Pielgrzymki nie koniecznie muszą mnieć charakter religijny. Można podróżować do miejsc swojej młodości, do miejsc związanych z historią, można też uskutecznić pielgrzymkę do osób z którymi wiążemy jakieś plany i chcemy go przekonać do naszej ideii.

No dobra! Ale co to ma wspólnego z Pzj? Otóż ma! Bo część ludzi związanych z ciemną stroną tego Związku Sportowego rozpoczeła właśnie pielgrzymkę do kolejnej osoby, którą uważają za zbawce Polskiego Jeździectwa. Tym razem jest to były prezes PGNiG Pan Szubski.Niestety, to kolejna osoba wyciągnięta z kapelusza i namaszczona przez Panów powiązanych z Hermanowem. To kolejna osoba, którą próbuje się wciągnąć do Pzj tylnymi drzwiami mówiąc, że to najlepszy z najlepszych kandydatów na stanowisko prezesa Pzj.

Być może pan Michał Szubski to fachowiec w dziedzinie kierowania spółkami Skarbu Państwa. Na pewno ten człowiek ma wykształcenie oraz doświadczenie predysponujące go do szefowania firmami i to z najwyższej półki. Jest mlody jak na standardy Związkowe. Może ma nawet pomysły na jeździectwo oraz kontakty biznesowe, które mogłyby przyciągnąć sponsorów do Pzj. Ale niestety jest kandydatem jednego środowiska, który boi się zaprezentować swojej poglądy dotyczącej sportu jeździeckiego szerszej publiczności. To jest kandydat w typie polityczno-gospodarczym jakim byli Bielecki, Abgarowicz…… Tak się nie naprawia jeździectwa. Wybór Pana Szubskiego to będzie powtórka z rozrywki, którą możemy oglądać od prawie trzech lat w tym kurniku na Lektykarskiej.

Tym razem kabaret na parę lat próbuje nam zaserwować Pan Święcicki z pomocą gumkowego Podpory. Prawdopodobnie to gumkowy wymyślił ka dydata na nowego prezesa. Zaś Święcicki zwołał spotkanie szefów WZJów, Rady Pzj i Zarządu pod pretekstem spraw bierzących, ale tak naprawdę prezentował kandydata na następce Abgarowicza. Trochę to nie ładnie gdy zmusza się ludzi do siedzenia i wysłuchiwania osoby, która nie ma zbyt dużo do powiedzenia w kwesti sportu jeździeckiego. Jak donosi Ciotka Zuzanna Pan Michał Szubski wypadł dość blado i raczej nie miał dokładnego rozeznania w sprawach związkowych. Mam nadzieję, że ktoś poważny również zgłosi swoją kandydaturę na stanowisko Prezesa Związku. Szkoda kolejnych lat z Prezesem namaszczonym tym razem przez gang z Hermanowa.

A na koniec post z Facebooka napisany przez Pana Wojciecha Pisarskiego do Pani Pilichowskiej, szefowej komisji ujeżdżenia. Post jest ogólnodostępny więc  publikuję link do wpisu ( bez zgody Pana Wojciecha Pisarskiego ) Dodam tylko, że byłem świadkiem kierownia przez panią Pilichowską stajni w Żółwinie. Marnie tam było z owsem i z wyplatami dla pracowników. Takich to mamy szefów poszczególnych komisji. jak nie Pilichowska to Każmierczak….Tragedia. Oto link :

https://www.facebook.com/profile.php?id=100008801386609&fref=hovercard

Dymisja……Subiektywnie

No to mamy sensacje, którą zafundował nam sam Prezes Abgarowicz. Podał się do dymisji i ta dymisja została przyjęta. Jedyny, który miał odmienne zdanie to ostatni nabytek Zarządu Pzj czyli Pan Pietrzak. Reszta Panów czyli Jachymek, Kasztelan i Święcicki zrobili to co nakazało im zwiotczałe sumienie oraz przykaz odgórny czyli przyjęli rezygnację Abgarowicza. A więc śmiało możemy krzyknąć : Umarł Król, niech żyję……. no właśnie, kto zajmie to zmurszałe i wytarte krzesło prezesowskie?

Moim zdaniem są trzy powody dymisji obecnego Prezesa z pełnionej funkcji. Pierwszy dość oczywisty. Zbliżają się dużymi krokami wybory parlamentarne i to jest zapewne priorytet dla Pana Abgarowicza. Ciężko zdobywać zaufanie społeczne gdy ciągnie się za sobą takie monstrum niekompetencji jakim jest Pzj. W każdej chwili można usłyszeć od wyborcy co zrobił dla jeździectwa? Teraz będzie mu łatwiej bo odpowiedz będzie prosta i zgodna z rzeczywistością związkową : Nie mogłem nic zrobić w tej dżungli układów koleżeńskich, wojenek personalnych i bagna niekompetencji. Próbowałem coś zrobić ale niestety poległem i dlatego podałem się do dymisji.

Drugi powód to Jankowski. To Jankowski i Podpora rządzili związkiem. Podpora odszedł na polecenie wierchuszki Hermanowskiej, a przy okazji zatapiając Sałackiego. Został Jankowski, który miał za zadanie, i ma je nadal, czuwać nad tym aby tylko odpowiednie dokumenty trafiały na stół Zarządu. Stróżuję niczym Burek wiejski na łańcuchu swojego szefa czyli Kaliszuka. I robi to dosyć porządnie za co dostaję miskę wody i kiełbaski czyli dobrą pensję, mieszkanie w Stolicy i zwrot kosztów. Co prawda Jankowski Zbigniew Łukasz złożył dymisję ale wyglądała ona dosyć komicznie i miała raczej symbol propagandowy niż rzeczywisty. Zresztą niejaki Jachymek nie ukrywał, że on nie podpisze dymisji Jankowskiego bo to świetny pracownik Pzj. A jak Jachymek nie podpisze to i większość cwaniaków z Zarządu tego nie uczyni. Na szczęście Pan Pietrzak nie wpisuje się w ten spektakl obłudy i cwaniactwa. Albo Abgarowicz albo Jankowski tak to było postawione no i Abgarowicz odchodzi……..

Trzeci powód jest najbardziej przykrym powodem. Abgarowicz zdał sobie sprawę, że jest tylko i wyłącznie twarzą firmującą ten silos niekompetencji związkowej i zapaść moralną polskiego jeździectwa. Nie ma wpływu na nic, a za wszystko odpowiada. Wszystko co złe idzie na niego. Chciał zastąpić wieloletni i wielopokoleniowy układ swoim układem. To mu się nie udało. Po prostu stał się chochołem słomianym i niewolnikiem swoich fatalnych decyzji nie tylko personalnych. To przez jego działanie mamy Kaliszuków, Helaków i innych pasożytów na najwyższych stanowiskach związkowych. To on akceptował oszustwa w konkursach i podpisywał nominację na szefów poszczególnych konkurencji. Zrobił to mimo pełnej świadomości, że to są złe decyzje. Abgarowicz był marionetką w rękach Hermanowców.

