Na dobranoc.

Za parę godzin będzie wszystko wyjaśnione. Jeszcze tylko kilka wieczornych telefonów potwierdzających wcześniejsze ustalenia jak działać na zjeździe nadzwyczajnym, kilka łyków koniaku na uspokojenie nerwów, prysznic wieczorny i do łóżka. Głowa dotyka miękkiej poduszki, oczy zamknięte i zaczyna się w myślach projekcja planu na jutrzejszy dzień. Tak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór w wielu domach delegatów, którzy stoją po dwóch stronach barykady oraz tych co nadal nie wiedzą jak się zachować. I właśnie im dedykuję ten wpis na moim blogu. I mam wrażenie, że jest ich większość.

Dwie strony obecnego konfliktu to kwintesencja głupoty. Jedna i druga strona, czyli obecny zarząd PZJ jak i tzw. puczyści działają na szkodę jeździectwa. Robią to celowo i dla własnych interesów. Jedni i drudzy chcą więcej władzy i wpływu na kształt swiata za który są lub będą odpowiedzialni. Żadna ze stron nie chce odpuścić. Klasyczny klincz dwóch słabych zawodników w ringu, którzy nie mają pomysłu na zakończenie walki. Stoją tak od jakiegoś czasu, ciężko oddychają a publiczność gwiżdże z niezadowolenia. Jedni i drudzy uważają, że ten klincz to ich sposób walki, który doprowadzi ich do zwycięstwa. I tylko kibice widzą jakie to wszystko jest beznadziejne bo z wysokości trybun jest lepsza perspektywa widzenia niż z poziomu ringu. Ci dwaj zawodnicy niszczą to co jest najpiękniejsze w każdym sporcie czyli czysta walka.

Hermanowcy to doskonale znani działacze. Od lat związani z jeździectwem i od lat, a nawet dekad kształtują obraz jeździectwa w swoich okręgach, a czasem i w samej  centrali związkowej. Otoczeni swoimi wazeliniarzami żyją w swoim świecie, który ułożyli pod siebie i swoje małe, prywatne interesy. Niewiele, a czasami nic nie zrobili dla ogółu. Trwają na stanowisku aby trwać i czekają okazji aby wskoczyć o szczebel wyżej w karierze związkowej. Sport jeździecki to tylko tak naprawdę przysłowiowy kwiatek do kożucha. Im chodzi o to aby mieć władze i doić wychudzoną krowę z tego co jeszcze może dać. Drobne cwaniaczki działające na obrzeżach niszowego sportu.

Zarząd PZJ to – jak już pisałem – kłamczuszki. Coś obiecają i nie dotrzymują słowa. Nic nie działa z tego co miało działać. Każda obietnica zmian na lepsze kończy się porażką. Coś zaczynają i nie kończą. Często nawet już działające i wdrażane rzeczy są tragiczne i wsteczne dla jeździectwa. Utopia goni utopie. RioPlus, Skrzyczyński w pierwszej 50 FEI, zmiany w szkoleniu, polityka kadrowa, brak konkursów i przetargów i wszechobecna tajność to zmora obecnej władzy. A miało być wszystko jawne, konsultowane w środowisku jeździeckim i realne w miarę możliwości związku. Głównym osiągnięciem Pana Prezesa Abgarowicza jest doprowadzenie do totalnej polaryzacji środowiska jeździeckiego przy wielkiej pomocy jego popleczników. Przeniósł do naszego sportu to w czym uczestniczy w swoim drugim życiu – a może tak naprawdę w pierwszym – czyli wojnę polsko-polską.

Jedni i drudzy to nie moja bajka. Dwie strony nie walczą na programy bo ich w rzeczywistości nie posiadają. To jest szarpanina bez ideologi, wizji rozwoju, bez możliwości dalszej współpracy dwóch zwaśnionych stron, gdy już kurz po walce ratlerków  opadnie. Oznacza to, że stoimy nad przepaścią i nie ważne, która z frakcji wygranej po weekendowym zjeździe powie : Ale zrobiliśmy wielki krok na przód. Koniec i tak jest oczywisty.

Drodzy delegaci na zjazd nadzwyczajny. Nie patrzcie na swoich szefów okręgu, nie decydujcie poprzez pryzmat listów otwartych pisanych przez zawodników, organizatorów zawodów, byłych prezesów PZJ, właścicieli wpływowych klubów itd. Napisałem komentarz na swoim blogu do wypowiedzi Delegata, który powinien wam przyświecać gdy będziecie głosować. Rozejrzyjcie się po sali, popatrzcie na twarze ludzi, którzy siedzą wokół was. Zastanówcie się czy nie ma lepszego kandydata niż ci którzy firmują dwie strony konfliktu? A gdy już przyjdzie czas na oddanie głosu, a wy nadal nie będziecie wiedzieli jak się zachować to…. zachowajcie się przyzwoicie. Dla dobra naszego sportu.

List Pana Szczypiorskiego.

Pan Szczypiorski przemówił. Długo pisał. Na stronie pomorskiego WZJ można to przeczytać. Zapraszam do lektury.

http://www.pomorskizj.pl/

 

Tajne przez poufne.

Oto dokumenty, które tak rozpalają jeździecki świat. Tak tajne i poufne, że nikt tego nie chce opublikować. A ja to udostępniam. Zapraszam do wnikliwej lektury i na zimną analizę  zarówno protokołu Komisji jak i odpowiedzi Zarządu. Dziecinada, która pokazuję jak nisko upadło jeździectwo i jacy ludzie rządzą w tym sporcie. Miłej lektury.

 

Kontrola Rady PZJ 2014

Odpowiedź Zarządu PZJ na Protokół Kontroli Doraźnej Zespołu Rady PZJ

 

Głupich nie sieją.

Już miałem pisać kolejny wpis na blogu o tym co się będzie działo na walnym zebraniu w PZJ, a tu taka wiadomość. Nim temperatura polityczna w związku doszła do czerwonego pola cały misterny plan puczu w PZJ  się zebździał. A miało być tak ciekawie i burzliwie. Abgarowicz miał z hukiem odejść wraz z zarządem, WZJ i ich miłościwie panujący baronowie przesunąć się znacznie w stronę władzy, a wszystko to miała firmować urocza twarz Marka Szewczyka. Już wszystko było ustalone, etaty rozdane, rozmowy poufne wykonane, szampan kupiony…… Ale się wszystko zesrało i teraz śmierdzi przeokropnie w całym środowisku jeździeckim.

Pana Marka Szewczyka jako człowieka szanuje. Gorzej jest z tym szacunkiem gdy sprawy zachodzą o sprawy końskie. Doceniam jego wielką wiedzę dotyczącą jeździectwa, kto i kiedy startował i na jakim koniu, w którym roku i gdzie odbywały się ważne zawody, po kim jest dany koń i ile zarobił w swoim sportowym życiu pieniędzy dla swoich właścicieli. Na pewno zna dobrze polskie jeździectwo. Przez długi okres był blisko związkowej wierchuszki. Zna dobrze korytarze i zakamarki tego kurnika na Lektykarskiej. Był też związany z Legią na Kozielskiej oraz organizował zawody. No i był naczelnym Świętej Pamięci pisma Koń Polski. Jednym słowem wie o co chodzi. Ale czy aby ma intuicję i predyspozycje do bycia na szczycie polskiego jeździectwa?

