Ośrodki jeździeckie

Za jeździectwo w Polsce odpowiada narodowy związek jeździecki. PZJ ma pełną władze nad tym co się w tej dyscyplinie sportowej dzieje. Za to co jest dobre powinien dostawać pochwały a za to co jest złe należy się nagana. Od początku mojej wesołej twórczości blogowej największy nacisk kładę na wychowanie i rozwój sportowy młodzieży. To właśnie młodzież powinna być w głównym nurcie zainteresowania naszego związku. Największym błędem jaki od lat popełnia PZJ jest to, że patrzy na już wykształconych jeźdźców i z nimi wiąże największe nadzieje sportowe. Widać to doskonale w programach jakie proponuje nam związek czyli całe RioPlus i chyba największy niewypał stworzony przez analityków związkowych czyli SKRZYCZYŃSKI W PIERWSZEJ 100 FEI. Niestety, podejrzewam, że takich nic nie wnoszących oraz pseudo rozwojowych programów będzie jeszcze więcej i będą powstawały one wprost proporcjonalnie do coraz większych blamaży naszych czołowych  zawodników na światowych parkurach czy czworobokach. Aby poprawić sytuacje naszej dyscypliny sportowej potrzebna jest zmiana myślenia włodarzy z Lektykarskiej. Należy też zejść troszeczkę niżej i przyjrzeć się sytuacji w dołach sportowych czyli w klubach i ośrodkach jeździeckich. Warto aby wierchuszka związkowa przestała lansować się na zawodach takich jak Cavaliada a częściej podawać prominentną i związkową  rękę z gratulacjami na mniej liczących się zawodach np. regionalnych. Bo przecież głównym zadaniem każdego związku sportowego jest wychowanie jeszcze lepszych następców niż obecni zawodnicy reprezentujący daną dyscyplinę sportową. Powtarzam to jak mantrę każdemu kogo spotkam na swojej drodze, że najważniejsza jest młodzież sportowa i tam trzeba skierować optykę związkową. I wcale nie chodzi mi o młodzież, która już sobie wyrobiła nazwisko lub która ma zaplecze np. w postaci majątków swoich rodziców. Tu chodzi o anonimowe dzieciaki, które zaczynają swoje sportowe życie w nieprzystosowanych ku temu ośrodkach , bez możliwości rzetelnej nauki jazdy konno.

Jak obserwuję co poniektóre tzw. licencyjne kluby to aż mnie odrzuca. Na jakiej zasadzie przyznawane są im te różne certyfikaty i gwiazdki, nie jestem w stanie ogarnąć. Myślę jednak, że w dużej mierze ma tu wpływ układ koleżeńsko-wódczany. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich zainteresowanych ale w dużej mierze tak to się chyba odbywa. Niestety, również PZJ nie jest precyzyjny w swojej wykładni prawa dotyczącej nadawania tych certyfikacji. I z tego mało precyzyjnego prawa korzystają ośrodki, które  takie licencje nie powinny nigdy dostać. A dostają i dumnie wywieszają tabliczkę otrzymaną od PZJ w najbardziej widocznym miejscu ” ośrodka “. Oto wypis z regulaminu PZJ o nadawaniu certyfikacji ośrodkom : ” Każdy ośrodek zobowiązany jest do przeprowadzenia w okresie ważności certyfikatu minimum 4 akcji szkoleniowych zaakceptowanych przez CKE i ogłoszonych na stronie internetowej PZJ (np. egzaminy na odznaki, kursy i szkolenia instruktorsko-trenerskie, kursy i seminaria sędziowskie, itp). Niespełnienie tego warunku uniemożliwia wydanie zgody na przedłużenie ważności certyfikatu” . A teraz pytanie : Ile ośrodków spełnia te wymogi rzetelnie i w zgodzie z duchem sportowym,  a ile ( o ile w ogóle ) robi to tylko na papierze? Czy związek jest konsekwentny w respektowaniu zasad które sam ustanowił i sprawdza ośrodki które firmuje swoim ” nazwiskiem “? Znam jeden z największych ośrodków na Mazowszu, który w przeciągu chyba 3 lat zrobił tylko jeden egzamin na odznakę, a o kursach czy seminariach to zapomnieli zupełnie. Ośrodek I kategorii z maksymalną liczbą gwiazdek.