Abgarowicz stracił poparcie. Nie ma poparcia w dołach, nie ma poparcia w związku, nie ma poparcia w środowisku. Dymisja to naturalne rozwiązanie w takich warunkach. A miałeś chamie złoty róg……

Na koniec …. dostałem maila. Oto on:

SUKCESY I PORAŻKA

 

Zakończyła się największa impreza jeździecka w Polsce CSIO5* w Sopocie. Wspaniali jeźdźcy, wspaniałe konie i impreza. Dużo wrażeń sportowych i pozasportowych.

Zacznę od tych najważniejszych to znaczy sportowych. Niezłe a nawet bardzo dobre szczególnie w mniej ważnychkonkursach. Zespołowo Polacy zajęli doskonale 4 miejsce. W takiej osadzie to duży sukces polskich zawodników i ich koni. Na uwagę zasługują młodzi zdolni zawodnicy w tym Zuzanna Gowin. Dysponują oni klasowymi końmi a to wcześniej czy później owocuje wynikami. Pozwala to też wzmocnić drużynę seniorów do konkursu PN szczególnie w przypadkach słabszych okresów formy czołowych koni seniorów. Nie dawano zbyt dużo szans na dobry wynik w Pucharze Narodów zarówno Zuzannie jak i jej starszym kolegom. Uważano, że wejście do drugiego nawrotu PN będzie już sukcesem. Naszym czołowym zawodnikom delikatnie mówiąc  nie wiodło się w tygodniu poprzedzającym CSIO w CSI Ciekocinku. Możemy powiedzieć, że zawody zakończyliśmy jednak sukcesem sportowym i co warto podkreślić jako gospodarze również organizacyjnym. Podziękowania dla sponsorów organizatorów.

Istnieje jeszcze życie tak zwane poza sportowe a tu sukcesów brak – same porażki. A działo się na rozprężalni, wśród widzów i VIP-ówce szczególnie obszernej i gościnnej w tym roku. Na rozprężalni dwóch trenerów Geerink i Wassibauer. Nie wiem po co dwóch w tym jeden bardzo drogi. Czasem drągi podnosili czasem robili to luzacy polskich zawodników. Nasi trenerzy do części polskich zawodników się nie przyznawali i vice versa. Może to i dobrze, bo jedyny palący papierosy trener na rozprężalni to był właśnie Geerink. Podobnie robił w namiocie VIP-ów. Jak ktoś nie wie jak wygląda trener to trzeba zobaczyć kto pali papierosy podnosząc drągi. Objawów choroby z Arezzo nie zauważono. Przeniosła się natomiast w kierunku zarządu, ale zaobserwowano ją tylko w godzinach wieczornych.

Natomiast z „bycia” w zarządzie nie „wyleczył” się ten, który przeszedł do historii Polskiego Związku Jeździeckiego słynnym mailem czyli Podpora. Dołączył do pezejotowskiego zarządowego stolika w VIP-ówce i obradował permanentne całymi dniami. Zarząd odciął się od jego metod, ale „stara miłość nie rdzewieje”. Przy jednym stoliku przez trzy dni siedzieli Podpora z dziewczyną, Święcicki, Jachymek, Pietrzak, Jankowski, Kasztelan, Kazimierczak i od czasu do czasu Abgarowicz. Zarząd „w poszerzonym” składzie pilnował swoich krzeseł, aby broń boże ktoś się nie podsiadł. Od stołu wstawano tylko za potrzebą.  O czym obradowano trzy dni z poważnymi minami zapewne dowiemy się wkrótce od osób „poinformowanych”. Z całą pewnością ważył się los Sekretarza Generalnego. Widok był szczególny przy jednym stoliku naczelna „guma PZJ” czyli Podpora, który doniósł na profesora Pietrzaka do rektora jego uczelni za rasistowskie zachowania w sędziowani żony, z drugiej strony Pietrzak, który wytoczył proces Podporze za zniesławienie. Obok Kasztelan (naczelny informatyk PZJ nieustająco wprowadzający system informatyczny Torisa przez dwie kadencje), który na listopadowym zjeździe zarzucił publicznie kłamstwa Abgarowiczowi. Dalej siedział Kaźmierczak wsławiony również na zjeździe tyradą na temat malwersacji zrobionych przez Abgarowicza w PZJ. Brakowało tylko Szewczyka jako tuby, ale należy się spodziewać, że się wkrótce odezwie. Tak jak to robił zawsze po otrzymaniu „sensacyjnych” materiałów od głównego śledczego czyli Gumo Podpory.  Jak z tymi typami wytrzymywał przy stoliku Abgarowicz na zawsze pozostanie niezgłębioną tajemnicą.

Taką menażerię „przywiało” na zawody sopockie. I tylko pozostaje nadzieja, że jak nie delegaci na kolejnym zjeździe to  panowie w zarządzie wzajemnie się wygumkują. Czego sobie i całemu polskiemu jeździectwu życzę.

A tak sobie myślę….

No to już się otrząsnąłem po tym wszystkim co zaszło na zjeździe majowym. Ogólnie zostaje tak jak powinno czyli po staremu. Wegetacja związkowa została zatwierdzona większością głosów, układy koleżeńsko-finansowe nie są zagrożone, a nieodpowiedzialność nadal jest obowiązująca doktryną w Pzj. Powstała nowa komisja statutowa, Rada z nowymi i starymi członkami, a relacji obiecanej przez władze Pzj jak nie było tak nie ma….. i nie będzie. Jedyną refleksją po tym Walnym jaką mam to taka, że Hermanowcy trzymają się mocno niczym Chińczycy, a cała sprawa ze statutem Pzj to była tylko mgła zaporowa służąca do wprowadzenia SWOICH do władz przez puczystów. Ciemny Naród (czytaj delegaci) to kupił i uważa, że zrobił kawał dobrej roboty. Oczywiście życzę wszystkim nowym/starym ludziom w strukturach Pzj powodzenia oraz owocnej pracy w spychaniu jeździectwa w czeluść niebytu.

Jaki powinien być statut Pzj? Przemyślany i dostosowany do realiów sportowych otaczającego nas świata. Banał? No oczywiście, że banał ale też i wymóg obecnych czasów, gdzie dużą rolę odgrywa pieniądz. W rozmowach z osobami mi bliskimi poglądowo forsuję tezę, że w Zarządzie Pzj niekoniecznie muszą zasiadać specjaliści od jeździectwa, a w każdym razie nie tylko oni. Trzon Zarządu musza stanowić przede wszystkim prawnicy i managerowie sportu oraz przedstawiciele głównego sponsora. Niech oni mają wpływ na obieg pieniędzy w związku sportowym, niech oni tworzą umowy, zawierają kontrakty i zajmują się pozyskiwaniem pieniędzy dla sportu. Zarząd Polskiego Związku Jeździeckiego powinien być maszynką do zarabiania pieniędzy. Nikt lepiej nie przypilnuje pieniędzy jak przedstawiciel sponsora w Zarządzie, nikt lepiej nie przygotuję umowy jak prawnik i nikt lepiej nie pokieruję strukturami związku jak wykształcony manager sportu. Nie ma co wybierać Zarządu na Walnym tylko przez jawne konkursy. Można rozpisanie takiego konkursu zlecić zewnętrznej firmie headhunterskiej, a Związek powinien tylko nakreślić wymogi i cele dla przyszłego reprezentanta polskiego jeździectwa oraz warunki jakie musi spełniać kandydat do Zarządu.