Wiedzę jaką posiada Pan Szewczyk to wiedza niezbędna do pracy jako dziennikarz i komentator. Na polskie jeździectwo patrzy przez pryzmat zamierzchłej, Szczypiorskiej perspektywy. Tam się odnajduje i tam ma swoje miejsce. I tam ma swoich przyjaciół, którzy zrobili z niego klasycznego wała. Wystawili go na pośmiewisko całego jeździeckiego świata oferując mu stanowisko Prezesa PZJ.

Nie mam pojęcia dlaczego Pan Marek tą propozycje przyjął i to tak bez refleksji? Bez programu, bez wizji zmian na lepsze w polskim jeździectwie, bez oficjalnego zaplecza intelektualnego? Bo program kandydata Szewczyka na Prezesa miał być podany za pięć dwunasta, wizja polegała na polemice z Abgarowiczem w internecie, a zaplecze intelektualne, choć wszyscy wiedzieli kto za tym stoi, nie było podane oficjalnie. Pan Marek Szewczyk ma nauczkę za swoją głupotę. Ci co go wrobili w ten szlam to stare cwaniaki, dbający o swoje prywatne interesy To nie Helak, Kaźmierczak, Kaliszuk czy inny dziadyga z Mazowsza będzie synonimem głupoty. Firmować głupotę będzie twarz Pana Marka Szewczyka. Szkoda, bo to miła twarz.

Wygranym w tym sporze jest Abgarowicz. Przynajmniej tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Wygrał bitwę ale nie wojnę. Puczyści nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w tym sporze. Nowa strategia, już bez Marka Szewczyka jest taka aby zostawić obecnego Prezesa na stanowisku i otoczyć go wianuszkiem zaufanych ludzi z Hermanowa. Będzie to bardzo trudne, bo Zarząd upublicznił finanse PZJ wytrącając główny argument puczystów z ręki czyli brak kasy. Z oficjalnego pisma wygląda na to, że finansowo nie jest źle. Poczekamy, zobaczymy.

Będzie można oglądać on-line zmagania dwóch frakcji w trakcie walnego zgromadzenia. Dwóch karłów na glinianych, krótkich nóżkach będzie ze sobą walczyło na podupadłej arenie polskiego jeździectwa. Kto wygra? Zobaczymy. My możemy kibicować albo dżumie albo cholerze. Na razie innego wyboru nie mamy.

 

 

Harce w kojcu

Kolejne przemyślenia stałego współpracownika bloga czyli Łyska z pokładu Idy. Zapraszam do bardzo ciekawej lektury.

 

Zaczynają się igraszki przed walnym zgromadzeniem PZJ, Pan Marek Szewczyk aspirujący do stanowiska podgryza i obszczekuje Pan Prezesa. Ten mimo zatrudnienia „tuzów” marketingu i pr’u wdaje się z Panem Szewczykiem w pisemna pyskówkę pisząc kolejny list otwarty opublikowany na stronie PZJ http://pzj.pl/sites/default/files/plikoteka/List%20Prezesa%20PZJ%20L.A.pdf, w którym odnosi się „merytorycznie” do zarzutów Pana Szewczyka. Niestety ujadanki Panów sprowadzają się do insynuacji Pana Szewczyka i nieudolnych ripost Pana prezesa. A zatem przeanalizujmy co też Pan Abgarowicz napisał w swoim liście:

- Ile przekazali (lub przekażą, jeśli jeszcze pełne rozliczenie nie nastąpiło) na konto PZJ trzej sponsorzy, których logotypy są zamieszczone na stronie internetowej PZJ: Bank Pocztowy, Andrewex oraz IDS Bud.

- Od uruchomienia strony do chwili obecnej wpływy z wszystkich reklam publikowanych na stronie www wyniosły 293.970,00 zł brutto. Kwotę tą należy pomniejszyć o około 50.000,00 zł brutto – koszt usług dodatkowych świadczonych na rzecz reklamodawców.”

Zacznijmy od kwoty 293 970 złotych za reklamę na stronie internetowej PZJ. Standardową formą rozliczeń za reklamy w internecie jest tzw. CPM, czyli cost per mila, co oznacza nie mniej ni więcej koszt pokazu reklamy 1000 odbiorcom. Średni koszt reklamy banerowej w polskim interencie to nie więcej niż 20 zł za CPM. Co oznacza, że kwota 293 970 zł powinna odpowiadać ponad 14 i pół miliona wyświetleń reklam na stronie pzj.pl. Załóżmy że średnio na stronie widnieją 3 reklamy, co by oznaczało, że strona od momentu powstania wygenerowała prawie 5MILIONÓW odsłon, to wynik jakiego nie powstydziłby się Pudelek.pl, czy inny serwis. Przypominam, że w Polsce jest poniżej 25 milionów osób korzystających z internetu. Niestety nie są dostępne informacje o zasięgu i liczbie odsłon na stronie pzj.pl, jednak wg. serwisu alexa.com strona pzj.pl jest na miejscu 22100 pod względem popularności.

Kolejne wątpliwości budzi kwota 50 000 zł przeznaczona na „koszt usług dodatkowych świadczonych na rzecz reklamodawców”. Świat reklamowy pod względem swojego zepsucia nie różni się tak bardzo od świata końskiego, dlatego brak szczegółowego wyjaśnienia na co została przeznaczona ta nie bagatelna kwota budzi spore wątpliwości co do uczciwości intencji na jakie została przeznaczona.

Zagłębiając się dalej w list Prezesa można znaleźć kolejny smaczek:

- Umowy z TVP opiewały łącznie na kwotę 236.000,00 zł netto. Jest to jednak tylko część kosztów związanych z programami TV. Poza tym PZJ musiał ponieść koszty scenariuszy, grafiki telewizyjnej, czołówek, tyłówek, przemazów, produkcji felietonów i reportaży oraz zwiastunów.”

Zajmuję się produkcją telewizyjną od 10 lat i nie ukrywam, że otrzymanie takiej kwoty na produkcję „przemazów” ustawiłoby mnie na długi czas. Ale merytorycznie, koszt przygotowania oprawy graficznej (w tym „przemazów”) do programu to kwota poniżej 5 000 zł, scenariusz w takim wypadku pisze się sam, bo wynika z planu zawodów, puste miejsca wypełnia się felietonami, reportażami i wywiadami (wszystko realizowane na miejscu pod czas zawodów tą samą ekipą, która realizuje wydarzenie), tyłówka to nic więcej jak wciągnięty plik tekstowy z listą płac emitowany na koniec programu…

W dalszym etapie jest mowa to transmisji z CSIO Sopot „- Nigdy nie oczekiwaliśmy od Hipodromu Sopot wpłaty 270 tys. zł. Na kwotę 261 tys. zł opiewał przedstawiony Hipodromowi kosztorys produkcji i emisji telewizyjnej CSIO, który mieliśmy współfinansować. Koszty tej produkcji były szczególnie wysokie (np. znacznie ponad połowę wszystkich kosztów TVP, które należy powiększyć o VAT) ze względu na (między innymi) produkcję sygnału w HD oraz równoległą transmisję 2 różnych programów dla FEI i na anteny TVP SA.”