Następny przykład ogólnikowego podejścia do sprawy certyfikacji :

2.2 Kategoria II

- Warunki stajenne muszą odpowiadać przyjętym standardom. (Zgodnie z wymaganiami Unii Europejskiej konie powinny być utrzymywane w boksach)
- Ośrodek musi posiadać ogrodzony plac treningowy o odpowiednim podłożu, o powierzchni około 1200 m², najlepiej oświetlony i halę o powierzchni około 800 m² (najlepiej o wymiarach 20×40 m)
- Ośrodek musi dysponować odpowiednim sprzętem i wyposażeniem (w tym komplet przeszkód skokowych) do prowadzenia podstawowych zajęć szkoleniowych, a także komplet szranek do ustawienia czworoboku ujeżdżeniowego
- Ośrodek musi dysponować salą dydaktyczną na 20- 25 osób
- Pielęgnacja, estetyka i porządek w ośrodku nie mogą budzić zastrzeżeń

Tia…. Przybywałem nie tak dawno w takim właśnie ośrodku kategorii II ( nie wiem dlaczego ale właśnie skojarzyło mi się to z lokalem gastronomicznym,  tej samej kategorii II,  gdzieś na dworcu w Koluszkach ). Boksy były wymiarowe, ale z rzadka czyszczone. Był plac ogrodzony zbutwiałymi dechami, podłoże to mieszanka ziemi, piachu, trocin i odchodów końskich, hala była ale taka, że gdy wiatr się zerwał to konie szału dostawały, za przeszkody szkoleniowe służyły badyle sosnowe i to mocno skorodowane przez korniki i czynniki zewnętrzne. Te ” nadające się ” pomoce treningowe były zamknięte w kanciapie. O szrankach zapomnij w ogóle. O pielęgnacji, estetyce to tylko pomarzyć….. Zero jakichkolwiek szkoleń w ośrodku, zero zaangażowania właścicieli w treningi, palenie papierosów w stajni i popijanie w znacznej ilości piwka przez niektórych właścicieli koni. Tak, tak…. Oto przykład ośrodka z licencją PZJ.

Takich ośrodków z certyfikatem PZJ niestety jest większość. Cała katastrofalna sytuacja jeździectwa zaczyna się własnie w takich miejscach, gdzie w najbardziej eksponowanym miejscu wisi magiczną tabliczką licencyjną nadaną przez PZJ. Warto, moim zdaniem, utworzyć niezależną i uczciwą agendę przy PZJ, która regularnie i w sposób obiektywny będzie sprawdzała zgodność prawa wewnętrznego ze stanem faktycznym ośrodków jeździeckich. Warto też zreformować i uściślić zasady nadawania licencji tak aby nie było wątpliwości i aby narodowy związek nie musiał się wstydzić. Bo przecież wiadomo, że jeżeli podstawa jest krucha i do niczego to nie zbuduje się na niej nic wartościowego.

Oto linki :

http://www.pzj.pl/szkolenia-i-odznaki/certyfikacja-osrodk%C3%B3w

http://www.pzj.pl/sites/default/files/przepisy/Zasady%20i%20warunki%20certyfikacji%20osrodkow%20jezdzieckich.pdf

Artemor

Coś mi nie szło z pisaniem marcowym. Tylko jeden wpis to rzeczywiście za mało jak na bloga. Ale jak zwykle, praca, sprawy prywatne oraz brak weny twórczej to najważniejsze powody absencji pisarsko-blogowej z mojej strony. W międzyczasie zaglądałem do statystyk blogowych. Jeszcze raz wielkie dzięki, że wchodzicie na mój blog mimo, że nie zawsze jest coś nowego do poczytania. Zachęcam wszystkich do czytania wpisów z archiwum blogowego. Tam nadal są artykuły, które dotyczą obecnych problemów i są ciągle na czasie.