Ale ktoś to musi kontrolować, ktoś musi tym ludziom z Zarządu pokazać ścieżki jakimi powinno kroczy jeździectwo? No oczywiście, że tak! I tym organem musi być Rada Pzj. Ona powinna zajmować się doradzaniem, wskazywaniem drogi jaką ma iść Polskie jeździectwo, kontrolować Zarząd z wyników ich pracy oraz nakreślać plany sportowe. To w Radzie powinni znaleźć się wybitni działacze związkowi, byli zasłużeni sportowcy, trenerzy czyli śmietanka najbardziej wartościowych ludzi z naszego świata jeździeckiego. Rada skupia się na sporcie oraz kontroli prac Zarządu, Zarząd na pozyskiwaniu i wydawaniu pieniędzy, rozpisywaniem konkursów na rożne stanowiska związkowe, zawieraniem umów itd. Tak to działa w świecie nie tylko sportowym ale też biznesowym.

Jestem zwolennikiem płacenia dużych pieniędzy za fachowość. Nie mam problemu z tym, aby członkowie Zarządu dostawali sowite wynagrodzenie jeżeli ich praca przynosi wielokrotność tego co oni zarabiają. Najlepszą zachętą do ciężkiej pracy są godziwe zarobki. Uważam, że członkowie Zarządu nie mogą pracować charytatywnie bo to się po prostu nie sprawdza w tych warunkach i w tym związku sportowym. Praca za darmo generuję poważne podejrzenia o konflikt interesów oraz tworzenie sitwy co doskonale zauważalne jest w obecnym prosperowaniu związku.

Zaś w Radzie praca powinna być honorem oraz zwieńczeniem pracy zawodowej. Rada powinna być, tak jak już powyżej napisałem, zbiorem ludzi wybitnych i z otwartą głową na świat. To miejsce dla osób o ugruntowanej pozycji środowiskowej oraz materialnej. To również miejsce dla społeczników z twardym kręgosłupem moralnym, wizją oraz talentem w zjednywaniu środowiska sportowego. To ma być cream de la cream tego co najlepsze w intelektualnym zapleczu polskiego jeździectwa.

Utopia? To się nie sprawdzi? Jeżeli dalej będziemy trwali w XX wieku oraz nie dostosujemy się do zmian gdzie coraz większy wpływ ma pieniądz to znikniemy. Zaufajmy fachowcom od prawa, marketingu sportowego i przyszłym sponsorom. Jeżeli nie oddamy naszego związku w fachowe ręce i nie powierzymy im finansów, zarządzania to zgnijemy. Nie ma innej drogi dla rozwoju jeździectwa jak odciąć „zasłużonych działaczy związkowych” od pomysłów na zwiększanie budżetu związkowego i na całą politykę finansową Pzj. I to radykalnie odciąć.

 

 

 

Zjazd delegatów…..po równi pochyłej

Doskonalę rozumiem przyczyny dla których nie było transmisji online Walnego Zjazdu. Na miejscu obecnych decydentów Pzj też bym tak zrobił. Po co pokazywać katatoniczne twarze 80% delegatów do których dochodzą tylko impulsy z mózgu pozwalające jedynie na wegetacje organizmu. Po cholerę pokazywać jak po raz drugi ekipa pod wodzą Kaliszuka dyryguje tą masą żyjącego mięsa odciętego od świata? Dlaczego najniższy stan w hierarchii związkowej czyli my mamy dowiadywać się jak można zafałszowywać rzeczywistość i pokazywać spreparowane dowody? No i po cholerę mamy wiedzieć jaka przyszłość nas czeka? Przecież my, plebs związkowy jesteśmy od płacenia i tylko od tego. A od śmietanki są oni. Bez mózgowa mięsna breja połączona przez fale radiowe z nadajnikiem, którym steruję Wielki Macher!

Kaliszuk i jego dzieło po raz kolejny triumfuje. Ma facet jedną przewagę nad innymi delegatami oraz nad już nieistniejącą opozycją związkowa. On myśli i wie jak z tego myślenia korzystać. Zapewne cały ten zjazd był rozpisany jego ręką, a przynajmniej miał bardzo duży wpływ na reżyserie tego marnego spektaklu. Doskonalę zdawał sobie sprawę, on i jego koledzy, że nie ma sensu przykładać się do tego do czego został zwołany Walny czyli np. nowy statut. Wiedzieli chłopaki Hermanowcy, że statut można o kant dupy potłuc, a skupić się na utrzymaniu lejcy do tego wozu drabiniastego jakim jest Pzj. Odpuścili sobie ten temat i dali delegatom namiastkę demokracji czyli pozwolili na powstanie „nowej” komisji statutowej, która będzie pracowała nad nowym projektem. Mogę się założyć o nerkę, że w tej komisji znajdą się też osoby bez merytorycznego przygotowania ale ulegli wobec Hermanowców i skłonni wypełniać ich sugestie. Statut będzie pisany pod sporym naciskiem kogoś z otoczenia Hermanowców. Co do tego nie mam żadnej wątpliwości.

Część rady została odwołana. I dobrze. Nawet bardzo dobrze. Jeżeli Panowie ze „starej” Rady nie umieli dokładnie przygotować się na ten poniedziałkowy teatr kukiełkowy to znaczy, że się do tej funcji nie nadawali. Jak nie umieli wyartykułować swoich poglądów, nie umieli dotrzeć do delegatów, nie stworzyli prawnego zaplecza, to mają to na co zasłużyli. Ekipa Kaliszuka to nie masa mięsna, a w miarę zgrana paczka wiedząca co chce osiągnąć. Na takiego przeciwnika trzeba być bardzo mocno merytorycznie przygotowany, szczególnie gdy ten przeciwnik używa do swoich celów kłamstw, pomówień i innych ciosów poniżej wszelakich norm. Zresztą moje pretensję co do działania Rady pod przewodnictwem Andrzeja Sałackiego sięgają wcześniejszego czasu, jeszcze sprzed pamiętnego i transmitowanego na żywo jesiennego zjazdu. Zarzucałem im nieróbstwo i dopuszczenie do koryta obecnych decydentów związkowych. Nie zauważyli tej gangreny w odpowiednim czasie i przez to mamy to co mamy czyli padlinę śmierdzącą na cały sportowy świat. Pzj w takiej postaci, z takimi władzami i z takim zapleczem delegatów jaki nam się zaprezentował na poniedziałkowym Walnym to truchło gnijące od środka. I tylko kwestią czasu jest wybuch tej padliny od nadmiaru zgromadzonego wewnątrz gazu i obryzganie wszystkich spoza układów związkowych smrodliwą breją.

Podpora polskiego jeździectwa postanowił się wysadzić z siodła. Nie wierzę, że zrobił to z własnej inicjatywy i bez konsultacji z gronem skupionym wokół Wielkiego Machera. Scenariusz był taki, że Podpora podaję się do dymisji, Hermanowcy rozkładają nad nim parasol ochronny i zapewne przesuną go na inne stanowisko, może nawet płatne, a on ciągnie za sobą w toń niebytu Sałackiego i część Rady. Plan się udał szczególnie, że był poprzedzony kłamliwym bełkotem Podpory z mównicy. Delegaci łyknęli te bzdury niczym pelikan rybę i Salacki został……..wygumkowany. Czyli stało się to co zapowiadał Podpora w swoim chamskim mailu. Na miejsce Podpory, z woli delegatów powołany został Pan Sławomir Pietrzak.