Sygnał HD produkuje się w pewien magiczny sposób, a mianowicie przyjeżdża się wozem transmisyjny wyposażonym w tę technologię… I owszem jest to droższa usługa ale dość powszechna od mniej więcej 6 lat. Aby realizować równoległa transmisję dla FEI należy podłączyć do wozu dodatkowy kabel oraz ew. wynająć oddzielnego prowadzącego ze znajomością języków na potrzeby tej transmisji.

Ostatnim punktem listu Pana Prezesa jest kwestia wzrostu wynagrodzeń w PZJ za jego kadencji:

„Czy to prawda, że obecny fundusz wynagrodzeń PZJ wynosi miesięcznie 116 tys. zł? Ile osób pobiera wynagrodzenie z kasy PZJ? Dla porównania, w końcu 2012 roku, a więc za „panowania” prezesa Marcina Szczypiorskiego, ów fundusz wynosił 63 347 zł, a na liście płac było 13 osób.

- Nieprawda. W momencie zmiany Zarządu (listopad 2012) fundusz płac wynosił 77.341,80 zł tak zwanego „dużego brutto” ( z wszystkimi kosztami pracodawcy) i na liście płac było 13 osób. Obecnie fundusz ten wynosi 112.870,80 zł, a na liście płac znajduje się 17 osób. Wiąże się to z nowymi kompetencjami (m. innymi marketing, informatyka), które PZJ musiał rozwinąć.”

Oznacza to, że nowo zatrudnione osoby zarabiają średnio 8 882,25 zł brutto, przy średniej warszawskiej 6 000 zł brutto (http://finanse.wp.pl/kat,1013819,title,Zarobki-w-Warszawie-i-okolicach,wid,16432519,wiadomosc.html?ticaid=113b25). Dodatkowo chciałem przypomnieć, że w poprzednim liście Pan Prezes pisał, iż Pan Wawrzyniak zarabia tylko 5,5 tysiąca na rękę (http://www.swiatkoni.pl/media/news/attachments/List_Prezesa_PZJ_do_%C5%9Brodowiska_je%C5%BAdzieckiego.pdf), czyli niecałe 7 800 zł brutto. Zatem, któraś z nowo zatrudnionych osób zarabia około 10 000 zł…

 

 

Nie zarzucam Prezesowi złych intencji ale wydawanie z siebie kolejnych nieprzemyślanych listów otwartych tylko podważa jego stanowisko przed zbliżającym się walnym zgromadzeniem, które formalnie ma charakter sprawozdawczy ale jak już wszyscy podejrzewamy, ba a nawet jesteśmy prawie pewni, będzie miało charakter wyborczy.

Dziecięcy świat.

A więc zaczyna się walka. To co się dzieje obecnie na Lektykarskiej jest poniżej wszelakich standardów nawet tych oglądanych w politycznym świecie. Zaczyna się brudna walka o wpływy w polskim jeździectwie. W tej walce kogucików nie mam swojego faworyta bo go mieć nie mogę. Tak jak już wcześniej pisałem to wybór między dżumą a cholerą. Z jednej strony tej barykady stoją dyletanci bez pomysłu na rozwój tej dyscypliny sportowej , którzy robią jedynie pseudo intelektualne wrażenie, a po drugiej stronie mamy stare wygi, baronów doskonale poruszających się w  oparach smrodu związkowego, którzy serwują nam od lat, a może nawet od dekad, obornik zamiast sportu. Jedni i drudzy mają głęboko w w okrężnicy co się dzieje z jeździectwem, ze sportem młodzieżowym, z ośrodkami jeździeckimi itd. Ci u steru władzy walczą o to aby przetrwać  i wdrażać kolejne utopijne projekty i puste obietnice, a „puczyści” chcą więcej wpływu dla swojego środowiska znanego z tego, że ma na względzie tylko swoje dobro oraz własne interesy. Nam, szarakom pozostaje tylko patrzeć jak ( broń Boże kibicować jednej ze stron!!! )  Jeździectwo Polskie powoli, niczym leszcz na zimę, zakopuję się w szlam poniżej dna. I zasypia snem wiecznym.

Abgarowicz i spółka to kłamczuszki. Takie typy spotykało się za czasów dzieciństwa w piaskownicy, w czasie zabawy na trzepaku, w krzakach gdy podpalało się ukradzionego ojcu papierosa. Taki kłamczuszek, aby przypodobać się chłopakom rozpowiadał co on nie ma w domu i co on na następne spotkanie w krzakach przyniesie. A to gumę Donald z Pewexu, a to Coca-Cole w puszcze aby każdy z nas mógł posmakować świata, a to da pojeździć samochodem na kabel. Wszystko dla was chłopaki!! Przez takie obiecanki-cacanki wyrobił sobie znaczną pozycję na osiedlowym trzepaku. Przez pewien okres ufaliśmy w te zapewnienia. Dopytywaliśmy się o łakocie, zabawki sterowane przez kabel, napoje w puszkach z kolorowym nadrukiem. Czasami rzucił nam Donalda, którego musieliśmy podzielić na sześć części… Czas mijał i nic z tego co obiecywał nam kłamczuszek nie pojawiało się w realu. W końcu zaczęliśmy go unikać, potem obrażać a na końcu pogoniliśmy go z trzepaka. Został pośmiewiskiem osiedla i naszej szkoły. Został w naszej pamięci tym czym zostanie Abgarowicz i jego ekipa. Kłamczuszkiem i nieudacznikiem konfabulującym o świetlanej przyszłości naszego świata.

Na osiedlu była też inna grupa ludzi, których staraliśmy się unikać. Były to starsze chłopaki, prymitywy i chodząca patologia. Na naszym podwórku robili co chcieli i brali co chcieli. Mieli swój kodeks…a może dokładnie nie mieli go wcale. Zawsze musieliśmy czekać aż odejdą od trzepaka, zabierali nam co cenniejsze rzeczy, kazali płacić sobie za pozostawienie nas w spokoju. Jednym słowem : chcieli zawładnąć naszym dziecięcym światem. Nie próbowali nawet udawać, że podwórko do nich nie należy, że wszystko co chieliśmy na nim zrobić musi być przez nich zaakceptowane i sowicie opłacone w postaci fantów. Nauczyliśmy się ich szybko unikać bo każde z nimi spotkanie kończyło się siniakami bądź rozwalonym nosem. Po prostu baliśmy się ich i uważaliśmy ten stan za normalny. Po pewnym czasie, ze zdziwieniem zaobserwowaliśmy znaczne ubytki wśród dysfunkcyjnej grupy osiedlowej. Naszym sprzymierzeńcem w osiedlowej dżungli okazało się MO.  Dla młodszych czytelników przypomnę ten skrót: Milicja Obywatelska. Zaczęła ich masowo przenosić do miejsc zwanych potocznie poprawczakami. Ci co się ostali na” powietrzu” zaniechali albo w znaczny sposób ograniczyli nękanie nas, chłopaków z rodzin inteligenckich. Czas mijał, co niektórym kolegom wąs się sypnął, co niektórzy mogli legalnie kupować piwo w sklepach „Społem”, inni mieli już swoje pierwsze sympatie. Dorastaliśmy…. Któregoś dnia znów na osiedlu pojawiła się patologia i próbowała z powrotem wprowadzić swoje rządy i ” brak zasad „. Na szczęście mieliśmy swoje argument w postaci młodych pięści i szerokich pleców. Nie pozwoliliśmy im na nowo zawładnąć naszym światem bo doskonale wiedzieliśmy jak on wygląda w ich wykonaniu.