Artemor objawił nam się. No oczywiście nie jako koń ale jako system obsługi jeździectwa. Na razie są małe kłopoty z obsługą jego ale być może to minie niczym letnia burza. Najwięcej zastrzeżeń co do jego działania zgłaszają WZJ-ty. Przynajmniej takie głosy do mnie dochodzą. Jest to polski system, opracowany przez firmę Fild.Net. Być może bedzie działał celująco i bez większych problemów. Oby tak było bo póki co to i ja mam z nim troszkę problemów. Jednym z nich jest to, że za każdym razem wyskakuje mi okienko z logowaniem się do danych. Trzeba, z tego co rozumiem mieć jakiś tam numer nadany osobiście przez PZJ. Jeżeli chcę sprawdzić dane jakiegoś konia to zaczyna się problem. Może tu chodzi o ochronę danych osobowych….konia? A co z ludzmi którzy chcieli by sprawdzić konia, zarejestrowanego w PZJ, nim go zakupią? Ok…. nie ja jestem fachowcem od danych osobowych a tym bardziej od budowy baz danych związków sportowych. Za to mam pytanie o Toris. Od paru lat był ” testowany ” przez PZJ nie Artemor ale właśnie system Toris. Dlaczego tak nagle i na szybko zrezygnowano z niego? Szczególnie, że rada związku obradująca w dniu 17 marca wysłuchała wyjaśnień Pana Kasztelana na temat Toris i zażądała pilnych wyjaśnień w tej sprawie. A po paru dniach od posiedzenia Rady….bęc i już Artemor oficjalnie zaczął działać!! Czyżby po raz kolejny Zarząd PZJ postawił ludzi przed faktami dokonanymi? A czy  przypominacie sobie drodzy czytelnicy bloga o rozpisaniu jakiegoś konkursu  dotyczących budowy systemu obsługi jeździectwa? Czy była taka informacja na oficjalnych stronach Związku? A co się stało z pieniędzmi wydanymi już na testowany od lat system? System obsługi jeździectwa Toris to przecież sprawdzona marka i to w kraju o największym doświadczeniu w jeździectwie czyli w Niemczech. Od prawie dwóch dekad działa na niemieckim rynku  i co lepsze, sprawdza się doskonale. Szybkość z jaką podejmuję się ważne sprawy związkowe może budzić niepokój. Brak oficjalnej wypowiedzi włodarzy w tej sprawie też może prowadzić do dziwnych domysłów dotyczących pieniędzy i ich wydawania…… Mam tylko nadzieje, że wszystko się zgra i Artemor zacznie działać niczym szwajcarski zegarek Oby…….

A na koniec : Polityka kadrowa nowego Zarządu
“Zarząd przedstawił pisemną informację nt. zatrudnienia. W związku z otrzymaną informacją o zwiększeniu zatrudnienia w PZJ, Rada postanawia przeprowadzić audyt
kompetencji i przydatności poszczególnych pracowników Związku”. No ciekaw jestem tego audytu. Rzeczywiście przybyło trochę luda wraz z nowymi władzami. A to Żółkiewski, który nie wiadomo co robi i za co jest odpowiedzialny. A to firma BrandLab robi PR związkowy i zapewne nie za darmo. Polska Agencja Promocji Jeździectwa też zwiększyła swoją aktywność na stronach internetowych PZJ, itd. Ale czy to przekłada się na jakość serwisu jaki mamy w PZJ-cie? Raczej nie. Niestety są plany zastąpienia długoletnich pracowników etatowych PZJ-u wolontariuszami. Jeżeli te doniesienia się sprawdzą to naprawdę będzie zabawnie… i trochę straszno! To właśnie ci “starzy” etatowi pracownicy trzymają jeszcze to wszystko w kupie. A ich doświadczenie jest nie do zastąpienia przez amatorów z wolontariatu.