Ten Zjazd delegatów pokazał, a nawet nie pokazał bo nie było transmisji online, uzmysłowił tym 20% delegatom z mozgiem oraz ludziom spoza struktur związkowych, a działających dla dobra sportu jeździeckiego, że potrzebna jest budowa realnej alternatywy, coś na zasadzie gabinetu cieni. Trzeba opracować wszystko na nowa. Od systemu szkoleń, certyfikacji ośrodków, promocji sportu, opieki młodzieży, planów przygotowań na najważniejsze zawody międzynarodowe, zmian w rozpisywanych konkursach na stanowiska związkowe itd, itd, aż po sam statut. Zrobić takie spotkanie Hermanowskie tylko na uczciwych zasadach, bez rozdzielania stanowisk i bez krzywdzenie tej dyscypliny sportowej. Skupić wokół tej inicjatywy prawników, managerów sportu, kluby i ludzi prywatnych i opracować program rzetelnej naprawy jeździectwa, a następnie przedstawić go jako alternatywę wobec tego co proponuję nam od dekad Pzj. Jeżeli tego nie zrobimy, jeżeli nie stworzy się mocnej opozycji z moralnymi zasadami i planem naprawy jeździectwa to będziemy musieli nadal tolerować takich ludzi jak Helak, Kaliszuk, Kaźmierczak, Abgarowicz, Podpora oraz inne postacie związane bardziej z kabaretem niż z pracą dla dobra jeździectwa i związku sportowego.

Eliminację do OOM

W dniu 16 stycznia 2015 roku obradował Zarząd Polskiego Związku Jeździeckiego. W zebraniu wzięli udział: Jachymek, Podpora, Abgarowicz, Święcicki i oczywiście Jankowski. Jedną z głownych spraw, które tego dnia zatwierdził Zarząd była sprawa dofinansowania tegorocznych eliminacji do OOM we wszystkich olimpijskich konkurencjach. Kwota 40.000 zł miała być równo rozdana do wszystkich makroregionów. Panowie ustalili i przyjęli jako uchwałę,że uczestnicy zwolnieni są z opłat organizacyjnych czyli wpisowe i startowe. Oto ten dokument :

Sprawozdanie nr 1 z posiedzenia Zarządu PZJ 16.01.2015.

A jak to ma się do realiów? Otóż ni jak się ma do realiów. Biorę  propozycję dotyczące eliminacji do OOM w skokach w moim makroregionie, które będą rozgrywane w Mikołajewie. A w propozycjach mamy…..opłaty dla uczestników eliminacji. I to dosyć słone. Ok. Sprawdzam dalej. Może w innych makroregionach jest inaczej? Małopolska. Może Kaźmierczak nie zrobi nić niezgodnego z uchwałą swoich pryncypałów? Patrze na propozycje tym razem WKKW. Jeszcze lepiej tzn. drożej! Dalej już nie szukam bo ochota mi odeszła.

Jak można oszukiwać i to najmłodszych? Jaki przykład dają władze Pzj najmłodszym adeptom jeździectwa? Dlaczego cała czwórka Panów z Zarządu plus sekretarz generalny Pzj tak bezczelnie oszukała dzieci? I może najważniejsze: gdzie są te pieniądze z ministerstwa, które były przeznaczone na dotacje eliminacji do OOM w skokach, ujeżdżeniu i WKKW? Może niech śledczy i gumkowy Podpora tym się zajmie bo i suma wyższa i sprawa większej rangi niż sprawa Lewady. A gdzie jest Stanisław Helak? Toż to on jest odpowiedzialny za dzieci? Niech sprawdzi gdzie są te 40.000 zł i dlaczego pobiera się nielegalnie opłaty? I co na to Jankowski, któremu Zarząd powierzył realizację tej uchwały? Banda nieudaczników!

Mam taką prośbę aby wszyscy, którzy opłacą te eliminację i w nich wystartują zwrócili się do Pzj o zwrot zapłaconej kwoty. Sprawa będzie prosta i szybka wszak jest uchwała Zarządu Pzj. Nie dajmy się oszukiwać zdegenerowanym i niekompetentnym działaczom Pzj. Z mojej strony mogę zapewnić, że jeżeli będą pobierane opłaty to wystosuję pismo do MSiT o możliwości defraudacji przez Związek dotacji ministerialnej przeznaczonej dla dzieci.

 

True Life

Za parę dni rozpocznie się w Warszawie Zjazd Delegatów. Zjadą się smutni Panowie oraz smutne Panie i biedą deliberować nad stanem jeździectwa w Polsce i zadawać pytanie: dlaczego jest tak źle i kto jest temu winny? Pytanie zapewne nie doczeka się rozsądnej odpowiedzi ale za to będzie kilka przemówień, trochę kłótni, a może jakaś większa pyskówka….. Podniesie się kilka ważkich tematów, może na nowo wróci Toris, zaklepie się finanse związkowe, dobierze nowych-starych członków do Rady, a może nastąpi zmiana jej na komisję rewizyjną. a co za tym idzie, uchwalony będzie nowy statut Pzj ( choć wątpię aby starczyło na to czasu). I tyle z tego spotkania będzie. Niestety, taki scenariusz spotkania jest bardzo prawdopodobny, gdyż większość z tych Panów/Pań nie jest w stanie wyjść z dawno okopanych pozycji i pochylić się nad wspólnym dobrem. Nie chcą delegaci widzieć, słyszeć ani mówić tego co może ich postawić w złym świetle względem swojego pryncypała czytaj Prezesa Wzj. Tak jak już kiedyś napisałem, że z tych wszystkich delegatów jedynie ok. 20% to ludzie z którymi można cokolwiek zrobić dobrego dla jeździectwa i rozpocząć merytoryczne zmiany. Reszta to gumofilce zassane w mule i tkwiące w tej brei od dekad. Kto zalicza się do tych 20% w miarę rozsądnych ludzi? Nich sobie odpowiedzą sami delegaci oraz ich postawa w czasie zjazdu.

Kilku cwaniaków ze zwiększoną inteligencją ponad poziom gumiaka pod koniec zeszłego roku postanowiła dorwać się do żłoba. Wiedząc doskonale jak prości ludzie funkcjonują w strukturach związkowych i jak marnym i słabym jest nasz związek sportowy swoimi delegatami,  dokonali tego w niezwykle prosty sposób. Zaczęli tworzyć alternatywną rzeczywistość, którą przedstawiali jako True Life. Jak zawsze w tego typu przekrętach opierali się na szczytnych hasłach poprawy jakości życia sportowego, transparentności działania nowych władz, uczciwości wyboru kompetentnych ludzi na stanowiska funkcyjne, itd. Niestety, zapomnieli dodać, że ten nowy porządek świata dotyczy tylko wąskiej grupy zaufanych ludzi związanych z Hermanowem. Tam, w tej grupie faktycznie panuję transparentność, uczciwy i z góry zaplanowany rozdział stanowisk. Na pewno w tej grupie jest też odczuwalna poprawa życia….. nie tylko sportowego. Oto alternatywa zaproponowana przez ludzi obecnej władzy jako True Life i tak mocno przez nich wdrażania w jeździectwo. Sitwa pół inteligentów z zapleczem pszenno-buraczanym.