Prezesi Lubuskiego, Mazowieckiego, Małopolskiego i inni puczyści to patologia. Próbują kreować naszą rzeczywistość na jeździeckim, osiedlowym trzepaku. Bez zasad, bez wizji, bez jakichkolwiek z ich strony sukcesów w rozwoju tej dyscypliny sportowej na swoim podwórku. Nic nie zrobili dla Nas, za to dużo osiągnęli dla swojej prywaty. Ich się boje najbardziej tak jak bałem się za dzieciaka osiedlowych gitów. Ale przekonany jestem, że być może teraz nie mamy szybkich pięści i szerokich pleców ale na pewno mamy czas, który potrzebny jest na to aby bary się rozrosły a pięści stwardniały.

Wybór miedzy patologią a kłamczuszkami to najgorszy z możliwych. To nawet nie jest wybór między dżuma a cholerą. To kwestia szybkiej albo wolnej śmierci. Każda opcja proponowana przez ludzi stojących po dwóch stronach tej barykady prowadzi do zgonu. Zgonu Polskiego Związku Jeździeckiego.

Jaki związek taki WEG.

Miałem pisać o nowej inicjatywie, która powstaje na Mazowszu a mianowicie o Fundacji Rozwoju Jeździectwa ” Progressus „. Tych wszystkich zainteresowanych musze przeprosić ale poki co są ważniejsze tematy do których muszę się odnieść. No może nie ważniejsze ale na czasie. Do tematu fundacji wrócę bo praktycznie wpis jest gotowy. A teraz odniosę się do dwóch spraw, a mianowicie WEG i spotkanie ” elit ” w Hermanowie. Choć to teoretycznie dwa osobne tematy to jednak bardzo ze sobą powiązane.

Totalna kompromitacja. Tak można określić występy naszych zawodników na zawodach w Normandii. Mimo dość optymistycznych zapowiedzi poszczególnych szefów konkurencji jeździeckich, od początku było wiadome, że nie ma co liczyć na dobry wynik sportowy naszych reprezentantów. Osobiście liczyłem na Kamile Kart w rajdach konnych i na Beatę Stremler w ujeżdżeniu, którą plasowałem w optymistycznym wariancie na miejscu 17 – 25.  W tych dwóch konkurencjach nie wyszło i traktuje to jako wypadek przy pracy bo to markowe zawodniczki. W każdym razie szacun dla ujeżdżenia bo postawili na młodych zawodników i chyba dobrze. Za to w skokach……. No w skokach to było i śmieszno i straszno. Śmieszno bo to co zaprezentowali nasi zawodnicy raczej zaliczyć należy do cyrku. Zapowiedzi naszych herosów o godnej postawie można schować w ciemne miejsce naszego ciała. To znaczy pojechali w sposób jaki potrafią. A że nie potrafią zbyt wiele to było widać i każdy potencjalny sponsor naszego jeździectwa tylko się upewnił, że w miernoty sportowe nie ma co pchać pieniędzy. Zadziwiające ale nie mam zbyt dużej pretensji do Kaczorowskiego o to, że wybrał tych a nie innych zawodników. Każdy inny zawodnik jakiego by powołał selekcjoner, łącznie z rezerwowym Kieconiem osiągnął by taki sam albo podobny wynik. Tak tak…. nie mamy koni na takie imprezy zaraz ktoś pomyśli czytając ten tekst. No to jak nie mamy to nie jedziemy na takie zawody. Przypominam, że pierwszy konkurs w skokach na WEG w Normandii był na wysokościach 150cm. Dla sportowców z dumnej Polski to wysokość magiczna. Taki Święty Graal. Nieosiągalna sprawa.

Było śmieszno no to teraz będzie straszno. A dokładnie będą straszyły kwiaty oraz paleta barw jakie były na parkurach Igrzysk Jeździeckich we Francji. Tym razem to Pan Kaczorowski dorównał swoim intelektem do poziomu sportowego naszych zawodników. Zamiast prosto z mostu powiedzieć jakie są przyczyny tak fatalnych wyników naszych Orłów to…. tłumaczył ich żenujący występ zbyt dużą ilością kwiatów i niebywałym kolorytem trybun i parkuru. No tego jeszcze nie było. Tylko naszym to przeszkadzało w osiągnięciu dobrego wyniku. Reszta ekip to daltoniści.Drogi Panie Selekcjonerze. Nie mam pretensji o to, że wybrał Pan tych zawodników a nie innych. To był wybór między tragedią a żenadą. Jednak wymagam od Pana uczciwości w rozpoznawaniu problemu i podania przyczyny tak fatalnego startu polskiej ekipy. Kwiaty niech Pan zachowa dla swojej kobiety.

Jeszcze tylko mała dygresja ogólna na temat WEG i postawy Polskich zawodników. Nie jest tylko i wyłącznie winą obecnych władz związkowych ten fatalny występ. To są zaniedbania, które zostały zapoczątkowane dekady temu. Żaden z poprzednich Zarządów PZJ nie pochylił się nad wychowaniem kilku klasowych zawodników. Tak tak WYCHOWANIEM.  Skupiał się tylko na sobie czyli na Związku a nie na jeździectwie. Również długoletni kontrakt w konkurencji skoków z Wassibauerem nie pomógł w nawiązaniu walki z przeciętniakami światowym. Zaś Abgarowicz ze swoimi giermkami popełnia ten sam błąd co poprzednicy. Promuje siebie i swoje groteskowe pomysły, które rzekomo mają uzdrowić jeździectwo. I takim to oto sposobem przechodzimy do….

W Hermanowie spotkali się wielce poważne tuzy polskiego jeździectwa. To znaczy okręgowe tuzy. Nic nie znaczące tuzy. Tuzy które psują. Psuje jeździeckie. Największe cwaniaki w polskim jeździectwie. Chłopaczki w krótkich spodniach i z gilem do pasa oraz z procą w ręku wymierzoną w Abgarowicza. Będą po raz setny zmieniać jeździectwo. I po raz kolejny będzie to zmiana cholery na dżumę. 90% nazwisk, które uczestniczyły w tym spotkaniu to największe szkodniki jeździectwa w swoich okręgach. To BETON  najlepszej jakości. To przez tych panów ( specjalnie z małej litery ) mamy zapaść w jeździectwie. To od nich zaczyna się morowe powietrze , który  powoduję, że hipika w Polsce nie jest w stanie oddychać pełną piersią. Co oni zrobili dla jeździectwa np. na Mazowszu, w Lubuskim, Pomorskim itd? Co zrobili dla siebie to….. można zobaczyć. W moim pojmowaniu jeździectwa nie ma dla nich miejsca. Są zbędni. Nie ma także mojego poparcia ich ewentualny kandydat na nowego prezesa. Mam dość marionetki na stanowisku Prezesa i kierowania pacynką przez ludzi z marną reputacją związkową schowanych za ciemną kotarą.