Czas decyzji

Wiem, wiem i przepraszam wszystkich Czytelników bloga! Trochę zajęty byłem sprawami prywatnymi, praca również nie pozwalała na zbliżenie się do komputera no i trzeci powód to czekałem na zakończenie cyklu Cavaliada. Ale spróbuje to nadrobić dzisiejszym wpisem. Dzisiaj trzy tematy. Cavaliada, nowy numer Konia Polskiego, a na koniec cream dl la cream czyli Konarski i Mossakowski. A więc do dzieła…

Cavaliada…ach ta Cavaliada. Jeżeli jeszcze wszystko było ok w Lublinie ( poza podłożem ) to w Warszawie klapa. Około 140 koni ( dokładnie nie pamiętam – może nawet mniej ) to nie najlepsza wiadomość dla organizatorów , a wręcz klęska . Niestety, powodem niskiej frekwencji na tych zawodach w stolicy było…..podłoże. Już rok temu pisałem o tym na blogu, że podłoże na parkurze Cavaliady Warszawskiej zniechęca do startów zawodników zagranicznych,a będzie to skutkowało zmniejszoną ich liczbą na tegorocznych zawodach. Nie pomogła zmiana firmy odpowiedzialnej za podłoże bo fama o fatalnym podłożu poszła w świat. Być może trzeba było zaznaczyć w propozycjach zawodów dużymi literami o zmianie firmy na inną , uznaną w świecie jeździeckim. Szkoda, że MTP nie zatroszczył się o taką informację ,  bo być może frekwencja zawodników zagranicznych była by większa. Szkoda też, że sam związek nie naciskał bardzo mocno na organizatorów na polepszenie podłoża szczególnie, że znał doskonale wagę tego problemu. Warto czasami postawić na swoim w takich choćby kwestiach jak dobro imprezy, dobro konia i bezpieczeństwo zawodnika i wytłumaczyć nie zawsze zorientowanym organizatorom, że to dla ich biznesowego dobra warto zainwestować większe pieniądze aby potem nie było fermentu takiego jak jaki był teraz w Warszawie. Szkoda tej imprezy szczególnie, że i tym razem podłoże nie było idealne….. Jedynym miłym akcentem spowodowanym brakiem w miarę klasowych zawodników z zachodniej Europy było to, że częściej, niż w latach poprzednich, grany był Mazurek Dąbrowskiego. Pod względem organizacyjnym i atrakcji dla osób niezorientowanych w sporcie jeździeckim jest to impreza na dobrym poziomie. Trochę konferansjer przeszkadzał w konkursach juniorskich i dziecięcych, dość późna pora rozgrywania najbardziej widowiskowego konkursu czyli Speed&Music, mało profesjonalny DJ który nie za bardzo umiał rozruszać publikę. Ale reszta dała radę choć nie powaliła.