W ostatnim czasie, facjatą Hermanowskiej Filozofii Jeździeckiej stał się niejaki Marcin Podpora. Człowiek wybitnie skupiony na sobie i na tym co chce osiągnąć dla siebie oraz swojego otoczenia. W durnowaty sposób ujawnił co jest ważne dla niego samego oraz ludzi wdrażających wspólny program z Hermanowa. Zacieranie niewygodnych faktów czyli GUMKOWANIE!! Oto słowo klucz do wszystkiego co zrobili i robią nadal Hermanowcy i ich usłużni współpartnerzy z Pzj. Coś jest nie pomyśli Sitwy? To gumkujemy to aż śladu nie będzie. Sałacki? Gumkujemy! Konkursy w poszczególnych konkurencjach jeździeckich? Gumkujemy!! Odwołanie szefa komisji WKKW? Gumkujemy! Pijaństwo oraz treningi kolegów z Holandii na koszt Pzj w Arezzo? Gumkujemy!! Nieprawidłowości związane z Helakiem, najlepiej opłacanego nieroba w Pzj? Gumkujemy!! Konflikty interesów wśród działaczy oraz kompetencyjny marazm? Gumkujemy!! Zawodnicy BPK? G-U-M-K-U-J-E-M-Y….. ale wpierw wygolasimy ich z kasy! Parafrazując Kononowicza : Wygumkować wszystko aż nie będzie niczego!!

Konflikty i podziały, które są zauważalne w środowisku jeździeckim musiały kiedyś wybuchnąć siłą bomby wodorowej. Tak naprawdę brakowało tylko katalizatora, który zainicjuje eksplozję niezadowolenia. Tym katalizatorem okazał się listopadowy zjazd oraz wybrani na nim włodarze zasiadający obecnie w tym kurniku na Lektykarskiej, ale samą iskrą był już historyczny mail członka Zarządu Pzj. Gumofilce-delegaci większością głosów wybrali cream de la cream tego co najgorsze w jeździectwie i pozostawiając tych na których mogli liczyć puczyści. Wybrali intrygantów gotowych zrobić największe świństwo aby być u władzy. Chyba w całej historii PZJ nie miało miejsca oskarżenie członka Rady przez członka Zarządu o kradzież finansową. W całej historii PZJ nie było takiego przypadku aby do takiej manipulacji została zaangażowana cała struktura jaką dysponuje Związek. Od pani Milczarek, po przez Jankowskiego aż do samego szczytu czyli Zarządu. Wszyscy oni na hura wskazali winnego mimo braku dowodów. A nawet jak pokazali te „dowody” to były tak mocno naciągane i zmanipulowane, że nawet Ławrientij Beria by się nie powstydził. Rzekome kontrole (osobiście robione przez Podporę) okazały się kłamstwem i farsą. Dlatego zapewne tak szybko zniknęły ze strony Pzj wszystkie wpisy dotyczące tej sprawy. No bo wstyd przeogromny.

Na najbliższym Zjeździe Delegatów nic się nie zmieni. Kompletnie nic. Bo co ma się zmienić? Kto jest w stanie zatrzymać panów Kaliszuka, Kaźmierczaka, Podporę, Helaka, Święcickiego, Jankowskiego, Jachymka, Kasztelana oraz innych klakierów obecnej władzy? Kto jest w stanie zatrzymać rozkład tego truchła jakim jest PZJ i wskrzesić w nim życie na nowo? Kto jest w stanie zatrzymać potok pieniędzy, które wypływają z Lektykarskiej poprzez nietrafione decyzję? Czy znajdzie się odważny, który zatrzyma chybione pomysły typu RioPlus oraz inne brednie pseudo rozwojowe, które firmuje Pzj? Czy ktoś zatrzyma wdrażanie w życie zmiany w statucie wzmacniające Baronów z Wzj-ów oraz likwiduję organ kontrolny czyli Rade?  Niestety….chętnych brak. I to jest przykre bo właśnie na braku zaangażowania ludzi rozumny w sport jeździecki bazują postacie w typie Kaliszuka, Helaka i Podpory. Wiedzą, że nie muszą obawiać się konkurencji bo 80% delegatów pozbawionych jest tego co dala nam ewolucja czyli myślenia wybiegającego w przyszłość.

Na koniec wpisu informuję, że wciąż czekam na podziękowania od Stanisława Helaka. To m.in. dzięki mojemu wpisowi blogowemu ten Pan ma już umowę z Pzj. Obecnie pracuje na legalu i może dopisać kolejny etap swojego życia do CV. Teraz będzie już mniej nerwowo bo nie bedzie się aż tak bał o swoją przyszłość finansową. Etat to etat. Oczywiście zdobył go bez rozpisanego konkursu….. ale to przecież szczegół! Grunt aby rodzina Hermanowska była zadowolona.

I jeszcze jedna sprawa. Tym razem do Pana Marka Szewczyka. Pospieszył się Pan z tymi sprostowaniami dla Pana Mossakowskiego dotyczących konfliktu interesów. Niech Pan wejdzie na zakładkę na stronie Pzj ” Kolegium Sędziów „. Przy WKKW znajdzie Pan znajome nazwisko. I zapewniam Pana, że to jest o wiele poważniejszy konflikt interesów niż ten, który Pan opisywał. Rodzina na swoim.

Kontrola Rady Pzj. Wyniki.

kontrola PZJ finał

Oto finał kontroli Rady Pzj. Ja nie mam wątpliwości  w co grają Panowie Hermanowcy. Życzę miłej lektury.

Zwolnij!!!

Jeden z moich pierwszych wpisów jaki popełniłem na tym blogu dotyczył młodzieży uprawiających jeździectwo. No może nie samej młodzieży bezpośrednio, a raczej tego co ich spotyka gdy zaczynają swoją przygodę z końmi. Opisywałem w tamtym wpisie jakim wielkim błędem w tym sporcie jest szybkość. I to nie tylko szybkość na parkurze ale przede wszystkim szybkość w zdobywaniu osiągnięć sportowych naszych pociech. Byle jak, byle szybko, a styl przejazdu jest w tym wszystkim najmniej ważny. A przecież nie od dziś wiadomo, że technika w tym sporcie – w każdym sporcie – jest najważniejsza. Aby nabrać dobrej techniki i umiejętności jeździeckich trzeba uczyć się niekiedy wiele lat, ale najważniejsze są podstawy nabyte w okresie juniorskim Dlatego na największych arenach jeździeckich widzimy zawodników grubo po czterdziestce, którzy wygrywają z młokosami o polowe młodszymi niż oni sami. Taki jest urok tego sportu.

Coś w jeździectwie jest nienormalnego. Być może jest to polska cecha narodowa i dotyczy to tylko polskich realiów jeździeckich ale……… Czy gdy zapisujemy dziecko np. na biegi przełajowe to po pól roku od rozpoczęcia treningów wystawiamy je na zawody o zwiększonej randze np. ogólnopolskie i oczekujemy sukcesów? Czy po pół roku a nawet roku od zapisania do klubu pływackiego możemy stwierdzić, że nasz dzieciak będzie w przyszłości mistrzem Polski w tej dyscyplinie? Nie? To dlaczego w jeździectwie oczekujemy tego efektu w krótkim czasie? Odpowiedz jest bardzo prosta. Tu chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze!