 

Panie Marku. Niech Pan nie będzie pacyną na sznurkach za które pociąga kiepski lalkarz Niech Pan sobie daruje..

Ps. Nie napisałem nic o WKKWistach….. ale chyba nie ma potrzeby opisywania ich wybryków na WEG.

Worek pokutny.

Tak, tak, tak….. Wiem doskonale. przez prawie dwa miesiące nie pisałem. Choć działo się wiele to niestety nie było mnie na blogu i nie komentowałem tego co było ważne na naszym podwórku jeździeckim. Nie skomentowałem co się działo na MP w Warce, Nie komentowałem również zawodów w Ciekocinku. Za to mam zamiar odnieść się do Listu Pana Prezesa Abgarowicza. A więc wakacje czas zakończyć i zabrać się za pisanie….

Nic tak mnie nie denerwuje w polskim jeździectwie jak próżność naszych włodarzy. Święte krowy, którym trzeba się kłaniać i przyjmować ich pomysły jako prawdę objawioną i jedyną. Dotyczy to zarówno małych chłopców z WZJ-ów jak i chłopaków z centrali związkowej. Pomysły na uzdrowienie jeździectwa i rozpropagowanie tej dyscypliny sportowej wśród gawiedzi zakrawa na nagrodę Darwina w kategorii samobójstwo organizacji sportowej. Doskonałym przykładem na tego typu samobójcze zapędy dostarczył nam sam Prezes Abgarowicz w postaci Listu Otwartego jaki został opublikowany na stronach Świata Koni. Oto link do tego gniota.

http://www.swiatkoni.pl/media/news/attachments/List_Prezesa_PZJ_do_%C5%9Brodowiska_je%C5%BAdzieckiego.pdf

Pierwsze wrażenie jakie mam po przeczytaniu tego listu to takie, że Panu Prezesowi pali się grunt pod nogami. Nie jest żadna tajemnicą, że Prezes ma dosyć mocną opozycje w związku jeździeckim, która już czyha na jesienny zjazd aby osłabić do maksimum jego pozycję związkową a w przyszłości dać mu czerwoną kartkę. Inna sprawa to taka kto tą opozycją jest i czy przypadkowo nie będzie to, w myśl przysłowia, zamiana siekierki na kijek. A na to wygląda, że tam właśnie ma być.

Ale wróćmy do samego listu i jego merytorycznej zawartości.  W liście Pana Abgarowicza są punkty odnoszące się do rzekomych kłamstw i przeinaczeń. Spróbuje również w punktach odnieść się do tego listu. Otóż:

Finanse.

Pan Prezes nareszcie przyznaje się do straty 597 tyś zł. To duży postęp w transparentności związku. Niestety dalej jest tylko gorzej bo ogólnikowo i mało precyzyjnie. Jedyną sumą wydaną i  jaka jest do przyjęcia oraz ma realnego odbiorce to 126 tyś zł na dwa etaty w tym pensja dla Pana Wawrzyniaka. Koniec. Reszta to enigma. Warto też dokładnie przyjrzeć się wytłuszczonemu napisowi, że są to koszty URUCHOMIENIA marketingu PZJ a nie samego marketingu. Jak były wydane te 185 tys zł nie wiemy. Czy poszły na magnesy na lodówkę które można sobie zabrać z Lektykarskiej, czy poszły dla firmy zewnętrznej, która zajmuję się jedynie promowaniem nowego logo związku? Tego już nie wiemy i chyba się nie dowiemy. Również taksówki są drogie… 40 tyś zł to tyle ile PZJ przeznaczył na dofinansowanie zawodów. Trochę zachwiane są priorytety w związku…… Komputery, nowe biurka itd. być może rzeczywiście nadawały sie już do wymiany i tutaj polemiki nie  będzie z mojej strony. Co zaś się tyczy wadliwej umowy, która nie przyniosła 125 tyś zł to raczej nie powinna być w dziale wydatków. No chyba, że należy ją dopisać do sumy 597 tyś zł.  Na koniec podsumowanie Prezesa i gadka szmatka o o trudnych warunkach pracy na rynku sponsorskim, o strategii rozwoju jeździectwa jakie będzie wdrażane i o fachowcach jakimi posiłkuje się zarząd. Totalna nowomowa przeniesiona prosto z politycznego podwórka i nic nie nie wnosząca w zrozumienie dlaczego PZJ ma straty finansowe. Ale, ale…. są i jakieś pieniądze. A dokładnie jest na nie szansa. Na razie 670 tyś zł a w przyszłości nawet i 2,5 mil. zł!!!! Już w 2015 roku. Nikt ci nie da tyle ile prezes obieca… I telewizja zaczęła interesować się jeździectwem…. Tylko na jak długo. Być może jeszcze nie ma danych na temat oglądalności jeździectwa w kanałach TVP. Co zaś się tyczy biegłego rewidenta który wydał pozytywną opinie na temat straty finansowej związku to myślę, że wystarczyło mu powiedzieć, że strata w przyszłym roku będzie zanikała ponieważ są planowane podwyżki licencyjne, opłaty za zawody itd. Wszak PZJ jest jedyną organizacją która reprezentuje sport jeździecki w Polsce. Monopolista może wszystko.

Relacje ze Strzegomiem i MŚ WKKW

To zapewne przytyk do Konia Kulejącego bo kilka wpisów blogowych poświęciłem relacją tych dwóch Panów oraz samemu Konarskiemu. Nigdy nie napisałem o bezpośrednim dawaniu kasy na ten ośrodek. O faworyzowaniu już tak. Faworyzowanie nie polega tylko na  finansowaniu Strzegomia. Wystarczy szepnąć słówko,zatwierdzić atrakcyjny termin zawodów itd. Ci co siedzą w konkurencji WKKW doskonale wiedzą o co mi chodzi i jak to się odbywa. To właśnie od nich dostaje informacje o nieprawidłowościach i o baronowaniu w konkurencji WKKW Pana Konarskiego. Co zaś się tyczy organizacji MŚ WKKW nie interesują mnie wewnętrzne rozgrywki związkowe tylko kto za to zapłaci. Jakie będzie dofinansowanie związku, ministerstwa i ile kasy dadzą sponsorzy na rozwój tej konkurencji. I tu bym bardzo prosił o wyjątkową transparentność finansową. Nie chodzi mi o jawność umów sponsorskich bo to tak naprawdę impreza prywatna w ośrodku Pana Konarskiego. Chodzi mi tylko o pieniądze publiczne w tym związkowe i co na tym zyska nasze środowisko?

Warka.