Na Cavaliadzie w Lublinie miało miejsce wydarzenie na które czekałem z wielką nadzieją. Pod nowym właścicielem i wydawcą ukazało się pismo – legenda, biblia swojego czasu dla każdego jeźdźca, wyznacznik jakości prasy jeździeckiej w Polsce,  a mianowicie Koń Polski. Niestety potwierdziło się to co wiadomo od pokoleń, że nadzieje jest matką głupców. Tak, jestem głupcem i to w dodatku naiwnym. Pismo Koń Polski w obecnej odsłonie nie mieści się w żadnych ramach dziennikarskich. Tak beznadziejnych artykułów, nic nie wnoszących do jeździectwa to dawno nie czytałem. Pismo, które powinno być opiniotwórcze, serwować artykuły na wysokim i europejskim poziomie, promować sport i konie w profesjonalny sposób, serwuje nam artykuły skierowane do….. no właśnie do kogo skierowane są te artykuły? Poprosiłem kilkanaście osób o zapoznanie się z tym pismem. 11 osób odpowiedziało na moją prośbę. Byli to ludzie związani z szeroko pojętym przemysłem konnym, trenerzy, działacze związkowi, ludzie uprawiający jeździectwo amatorsko i zawodniczo.  11 osób odpowiedziało, że więcej nie kupią tego pisma i  żadna z tych osób nie powiedziała dobrego słowa o tym periodyku!!! Być może właściciel nastawiony jest na zysk, a nie na zawartość merytoryczną tego kultowego pisma? Być może wydawca i właściciel nie zdaje sobie sprawy czego czytelnicy oczekują od Konia Polskiego? Może wydawca i właściciel nie zna środowiska jeździeckiego oraz hodowlanego i traktuje Konia Polskiego tak jak inne pisma które wydaje, a dotyczące np. hodowli czarnej i czerwonej porzeczki, hodowli pieczarek itd. Jeździectwo Panie Tomku to specyficzny świat, gdzie nie wszystko jest takie proste jak hodowla jagody. Jeżeli ma Pan trudności ze zrozumieniem specyfiki tego środowiska to chętnie panu to wytłumaczę i uświadomię na czym ona polega. Ma Pan w swoim ręku najcenniejsze pismo jeździeckie w Polsce, które powinno działać dla dobra jeździectwa a nie serwować artykuły o bardzo niskiej jakości. Niech Pan się określi do kogo Pan kieruje to pismo bo drugi raz nie dam się złapać na haczyk z napisem Koń Polski. To jest biblia jeździectwa a nie gniot o koniach! Tragedia!

A teraz cream de la cream!! Wczoraj wieczorem, dotarła do mnie  informacja od zawsze niezastąpionej Ciotki Zuzanny!!! Rada PZJ rekomendowała usunięcie Pana Konarskiego z funkcji szefa komisji WKKW, oraz Pana Mossakowskiego z zajmowanych przez niego stanowisk.  Szarą eminencje jaką jest Konarski oraz Parnas Intelektu jakim jest Mossakowski chcą odwołać z dwóch powodów. Pierwszy o którym już nie raz wspominałem to konflikt interesu. Pan Rzędzian..upsss sorry… Pan Konarski jako szef WKKW zawłaszczył sobie prawo do organizacji zawodów ogólnopolskich i międzynarodowych w swoim ośrodku, co w końcu zauważył ktoś z PZJ.  Blokował również i to z powodzeniem wszelakie zawody regionalne co odbijało się na dołach sportowych w tej konkurencji jeździeckiej. W zwalczaniu regionalek ( wiadomo, że na takie zawody przyjeżdża głównie młodzież, która zaczyna wielką przygodę ze sportem ) posunął się do maximum a mianowicie w trakcie swojej prezentacji w FEI pokazał w jakim to stanie  rozgrywane są ZR w WKKW. Dodać należy, że prezentacja była kłamliwa i nie mająca podstaw w rzeczywistości. Pod tą prezentacją podpisał się również Pan Mossakowski. I to jest drugi powód dla którego Rada wydała taką niezbyt dobrą rekomendacje dla tych  Panów. Ok. Nawet mógłbym się zgodzić z Rzędzianem i Mossakowskim, że nie wszystko na zawodach regionalnych, we wszystkich konkurencjach jeździeckich, jest w porządku , że nie zawsze zachowane są środki bezpieczeństwa na najwyższym poziomie, że serwis jest czasami do 4 liter, ale nie robi się kupy we własne gniazdo do cholery. Szczególnie, że Konarski to szef WKKW i to on stworzył regulamin konkurencji WKKW, gdzie powinno być wszystko napisane odnośnie bezpieczeństwa. Jako manager dyscypliny WKKW jest w pełni odpowiedzialność za jakość sportową!! Koniec kropka! Ale coś mi mowi, że cała sprawa rozbija się tak naprawdę o pieniądze które uciekają bokiem Panu Konarskiemu? Może tu jest pies pogrzebany? Oj łapczywy jest Pan Marcin na kasę. Za organizacje Mistrzostw w WKKW w roku 2017 zażyczył sobie gwarancji finansowej od Związku w wysokości 2,5 miliona zł.  To są związkowe pieniądze czyli nasze, ze składek, licencji, z zawodów. No rzesz cholera jasna!  Ziemia za darmochę ( bo chyba nikt nie ma wątpliwości, że to ośrodek familii Konarskich będzie beneficjentem tych hektarów ), kasa od związku na Mistrzostwa, które będą rozgrywane w jego ośrodku. Co jeszcze? Nominację do nagrody Nobla w kategorii Cwaniak Roku? Oj ciekaw jestem decyzji Zarządu PZJ, oj bardzo jestem ciekaw choć czuję coś, że nic się nie zmieni. Kruk krukowi oka nie wykole….. A wiadomo kto Abgarowicza postawił na stołek Prezesa PZJ….