Kupno butów do biegania oraz niezbędnych rzeczy aby uprawiać ten sport to maksymalnie tyle ile wynosi miesięczne utrzymanie konia w stajni. Zakup kostiumu do uprawiania pływania jest jeszcze niższy. I do tego kupujemy raz i wystarcza to na parę miesięcy. Bieganie możemy uprawiać wszędzie, zaś pływanie jest dotowane w dużym stopniu przez Gminy poprzez budowanie pływalni. Nawet jeśli nasza pociecha zapragnie uprawiać obie te dyscypliny sportowe na raz to stosunek wydanych pieniędzy i tak będzie niczym w porównaniu do jeździectwa. Z moich wyliczeń wychodzi 1 do 10 na korzyść ( niekorzyść ) hipiki. Tak to wygląda i nie chce inaczej.

Ale wróćmy do szybkich wyników i do wydawania pieniędzy na konie. Zawsze, ale to zawsze gdy ktoś mnie zagaduje o konie powtarzam aby dobrze się zastanowił nim wejdzie w ten świat. Po pierwsze to sport wyjątkowo drogi. Mam na myśli sport, a nie szkółkę niedzielną czyli rekreacje. Samo utrzymanie konia w stajni to tylko początek, no ale też trzeba tego konia wpierw kupić. Cały czas mam na myśli sport….. Potem dokupić siodło dopasowane do konia, derki, czapraki, kask, bryczesy itd. Z mojego doświadczenia to wychodzi minimum ok. 20.000 zł. Minimum! No a potem jest tylko gorzej. Koszty stałe przy jednym koniu oraz treningach codziennych – realia Warszawskie – to nie wyjęte 2500 zł. Bez kosztów dojazdu na treningi.

A jak się tyle płaci to się wymaga. Najlepiej szybkich sukcesów aby zrekompensować sobie poniesione wydatki. Niestety, tu się zaczyna zmora tego sportu. Na scenę wkraczają rodzice, którzy nie mają pojęcia o tym sporcie. Często przerzucają swoje niespełnione aspirację na swoje dzieci. Im się nie udało w sporcie ale dziecku musi się udać. Płacę bajońskie pieniądze to oczekuję wyników. Tak jakby była zadziwiająca relacja miedzy wydanymi dużymi pieniędzmi na konie, a szybkim wynikiem.  Do pewnego momentu to działa ale potem następuje rozczarowanie i pytanie dlaczego do klasy L wszystko szło gładko, a potem stanęło i nie chce ruszyć? Odpowiedz jest prosta. Szybki wynik zawsze się robi kosztem techniki, tak niezbędnej w dalszej karierze sportowej.

Uważam, że jeździectwo to nauka cierpliwości i pokory. Nie każdego na to stać mentalnie i finansowo. Jeżeli jesteś rodzicem młodego adepta sztuki jeździeckiej i nie masz tych dwóch cech to zapomnij o sukcesie twojego dziecka w tej dyscyplinie sportowej. Wygrane zawody twojej pociech w klasach dziecięco-młodzieżowych nie są wyznacznikiem sukcesów w seniorach. Ileż to świetnie zapowiadających się dzieciaków zniknęło z tego sportu? Ile byłych Mistrzów Polski w grupie dziecięcej dalej jeździ konno w wysokim sporcie? Ile dziecięcych talentów spaliło się przez nachalnych na zwycięstwo rodziców i nie umiejących im odmówić trenerów? Setki!

Czy jest możliwość naprawy tej sytuacji tak aby ta nasza młodzież nie znikała z parkurów zbyt szybko? Oczywiście, że jest. Jest to rozwiązanie bardzo proste, które zamyka usta zbyt natarczywym rodzicom i weryfikuje jakość szkoleniową naszego trenera.  Zlikwidować wszystkie konkursy na szybkość i oceniać tylko styl przejazdu. We wszystkich zawodach od towarzyskich do ogólnopolskich do 14 roku życia zawodnik oceniany jest tylko za styl w jakim pokona parkur plus zrzutki plus czas do normy. Do klasy P włącznie na dużych koniach i wszystkich grup kucy.

Takie rozwiązanie ( oczywiście dopracowane i w formie przepisów Pzj ) daje dużą szanse na spokojny rozwój zawodnika. System ten, w dużej mierze zapobiegnie produkowaniu jeźdźców bez techniki jeździeckiej, którzy ledwo trzymają się na grzbiecie końskim. Rodzic świadomie będzie wybierał trenera bo wyniki będą świadczyły o wiedzy i umiejętności jej przekazania przez szkoleniowca dziecku. Nie ukryje się niekompetencji  Pana/Pani Trener szybkim przejazdem podopiecznego.  Oczywiście takie rozwiązanie będzie bolało, podniosą się glosy, że to jakaś głupota, że zabija się to co w tym sporcie najważniejsze czyli emocję, że zrobi się nudno….. Być może będzie nudno ale jest duża szansa, że będziemy mieli zawodników porządnie jeżdżących w grupie seniorów na zawodach międzynarodowych powyżej 3***. I wtedy będzie czas na emocje i nie będzie nudno.  Bo czym skorupka za młodu……

Czas coś zmienić w sporcie najmłodszych. To co się obecnie dzieje nie wróży dobrze tej dyscyplinie sportowej. Nie tylko w konkurencji skoków tak bliskiej memu sercu ale w każdej pozostałej konkurencji. Jeżeli nie pochylimy się na dzieciakami to zapomnijmy o przyszłości tego sportu. Dzieci są najważniejsze, bo to przyszli mistrzowie tej dyscypliny. Niestety, Pzj nie widzi fatalnej sytuacji w sporcie dziecięcym. Im zależy na ilości ,a nie na jakości. Wszak najwięcej przynoszą pieniędzy rodzice. A czym ich więcej tym lepiej dla……. No właśnie? Dla kogo lepiej? Dla sportu na pewno nie!

I batem go!! I dalej, łyda, łyda i jedziesz!!! Dajesz, dajesz szybko! I popraw batem!! Bardzo dobrze!!

Ps. Link do tego wpisu o którym wspomniałem:

https://konkuleje.wordpress.com/2012/08/04/langsam-langsam-aber-sicher/

Faktura…C.D

Patologia w jeździectwie jest tak mocno osadzona, że trudno cokolwiek zmienić. Nawet dyskusja  na temat jeździectwa i ewentualnej poprawy tego stanu rzeczy prawdopodobnie nie jest już możliwa. W każdym razie nie z tymi ludźmi, którzy rządzą na Lektykarskiej. Nie ma z kim rozmawiać bo aby mieć jakiegoś mądrego i kompetentnego adwersarza to on po prostu fizycznie musi istnieć. W Związku prócz gumofilcy mamy też chochoły. Nic do nich nie trafia i nic od nich mądrego nie wychodzi. Trwają na stanowiskach dla samego trwania, żadnych realnych pomysłów na zmianę totalnej zapaści jeździectwa. A jeżeli są jakieś roszady personalne to na ogól jest jeszcze gorzej. W myśl przysłowia : Po nas choćby Potop! Zero sportu tylko walka o stołki i o to co jeszcze zostało. A jak już biorą się za sport jeździecki to wychodzi z tego jedno wielkie NIC. To co możemy teraz obserwować to chyba koniec nadziei na odbicie się od dna. Polaryzacja środowiska, dokonana przez obecny Zarząd oraz ludzi Kaliszuka nie daje żadnych szans na zgodę. Aby cokolwiek zmienić trzeba jak najszybciej tych ludzi odsunąć od decydowania o naszym losie sportowym i rozpocząć rzetelny dialog z całym środowiskiem na zasadach partnerskich.