O Warce napisał niezastąpiony Łysek z pokładu Idy i śmiało mogę się pod tym podpisać. Nie były to rewelacyjne zawody. Co zaś się tyczy wypowiedzi Prezesa na ten temat to brak w niej logiki. Nie chodzi mi tu o to, że Drzonków na początku zrezygnował z MP a potem za późno się zgłosił do organizacji tych zawodów ( ciekaw jestem opinii kogoś z Drzonkowa a propos  prawdziwości słów Abgarowicza w tej kwestii np. Pana Kieconia ) co skutkowało wybraniem Warki na organizatora MP. Chodzi mi o to dlaczego ten ośrodek dostał kontrakt na 5 lat. Tym bardziej, że to właśnie sam związek zgłosił się do nich a oni mogli postawić swoje warunki wiedząc o sytuacji w jakiej jest związek. Rozumiem. rok, no dwa lata ale 5 lat? Ta mieścina na prowincji Mazowsza ma być przez 5 lat stolicą jeździectwa w Polsce? Gdzie tu promocja jeździectwa? Gdzie walka o nowych kibiców jeździectwa? Wbrew pozorom wybór na tak długi okres organizatora nie jest oczywisty i warto o tym dyskutować.

Hipodrom Sopot.

W tym wypadku pięcioletnia umowa ma sens i jest jak najbardziej słuszna. Nie ma co dyskutować  o tej sprawie. Od lat Sopot wywiązuje się z powierzonego mu zadania sumiennie i dobrze. I w przeciwieństwie do Warki dojazd na zawody jest idealny a samo miejsce jest usytuowane w dużej aglomeracji miejskiej więc kibice nie zawiodą. Do tego sam organizator i władze miasta dbają o odpowiednią reklamę tego show. Tu pełna zgoda z Prezesem.

Poufność, transparentność……

Szanowny Panie Prezesie. Nie ma co ubolewać nad przeciekami z informacjami poufnymi ze strony niektórych członków Rady Związku. Jest to wręcz naturalne gdy nie ma jawności w organizacji. Będą tak robić z dwóch powodów. Pierwszy raczej mało prawdopodobny i w niego nie wierze  : dla dobra związku. Drugi, oczywisty : dla własnego interesu, np. dla budowania swojej pozycji w organizacji. Proponuje więcej otwartości na środowisko oraz więcej zaufania. Niech to co ma być tajne dla ewentualnego sponsora, współpracownika itd. będzie tajne. Ja to rozumiem, bo tak to się odbywa w świecie w którym sport spotyka się z biznesem. , My chcemy wiedzieć tylko jakie są konsekwencje Pana podpisu pod umową szczególnie długoterminową. Co ten Pana zamaszysty podpis da pozytywnego jeździectwu. I niech Pan nie zapomina, że dawanie obietnic bez pokrycia skutkuje odwracaniem się ludzi od związku a nie przyciąganiem nowych oraz wewnętrzną opozycją, która nie koniecznie gra na lepszą jakość sportową. A więc czas założyć lniany worek pokutny, zmienić podejście do mas sportowych, skupić się na młodzieży i przestać pisać o dyrdymałach w liście otwartym. Oraz zmienić zdanie, które znajduje się w pana liście a brzmi : ” Prosimy wtedy o wyrozumiałość, cierpliwość i zaufanie, że działamy w najlepszym interesie naszego ZWIĄZKU ”  na zdanie :   ” Prosimy wtedy o wyrozumiałość, cierpliwość i zaufanie, że działamy w najlepszym interesie dla naszego JEŹDZIECTWA”.

I na koniec taka sprawa. Powstała na Mazowszu fajna inicjatywa. Fundacja Rozwoju Jeździectwa Progressus. Fajni ludzie z pomysłem i doświadczeniem rodzica, którego dziecko uprawia jeździectwo. Postanowili robić to po swojemu ale z ludźmi bardzo kompetentnymi w jeździectwie. Są trenerzy, którym ufają, są już dzieciaki które trenują. Wszystko fajnie wygląda i chyba będzie to udana inicjatywa. O samej fundacji, kto tam trenuje i jakie są plany na przyszłość napisze w następnym wpisie. adres facebookowy tej fundacji :

https://www.facebook.com/fundacjaprogressus

 

 

 

 

 

 

 

 

ł

Mistrzostwa Polski NIE POWINNY BYĆ ORGANIZOWANE W WARCE!

Kolejny list od niezawodnego….hmmm no właśnie?…..czytelnika bloga?…… współprowadzącego bloga?…. chyba można nazwać Wnikliwego Obserwatora Jeździectwa. Jak zawsze ciekawy i konkretny. A więc zapraszam do lektury bo opisuję on na czym polega elementarz promocji imprez sportowych. Może Pan Wawrzyniak się czegoś więcej nauczy z tego wpisu niż to co udało mu się przyswoić gdy obmyślał strategię sprzedaży kefiru w spółdzielni mleczarskiej.

Drogi Koniu,

 

To już trzeci list do Ciebie, co zaczyna czynić mnie stałym współpracownikiem, a że widać letnie lenistwo dopadło i Ciebie (sądząc po liczbie wpisów) to pomogę Ci w utrzymaniu czytelnikówJ

Kierowany próżnością zaszedłem ostatnio na blog Pana Marka Szewczyka (hipologika.pl), gdzie w jednym z ostatnich wpisów komentuje on pozytywnie mój poprzedni list do Ciebie (http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=42).

Gdy już nasyciłem swoją próżność zabrałem się za czytanie tego interesującego bloga (mam nadzieję, że nie jesteś zazdrosny KoniuJ). Moją uwagę przykuł artykuł pt.: Transparentność w PZJ (http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=41) odnoszący się do przyznaniu bez przetargu stadninie Sielanka w Warce organizacji Mistrzostw Polski przez najbliższe 5 lat. Pan Marek przedstawia następujący hipotetyczny argument Prezesa Abgarowicza za wyborem tej lokalizacji:

„Z jego (Prezesa Abgarowicza) publicznych wypowiedzi można wysnuć wniosek, że jego rozumowanie wyglądało mniej więcej tak: Mistrzostwa Polski powinny się odbywać nie gdzieś w Polsce, a w Warszawie, a więc tam, gdzie koncentruje się wielki biznes, gdzie swoje siedziby mają największe firmy, gdzie najłatwiej o dużych sponsorów. Ponieważ w samej Warszawie nie ma teraz miejsca, gdzie można by organizować MP, a Warka jest najbliżej, więc padło na nią. W interesie PZJ jest, aby MP były właśnie tam, a więc trzeba w tym wypadku odstąpić od przetargu i mistrzostwa przypisać do wybranego przez nas (zarząd PZJ) miejsca w drodze wskazania.”

 

Od ponad 15 lat zajmuję się organizacją imprez kulturalnych i sportowych, w tym także, a może w szczególności, pozyskiwaniem na te imprezy sponsorów. Dlatego uważam, że błędniejszej niż powyższa logiki być nie może. Bo ze względu właśnie na sponsorów i popularyzację jeździectwa Mistrzostwa Polski NIE POWINNY BYĆ ORGANIZOWANE W WARCE! A skoro poszedł już capslock to nie pozostaje nic innego jak przedstawić argumenty jakie skłaniają mnie do tak stanowczej postawy.