Warto zwrócić uwagę na zdjęcia przedstawiające karetkę pogotowia. Takich już chyba nie ma nawet w Afganistanie. Szkoda, że Konarski i Mossakowski tak oczerniają ludzi zaangażowanych w  ten podstawowy sport! Oto  te dzieło wiekopomne : Annex XII – POL Presentation W orginalnej wersji.

Równi i równiejsi.

A tymczasem, bez rozgłosu, powstaje nam cudowny ośrodek na miarę XXI wieku. A gdzież on jest? Kto taki buduje ten ośrodek i za czyje pieniądze? Nie, nie jest tu mowa o Ciekocinku, gdzie właściciele za swoje pieniądze wybudowali cudeńko, nie chodzi o nowe twarze, które inwestują w konie i chcą zadziwić świat infrastrukturą sportową w swoim ośrodku. To Strzegom. Tak, tak!! Gmina Strzegom dostała od nas czyli od całego narodu 15 h gruntu pod inwestycje sportową. Razem z LKS Stragona i PZJ oraz z funduszami Europejskimi stworzą ośrodek dla konkurencji WKKW. I wszystko byłoby ok gdyby nie nurtujące mnie pytania. Oto niektóre z nich :

Jaką role odegrał PZJ w pozyskaniu tych gruntów dla prywatnego ośrodka Pana Marcina Konarskiego? Bo przecież nikt nie ma wątpliwości, że to on będzie tak naprawde zarządzał tymi hektarami.

Jaką rolę odegrał PZJ przy uzyskiwaniu funduszy Europejskich dla prywatnego podmiotu jakim jest LKS Stragona? I czy moralnym jest wspieranie tylko jednego ośrodka przez narodowy związek?

Jakie środki finansowe, rzeczowe ma w planach PZJ przekazać temu ośrodkowi i dlaczego akurat temu a nie innemu?

Czy nie zachodzi konflikt interesów, kiedy szefem WKKW i bardzo prominentną osobą w PZJ-cie jest Pan Marcin Konarski czyli właściciel ośrodka, który tak naprawdę będzie beneficjentem tych hektarów?

I jaką role odegrał w tym wszystkim osobiście Pan Prezes Łukasz Abgarowicz? Czyżby to było podziękowanie za stanowisko Prezesa PZJ?

PZJ to nie jest mój związek sportowy. Już nie jest. Za dużo w nim niejasności, braku planów rozwoju dyscypliny jeździeckiej. Wszystko bez ładu i składu. Ale nadal w tym związku jest wszechobecna prywata. Kiedyś jeszcze nie tak widoczna, dziś namacalna i nie ukrywana. Allelujai do przodu!!!!

Oto link :

http://www.anr.gov.pl/web/guest/welcome/-/journal_content/56/358/5508314?redirect=%2Fweb%2Fguest