Przykrym przykładem działania na szkodę jeździectwa obecnych decydentów związkowych jest „afera” związana z rozliczeniem za szkolenia miedzy Lewadą a Pzj. Nie chodzi mi tu już nawet o reakcję pana Podpory i jego chamski mail wyslany niechcący do szefa Lewady Sałackiego, ale o drugie dno tego wszystkiego. Drugim dnem są machloje, które miały doprowadzić do pozbycia się Przewodniczącego Rady i przejęcia totalnej władzy w PZJ. Niestety, a może właśnie stety, Pan Podpora ujawnił prawdziwe zamiary Hermanowców z Kaliszukiem na czele. Chcieli oczernić Sałackiego i pokazać tego Pana jako oszusta łasego nawet na ochłapy finansowe, a potem przejąć organ kontrolny jakim jest Rada Pzj do własnych, raczej niskich celów. A jakie to cele mają Hermanowcy to łatwo można się domyślić analizując afery związane z konkursami na szefów poszczególnych komisji i inne sprawy, które zafundowali nam przez te kilka miesięcy swoich nieudolnie „rządów”. Grabie grabią do siebie!

Niektórzy zarzucają mi, że obstawiam się za Sałackim oraz za całą Radą Pzj. Tak bez krytycznie i bez refleksyjnie przyjmuję to co Sałacki powie albo napisze. Nie jest to do końca tak jak by się wydawało. Mam duży żal do przewodniczącego Rady, że za mało robił za czasów poprzedniego Zarządu. Nie zauważył zagrożenia ze strony Kaliszuka i jego ludzi. Ale nie wierzę i nikt mnie do tego nie przekona, że Pan Andrzej Sałacki jest marnym oszustem i malwersantem związkowych grosików. Oszustów, intrygantów, ludzi płytkich należy szukać w tej grupie, która najgłośniej krzyczy: Łapaj złodzieja! To oni udowodnili, że w przekrętach są niedoścignionymi mistrzami.

Ostatecznym dowodem na złe zamiary Zarządu względem Rady jest oświadczenie Pana Andrzeja Sałackiego, którego stałem się posiadaczem. Tak, tak całego Zarządu, a nie tylko Pana Podpory. Bo co ma do powiedzenia w tej sprawie Pan Jachymek, Święcicki, Kasztelan, Abgarowicz? Milczą niczym kamienie polne. Nawet ich oświadczenie o odcięciu się od  Podpory zniknęło jakimś dziwnym trafem ze strony PZJ. Przypadek? Nie sadzę….. Reasumując, gdy staję przed wyborem między Podporą i resztą Zarządu a Sałackim i Radą PZJ to nie mam dylematu komu w tej sprawie ufać.

Oto oświadczenie Pana Andrzeja Sałackiego :

 

 

Oświadczenia  wiceprezesa Marcina Podpory zamieszczone  na stronie PZJ były pomówieniami i próbą zdyskredytowania mojej osoby w oczach opinii publicznej.

Powszechnie znany mail Marcina Podpory adresowany do członków zarządu i prawdopodobnie omyłkowo do członków Rady odsłonił prawdziwe intencje autora i strategię przygotowanego pomówienia.

Mając na uwadze zapobieżenie zapowiedzianych dalszych prowokacji również wobec członków Rady oraz dbałość o dobre imię i dorobek Klubu Lewada zamieszczam poniższe wyjaśnienie.

6 Kluczowych punktów manipulacji danymi :

  1. Podpora: Zgodnie z informacją przekazaną przez Gminę Polska Cerekiew całkowite koszty wynajmu hali, boksów i organizacji noclegów, obejmujące tak kadrowiczów jaki i inne osoby, wyniosły 3900 zł
  2. Koszty podane przez Gminę Polska Cerekiew nie są wszystkimi kosztami organizacji szkolenia . M. Podpora  w swym  „wyjaśnieniu”  zataił znany mu  z  przesłanych przez klub Lewada dokumentów księgowych fakt, że   wynagrodzenie osoby szkolącej  wraz z kosztami wynajmu obiektów od Gminy  wyniosło  22.235,87 zł. Ponadto LKJ „Lewada” poniósł koszty: tłumacza z jęz. Hiszpańskiego, fotografa,  ścielenia i sprzątania boksów, równania hali, udostępnienia Sali wykładowej, serwisu kawowego, obsługi nagłośnienia,  ochrony,  materiałów  szkoleniowych, pracy biura.

 

 

M.Podpora: Szkolenie w Zakrzowie w dniach 6-7.12.2014 organizował LKJ Lewada na terenie ośrodka należącego do Gminy Polska Cerekiew i wystawił za udział w niej kadrowiczów fakturę w wysokości 12 000 zł

  1. M. Podpora stwierdza , że PZJ przekazał 12.000,00 tys „Lewadzie” a klub  miał tylko  3900,00  kosztów, zatem klub uzyskał dochód w wysokości 7885,49 zł. Jest to nieprawda, całkowity koszt szkolenia wyniósł  29.000,00 zł.

 

 

III. Przed szkoleniem ustalenia z PZJ były następujące:  Związek zapłaci klubowi 6000,00 zł za wynajem obiektów oraz 2000,00 zł za każdego zawodnika ( 3 zawodników kadry  x 2000,00 zł= 6000 zł), czyli 12.000,00 zł.

Klub „Lewada”, co jest kluczowe w sprawie, otrzymał  z PZJ  instrukcję wystawienia faktury, co wiceprezes Podpora zataił:

PZJ pisze: „Poproszę o wpisanie wynajęcie infrastruktury wg. specyfikacji.

Jako  załącznik:  specyfikacja –  proszę wyszczególnić:

1.kryta ujeżdżalnia z rozprężalnią  6000,00

2.stajnia/Boksy/     2000,00

3.zakwaterowanie i wyżywienie   4000,00”

Po  zakończeniu szkolenia Związek bez żadnych wątpliwości  fakturę  zaakceptował i zapłacił.  Nikt  z własnej woli nie płaci, gdy są jakikolwiek zastrzeżenia.

 

 

M.Podpora: Na podstawie §3 umowy zawartej 27.06.2013 r. przez Polski Związek Jeździecki opłaty za szkolenia kadrowiczów w ośrodku w Zakrzowie mogą być realizowane jedynie po rzeczywistych kosztach, a LKJ Lewada nie ma prawa do pobierania dodatkowych opłat z tego tytułu 

 

 

  1. a) Cytowana przez wiceprezesa Podporę umowa  w ogóle nie weszła w życie.
  2. b) Gmina nigdy nie przekazała klubowi „Lewada” prowadzenia działalności jeździeckiej na terenie ośrodka  w Zakrzowie. ( §2 ust.4 pkt. b) w związku z tym §3  nie obowiązuje.
  3. c) Umowa na którą powołuje się Marcin Podpora  zawarta jest między PZJ, a Gminą Polska Cerekiew, nie dotyczy klubu „Lewada” który był  organizatorem szkolenia
  4. d) LKJ „Lewada” nie posiada żadnej   umowy z Gminą tylko rozlicza się na bieżąco za wszystkie realizowane przedsięwzięcia na podstawie każdorazowo wystawianych faktur.