 

Pierwszą i najważniejszą zmienną, która jest ważna dla sponsora każdej imprezy to szansa na możliwie największą widownię. Aby było dużo ludzi na trybunach muszą oni mieć skąd przyjść lub przyjechać. Nie wiem czy Prezes zakładał, że Warszafka masowo wsiądzie w samochody i przyjedzie do Warki? No bo wszak nie mógł liczyć na to, że miasto mające niecałe 12 tysięcy mieszkańców wybierze się w całości na Mistrzostwa Polski. Sam jadąc na finał MP widziałem wielu Warczan, którzy nic sobie nie robili z odbywającej się pod bokiem prestiżowej imprezy sportowej i spokojnie sączyli piwko na ławce pod Biedrą. Co więcej w Warce i okolicach, prócz Sielanki, trudno znaleźć jakąś stajnię sportową, czy nawet rekreacyjną. Więc naturalne źródło kibiców w postaci tysięcy dziewczynek i ich rodziców nie tylko wyschło, ale nigdy go w Warce nie było.

 

Kolejną rzeczą, na którą zwraca sponsor uwagę jest wsparcie medialne i promocja imprezy w miejscowości, w której się ona odbywa. Przejeżdżając przez Warkę nie widziałem nawet jednego marnego billboardu promującego najważniejsze wydarzenie w Polskim kalendarzu jeździeckim. Ale nie w tym rzecz, bo choćby nawet na każdym rogu i na każdym domu w 12 tysięcznej (będę tę cyfrę jeszcze często powtarzać) Warce pojawiły się największe możliwe billboardy promujące imprezę oraz sponsora, to wartość dla tegoż mają one taką jak jedna tablica reklamowa na warszawskim Tarchominie, czy gdańskim Jelitkowie. Bo zwyczajnie zbyt mało ludzi zobaczy, że producent ekskluzywnych zegarków, butów, czy innego badziewia jest sponsorem tej prestiżowej imprezy.

 

Prócz masowości widowni i masowości komunikacji nie możemy zapominać, że sponsor też jest człowiekiem i każdą sponsorowaną przez siebie imprezę traktuje jako miejsce rozrywki i integracji dla swoich znajomych lub pracowników. Niestety 12 tysięczna Warka nie jest w stanie zapewnić wieczorami po zawodach nic więcej prócz skromnej ławki pod Biedrą, która jest zajęta przez stałych gości.

 

Dlatego jeśli chcemy aby jeździectwo w Polsce się rozwijało i popularyzowało, i jeśli chcemy aby imprezy rangi Mistrzostw Polski miały adekwatną oprawę to powinniśmy je organizować w możliwie największych miastach, które są w stanie zapewnić tysiące widzów oraz odpowiednią promocję i rozrywkę dla sponsorów. Są w Polsce przynajmniej 2 hipodromy, które spełniają te wymagania, a jednocześnie mogą zapewnić najwyższy poziom sportowy rozgrywanych zawodów; piszę tu o Woli w Poznaniu i Hipodromie Sopockim, do których sponsor z dowolnego miejsca w Polsce ma łatwy i szybki dojazd, a nawet dolot samolotem, bo do 12 tysięcznej Warki może się on jedynie tłuc droga wojewódzką (nawet nie krajową) numer 731 .

Oczywiście marzyłoby się by impreza najwyższej rangi odbywała się w Warszawie, ale miasto to nie inwestuje w sport jeździecki, mimo że ma prawdopodobnie największy odsetek stajni na jednego mieszkańca, a jedyny klub, który ma odpowiednie tereny do przeprowadzenia takiej imprezy jest od lat fatalnie zarządzany i jego zdolności organizacyjne są adekwatne do rozpadającej się infrastruktury.

 

Jedynym wytłumaczeniem kuriozalnej decyzji PZJ o przyznaniu Sielance organizacji Mistrzostw Polski może być wiara w to, że w ciągu pięciu lat ludzkość nie tylko wynajdzie teleportację ale i stanie się ona masowym środkiem komunikacji, czego sobie i PZJotowi życzymyJ

Łysek z pokładu Idy

Ja ze swojej strony muszę powiedzieć, że faktycznie Leń na Maxa mnie złapał. Na szczęście jest ktoś kto nadrabia za mnie wakacyjne lenistwo. Dużo się działo a ja tego nie opisywał. Obiecuje to nadrobić bo wena twórcza wraca….powoli, powoli ale wraca!! Ach…. byłbym zapomniał! też pozdrawiam Kolegę po blogu czyli Pana Marka Szewczyka ;-) pzdr. KK

Był sobie handlarz…..

Oto kolejny list do redakcji doskonale opisujący realia jeździeckie. Szkoda, że ja tego nie napisałem…….

Był sobie handlarz….

Świat koni to świat wielkich pieniędzy, bo wszystko jest drogie począwszy od treningów, przez sprzęt i utrzymanie konia. Ale najdroższy jest sam koń. Każdy, kto kiedyś spędził wakacje na wsi wie, że prócz krasuli jest zawsze nieodłączna gniada lub siwek. I każdy myśli, że gdy jego dziecko zaczyna jeździć to wystarczy ze wsi przywieźć takiego siwka i hej do przodu na przeszkody, jak Wojsko Polskie na germańskie czołgi z szablami szło… porównanie nie bez kozery bo taki siwek ma się tak do konia sportowego jak szabelka do Tiger’a.

Gdy już to nam zostanie uświadomione zaczyna się proces poszukiwania i sprzedawania nam, a kupowania przez nas konia sportowego i tu opowiem historię pewnego handlarza, a właściwie koni, które ten handlarz sprzedał swoim podopiecznym. Imiona koni zostały zmienione.

Don Juan:

Bogaty jeździec o miernych umiejętnościach za namową trenera zmienia konia co 2 lata. Trzeba mu oddać honor, że konie po zakończeniu katorżniczej pracy pod ciężką ręką i latającą dupą pana Bogacza trafiają na łączkę lub do nowych właścicieli, u których mogą dojść do siebie po Gułagu jaki przeszły. Więc gdy przyszedł czas na zmianę, panu Bogaczowi zostały zaprezentowane konie z czołówki światowej, no dobra polskiej, no dobra nie oszukujmy się nawet nie z czołówki, a przynajmniej nie sportowej za to cenowo mieszczą się w topie. I tak pan Bogacz kupił Don Juana, a Don Juan kosztował tyle co nowe BMW serii 5. Gdy już taka kasa poszła pan Bogacz nie mógł się doczekać i wystartował w pierwszych nadchodzących zawodach. Wysokość parkuru była nie bagatelna, bo przeszkody sięgały 100 cm J. I tu niestety para Don Juan i pan Bogacz stały się pośmiewiskiem widowni. Biedny Don Juan robił co mógł starając się zareagować odpowiednio na sprzeczne sygnały pana Bogacza! No jak biedne zwierzę ma zrozumieć jednoczesne szarpanie za pysk, i ucisk ostróg połączony z batem?…

Cóż pan Bogacz miałby więcej satysfakcji z jazdy konnej, gdyby góry pieniędzy, które wydaje na zakup „topowych” koni przeznaczył na TOPOWEGO trenera, który nawet z jego drewnianego cielska wykrzesałby jakąś krztynę umiejętności.