Jaki Pan taki kram…

Parę miesięcy temu, kiedy Pzj publikował zmiany w ustalaniu kalendarza rozgrywania zawodów pisałem , że mogą być duże problemy z ustawieniem poszczególnych imprez skokowych. Niestety miałem racje, bo kilka ważnych zawodów pokrywa się ze sobą. Dość dużym echem odbił się konflikt interesów w ustalaniu terminów imprez w konkurencji skoków. Pierwsze zastrzeżenia co do ustalonego kalendarza zawodów zgłosił KJ Szary. W tym samym czasie kiedy ten ośrodek organizuje ogólnopolską imprezę będą rozgrywane MPMK. Oznacza to, że będą problemy z frekwencją szczególnie tą na zawodach w ośrodku Państwa Szarych. Drugim niezbyt fortunnym terminem jest rozgrywanie Sportowego Czempionatu Polski Młodych Koni. Nie koliguje on aż tak bezpośrednio z MPMK jak przykład opisywany powyżej ale organizowanie dwóch dużych i tak prestiżowych imprez dla młodych koni w ciągu tygodnia nie jest najlepszym rozwiązaniem. Część zawodników i właścicieli dbających o dobro swoich młodych koni będzie musiała stanąć przed wyborem imprezy. I tu również jestem przekonany, że większość wybierze MPMK a nie SCPMK. Niefortunnym jest również termin zgrupowania kadry seniorów w Arezzo, którego rozpoczęcie planuje się na 31 marca. Tu mamy konflikt z HPP, który rozpoczyna się 29 marca a kończy….30 marca. Oznacza to, że niektórych zawodników zabraknie na tej najważniejszej imprezie sezonu halowego w Polsce. A jeżeli już się pojawią jakimś cudem to na pewno nie na swoich podstawowych koniach, bo te będą właśnie przekraczać Alpy w koniowozie. A tak a propos wyjazdu do słonecznej Italii to nie za bardzo łapię sens tego wyjazdu i czemu on ma służyć? Na pewno nie pokażą pełnego spektrum możliwości zarówno zawodnika jak i koni bo to początek sezonu na otwartym terenie. Do WEG 2014 w Normandii jest jeszcze parę miesięcy i wszystko może się zdarzyć. No chyba, że Pan Koziarowski wie najlepiej co robić i jak zaplanować przygotowywanie koni do tego typu ważnych imprez i ten wyjazd do Włoch jest bardzo ważnym aspektem w przygotowaniach kadry do zdobywania laur. Zresztą zajmuje te swoje menadżerskie stanowisko od lat, a puchary w szklanej gablocie i medale na ścianie jego gabinetu z najważniejszych imprez światowych potwierdzają jego kompetencje i pomysłowość w opracowaniu planu przygotowawczego. Choć wydaje mi sie, że i dyrektor sportowy Pan Żôłkiewski maczał w tym planie przygotowawczym swoje dlugie i wypielęgnowane palce. Szczęść Boże…..

Nowa inicjatywa dla uczczenia Wolnej Polski powstała w myśli Pana Prezesa…… i od razu przekuł ją w czyn. Jeździeckie Grand Prix Wolnej Polski. Tak to się będzie nazywało. Na stronach PZJ Pan Prezes objaśnia nam genezę powstania tego pomysłu. Przypomina nam o częściowo wolnych wyborach 4 czerwca 1989 roku, wzmiankuje o roli konia w historii Polski i proponuje aby w tym dniu rocznicowym konie pojawiły się na wszystkich skwerach jak polska długa i szeroka. Ciekawa inicjatywa i logistycznie do ogarnięcia. A więc smyczka, obróżka i hajda do parku z konikiem.  Ale wróćmy do samej imprezy. No może IMPREZA to za duże słowo bo  nie jest ona organizowana przez PZJ a tylko podpięta do już zaplanowanych zawodów. Sprytny ten nasz PZJ bo po cholerę samemu coś zorganizować, wykładać pieniądze na nagrody. Kupi się pucharek z kryształu, przylepi plakietkę i będzie miodzio! A inni niech się martwią.  Zaplanowane jest 5 etapów z wielkim finałem w Ciekocinku. Nie będę przytaczał regulaminu tej inicjatywy sportowej ale jedno jest pewne. Żaden Niemiec a już nie daj Boże Rusek nie odbierze nam Pucharu Wolności bo nie przewiduje się udziału obcych zawodników w rankingu JGPWP. A szkoda. I jeszcze jedna sprawa. Prezes odgraża się, że cały ten cykl będzie transmitowany przez TVP1 w najlepszym czasie antenowym. Mam nadzieje, że nie będzie to wzmianka w Teleekspresie i na tym koniec tego najlepszego czasu antenowego. No to pożyjemy zobaczymy. Oby nie musiał przepraszać za kolejną pomyłkę.