 

 

  1. Podpora: W związku z licznymi zapytaniami przedstawiam wszystkim zainteresowanym fakty i dokumenty związane z wykryciem przeze mnie nadużyć w wykorzystaniu dotacji ministerialnej przez LKJ Lewada, którego prezesem jest Przewodniczący Rady PZJ Andrzej Sałacki:
  2. Kierowany przeze mnie klub „Lewada: nie  mógł dopuścić się nadużyć w wykorzystaniu dotacji ministerialnej, ponieważ żadnej dotacji z ministerstwa nie otrzymał . Dotację  otrzymał  Polski Związek Jeździecki  i jeżeli  niewłaściwie ją wykorzystał  to zobowiązany był zwrócić  środki do MSiT.

 

 

  1. Podpora: Ponieważ Rada nie zajęła się kontrolą tych nieprawidłowości, Zarząd PZJ – zgodnie z obowiązującymi przepisami – był zmuszony samodzielnie wyliczyć kwotę nadpłaconą nieprawidłowo klubowi „Lewada” i zwrócić ją Ministerstwu Sportu i Rekreacji, razem z kosztami pośrednimi zwrot ten wyniósł 9 441,39zł 
  2. Nie istnieje „Ministerstwo Sportu i Rekreacji” na  które powołuje się wiceprezes PZJ , a powinien znać nazwę  organu nadzoru PZJ.

 

PZJ otrzymał z MSiT kwotę  1.239 316,00  na 2014 r.

PZJ wydał w roku  2014 kwotę 1.229 874,61 zł

Niewykorzystaną różnicę 9441,39 zł trzeba zwrócić  do Ministerstwa Sportu  i pan Podpora z sufitu przypisał  ją  „Lewadzie”.  Po 2 miesiącach po zakończeniu szkolenia wymyślił że „Lewada” ma  być kozłem ofiarnym.

PS. Czytajcie komentarze! Są bardzo ciekawe……

Głupich nie sieją.

Nic bardziej mnie nie porusza ( śmieszy? ) jak czysta forma ludzkiej głupoty. Kiedy to ktoś, sam z siebie, bez czynników zewnętrznych robi sobie krzywdę. Takim przypadkiem, o którym wspomniałem powyżej jest pan Marcin Podpora. Ten wiceprezes Pzj zapisał się złotymi zgłoskami w historii jeździectwa i to na wieki. Jeżeli ktoś będzie chciał opisać człowieka o wyolbrzymionym ego, buca, który próbuję zostać kimś i ima się nieczystych zagrań może to zastąpić imieniem i nazwiskiem wiceprezesa. Myślisz Nikodem Dyzma, mówisz Marcin Podpora. Wczoraj nie strzelił on sobie w stopę, wczoraj odstrzelił sobie to co mężczyzna ma najcenniejszego, a mianowicie ……..honor.

Zezwierzęcenie w Zarządzie to nie tylko wina Podpory. Nie dajmy się zwieść komunikatowi reszty Zarządu, który odcina się od tego co wygłosił Podpora. Gdyby nie to, że głupota wzięła górę w przypadku wiceprezesa i mail stał się publiczny, reszta Zarządu by przyklasnęła temu aby zacząć procedurę gumkowania szefa Rady Sałackiego. Rozpoczął by się proces szkalowania Pana Sałackiego i zapewne reszty Rady w ich rodzinnym środowisku. Świadczą o tym słowa Podpory :

„W związku z czym na najbliższym Zarządzie zaproponuję przenieść działania w przypadku na razie tylko Sałackiego na inne obszary tj. sejmik i samorządy – uderzymy go w to co boli najbardziej – kasę i poparcie lokalnego zaplecza politycznego, nikt nie popiera malwersantów, straci dotacje na klub z UM to może zacznie myśleć.”

Symptomatyczne dla Podpory są słowa ” na razie tylko Sałackiego „. Na razie…. a potem reszta tych co mają odmienne zdanie niż Zarząd. Oto czym teraz Zarząd zajmuje się na zebraniach. Sport zupełnie zniknął z Lektykarskiej. Jest Mordor!

Czy to co się obecnie dzieje w Pzj można nazwać układem zamkniętym, czy może już stricte mafijnym? Oceńcie to sami drodzy czytelnicy ale miejcie w pamięci takie sprawy jak : Kaźmierczak i jego wybór na szefa skoków, wybór  trenera kadry skoków i jego pierwsze wpadki w Arezzo, konflikt interesów w komisjach skoków i ujeżdżenia, opłaty dla BPK, chucpa w komisji WKKW i angażowanie się niejakiego Mossakowskiego w to zamieszanie, zwolnienia zasłużonych pracowników biura bez podania konkretnych powodów, konflikt z Radą i zakaz udostępniania dokumentów, fałszowanie wyników konkursów lub zaniechanie ich, brak konkretów w przygotowaniu do ME, polaryzacja środowiska jeździeckiego itd. I to wszystko zostało zrobione w przeciągu niecałych 6 miesięcy. Co będzie za kolejne pół roku jeżeli damy tym Panom trwać na stanowiskach? Aż strach pomyśleć.

Myślenie jest deficytowe w Pzj. Świadczy o tym wpis na Facebooku Pani Katarzyny Milczarek, czynnej zawodniczki i członka komisji ujeżdżenia :

Wczoraj otrzymałam maila od A. Sałackiego (przewodniczącego Rady Związku), który ujawnia prywatną korespondencję, najprawdopodobniej M. Podpory (wiceprezesa PZJ) do
Ł. Abgarowicza (prezesa PZJ). Wygląda na to, że mail ten przypadkiem został wysłany do wiadomości A. Sałackiego. Treść maila przypomina znane nam z telewizji rozgrywki „na szczeblach władzy”, ot taka nasza „afera taśmowa”. Mierzi mnie to i wzbudza odrazę a na pewno nie życzę sobie, żeby zaśmiecać moją pocztę tego rodzaju spamem. Rozumiem, że maila tego dostałam dlatego, że jestem delegatem na Zjazd PZJ (był on wysłany do wiadomości wszystkich delegatów). Wydaje mi się jednak, że delegaci powinni oceniać pracę Zarządu po dokonaniach, wynikach i wpływie na rozwój jeździectwa w kraju, a do pracy Rady Związku mieć zaufanie. Ja powiem szczerze tracę zaufanie do pracy organu, którego przewodniczący dopuszcza się rażącej niegospodarności i naciąga Związek kosztem zawodników.
Pan Sałacki jest mistrzem manipulacji funduszami ministerialnymi, samorządowymi i sponsorskimi. W tym kontekście tego maila odbieram również jako manipulację.

Pani Katarzyno! Myślę, że w Pani przypadku najlepszym komentarzem będą słowa Prezydenta USA  Abrahama Lincolna : Lepiej milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelakie wątpliwości.

 

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.