Lovely:

Tu historia jest jeszcze piękniejsza bo Lovely to sławny koń z wynikami, startujący pod jednym ze szpicy polskich rajtrów (co by to nie miało znaczyć J). Lovely w momencie prezentacji konia bogatej mamie i najaranej jak szczerbaty na suchary małolacie, był zdrowym, w pełni sił, pięknie prezentującym się koniem. Gdy mama dogadała się ze sprzedawcą koń został przywieziony ze stajni macierzystej do swojego nowego domku. Jednak nim trap koniowozu zdążył dotknąć ziemi sprzedający uznał, że koń jest wart o 20% więcej niż się wcześniej z kupującą umówił. Co miała biedna matka zrobić, gdy jej dziecko miłującymi oczami na konia patrzyło. Zapłakała i zapłaciła. Ale i tu wynagrodzenie handlowca też skoczyło o 20%, bo ten nie poczuł się odpowiedzialny za doprowadzenie transakcji do finału zgodnie z wcześniej ustalonymi warunkami. A kwota za konia była nie bagatelna. A gdy zwierzę takie cudowne i z takimi wynikami sportowymi to tylko cmokać i cmokać. I tak też cmokała pani weterynarz, nie robiąc Lovely zdjęć kolan –wszak koń młody i nic mu nie jestJ. Nie minął kwartał gdy Lovely zaczął niknąć w oczach, najpierw zniknął mu zad, potem zaczął kuleć… Na interwencję u sprzedawcy, kupująca usłyszała, że to wina treningu, a nie konia – bo w momencie sprzedaży koń był TipTop. I tu też handlowiec nie poczuwa się do winy, choć w końcu nie tylko jest pośrednikiem ale i trenerem…

Ferrari:

Z Ferrari to jeszcze inna historia. Ferrari to piękny kary koń. Jest wielki i dostojny. Został zaproponowany dziewczynce przechodzącej z kuca na dużego konia. Taka zmiana jest zawsze kluczowa w karierze sportowej bo de facto oznacza, że zawodnik zaczyna się uczyć od nowa jazdy konnej.

Ferrari to wg. handlarza idealny koń dla dziecka, bo „samograj”! Właściwie nie trzeba na nim trenować, wystarczy startować w zawodach bo Ferrari sam idzie na przeszkody… Czyli pięknie bo dziecko zachwycone, rodzice nadziani więc za Ferrari płacą jak za zboże, a właściwie jak za 200 ton pszenicy. Handlowiec-narajacz dostaje z tego 20 ton pszenicy, za swoja „ciężką pracę”. Handlowiec nie bierze odpowiedzialności za dostarczony towar, bo kupujący kupił, a sprzedający sprzedał…

Handlowiec tylko zapomniał wspomnieć, że Ferrari ma dwie wady:

1. Był jeżdżony „po polsku”, czyli ogień bat i ostrogi i pędem na przeszkodę, a jak już skoczy to zawodnik staje w strzemionach i całą siłą ciągnie Ferrari za pysk… Taka „technika” może działać w seniorskim sporcie, ale w przypadku sportu dzieci, trudno oczekiwać aby nastoletnia drobna dziewczynka miała tyle pary w rękach i nogach co stary wyga startujący w dużych konkursach od dwóch dekad.

2. Ta wada jest trochę poważniejsza – bo zdrowotna, a mianowicie Ferrari ma zniszczone trzeszczki. Jest to bagatelizowane przez handlowca, bo trzeszczka to taki mały element kopyta (można zobaczyć tutaj http://konskiezycie.files.wordpress.com/2012/09/trzeszczki.jpg). Niestety ten malutki kawałek kopyta stanowi o tym czy koń może chodzić i skakać, czy też jedynie może kulejąc powłóczyć nogami.

Ale jak to się mówi widziały gały co brały, kupujący zapłacił, sprzedający przyjął pszenice, a handlowiec dostał swoją działkę, bez ponoszenia odpowiedzialności za sprzedaż wadliwego (czytaj chorego) konia.

Niestety takich handlarzy jak ten opisany powyżej jest w Polsce dziesiątki i rocznie sprzedają oni setki chorych, kontuzjowanych i drogich koni, nie ponosząc odpowiedzialności ani przed nabywcami, ani przed prawem za swoje „usługi”. Czy można się przed nimi bronić? Owszem! Oto cztery podstawowe zasady –ZBTG:

Z – zdrowy rozsądek: czy dziecko powinno jeździć pod koniem, który był dosiadany przez „doświadczonego” seniora? NIE!!! Różnica wagi, siły i umiejętności jest na niekorzyść dziecka! Czy dziecko potrzebuje konia, który startuje w konkursach 130+? Rzadko! Dzieci startują na ogół max 120, a dobrze trenowany przeciętny koń w naturalny sposób powinien skakać 110. Dzieci nie muszą od razu skakać Wielkich Rund! Muszą się nauczyć podstaw (dosiad, równowaga, nie przeszkadzanie koniu podczas skoku), a te podstawy można i powinno się opanować na niższych przeszkodach. Czy wysoka cena konia jest wprost proporcjonalna do jego umiejętności sportowych i zdrowia? Nie! Powyżej opisałem przykłady negatywne, zaś przykładem pozytywnym jest koń Wojciecha Dahlke, na którym startuje on konkursy klasy GP a koń kosztował tyle co czerwony Lanos na gaz.I za takie podejście do koni należy się duży szacun dla całej rodziny Dahlke.

B – badania. NIGDY NIE WIERZ SPRZEDAWCY! Zawsze trzeba zrobić pełne badanie konia! Nawet jeśli koń jest młody i nie startował to trzeba pamiętać, że koń spędził jako źrebak rok do dwóch na padokach z innymi źrebakami, gdzie codziennie bawił się ale i też walczył o swoją pozycję w stadzie. Dlatego nawet koń, który nie trenował, nie startował w zawodach może mieć urazy, które eliminują go ze sportu. Nawet jeśli koń kosztuje niewiele, nawet jeśli badanie jest droższe od samego konia to warto je zrobić, bo koszty leczenia w przyszłości mogą nas niemile zaskoczyć, a wtedy będzie już za późno.

T – trener. To najtrudniejsza część układanki. W doborze konia powinien pomóc nam trener, niestety często jest on handlarzem-pośrednikiem, a zatem w naturalny sposób reprezentuje interesy bardziej sprzedawcy niż nasze. Dlatego zawsze powinniśmy go spytać „Czy bierze odpowiedzialność za wybranego konia?”. Jeśli TAK i chce za to otrzymać wynagrodzenie, to bezwzględnie powinniśmy z trenerem podpisać umowę. Raczej nie będziemy mogli wymóc na trenerze odpowiedzialności za całą kwotę umowy, ale możemy zastrzec sobie, że prowizja za pośrednictwo ulega bezwzględnemu zwrotowi jeśli w ciągu 12 miesięcy u konia zostaną wykryte wady, które eliminują go ze sportu i treningu na dłużej niż 2 miesiące.

G – gwarancja. To rzecz nieznana i niespotykana w Polsce ale będąca standardem w Europie. Kupujący zastrzega sobie prawo bezwarunkowego zwrotu konia w ciągu 12 miesięcy w razie wykrycia wad, które eliminują konia ze sportu i treningu. Oczywiście w warunkach Polskich 12 miesięczny okres gwarancji jest trudny do uzyskania, ale choćby 3 miesiące, które uzyskamy w umowie pozwolą nam uniknąć losu nabywców Lovely.

Zdrowy Rozsądek, Badania, Trener i Gwarancja to nie gwarancja ale podstawa, że nie zostaniemy oszukani!

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.