Będzie jak zwykle….

No to mamy plan przygotowań do Mistrzostw Świata, które tym razem odbywają się we Francji. Na razie sprawa dotyczy skoczków. Szczegółowe rozpisanie przygotowani naszych zawodników na tą najważniejszą imprezę w 2014 roku powala. PZJ po raz kolejny pokazał gdzie ma sprawy związane z podnoszeniem wiedzy sportowej naszych zawodników. To co zaproponował związek naszym zawodnikom to….. przygotowania na własną rękę we własnych klubach. A w klubach, nie oszukujmy się, przygotowanie zawodnika na taką imprezę to fikcja.  Ot i cały PZJ! Żadnych konkretnych konsultacji z wybitnymi szkoleniowcami, żadnych zgrupowań wyjazdowych…….o sorry, jest do Arezzo. Jedne zgrupowanie gdzieś na przełomie kwietnia i maja w antycznej Italii. Nie zmienia to faktu, że cały ciężar przygotowań do tych mistrzostw został scedowany na zawodników i ich kluby. Oczywiście jest inną kwestią czy mamy jakiekolwiek szanse na dobry wynik? Może związek jednak zdał sobie sprawę, że po raz kolejny nastąpi blamaż polskiego jeździectwa i nie ma sensu wydawać znacznych kwot w podnoszenie umiejętności sportowych naszych herosów sporu? Zapewne tak będzie z tym blamażem ale od tego jest związek sportowy aby zrobić wszystko, żeby zmniejszyć ryzyko kompromitacji. A tu tego zabrakło.

A kompromitacja po raz kolejny będzie. Nie mamy zawodników i nie mamy koni na zawody rangi MŚ. Żadna nasza para zawodnik-koń nie jest wstanie przejechać regularnie parkuru z przeszkodami 160 cm na czysto. A tak trzeba będzie jechać aby być w pierwszej 20 tych zawodów. Nie mamy również trenera kadry narodowej, który by  wnosił coś nowego do reprezentacji. Pan Wassibauer po prostu jest i tyle na ten temat. Żadnych koncepcji, żadnej wizji ten Pan od paru lat nie przedstawił aby poprawić jakość w konkurencji skoków. Nadzieja PZJ,  Pan Żółkiewski na stanowisku Dyr. sportowego, kroczy drogą swojej macierzystej dyscypliny czyli pięcioboju co daję jeździectwu marne szanse. Koziarowski jako szef skoków już parę lat temu stracił kontakt z rzeczywistością jeździecką. Od czasu do czasu wystrzeli z jakimś komicznym pomysłem i to wszystko na co go stać. Niestety Polska Szkoła i Myśl Trenerska, niczym Lenin, wiecznie żywa. Na nasze nieszczęście.

Oto link do planu przygotowań :

http://www.pzj.pl/sites/default/files/plikoteka/Plan_seniorzy_skoki.pdf

Koń Polski

Tak, tak. Jest takie pismo. Cały czas istnieje. Ba, nawet ostatnio pojawił się nowy numer tego szacownego pisma. Nie wierzycie? Sprawdźcie w wybranych kioskach. Kiedyś obowiązkowy periodyk w każdym szanującym się domu jeździeckim, dziś totalnie zapomniane i niechętnie kupowane. W dawnym czasie, choć nie tak odległych jak się może niektórym wydawać Koń Polski był wyznacznikiem trendów jeździeckich, pełen świetnych artykułów dotyczących sportu i hodowli, ciekawostek ze świata, dobrych porad dotyczących choćby pielęgnacji konia. Pismo naprawdę na światowym poziomie, z tradycjami,  zasłużone dla jeździectwa Polskiego jak żadne inne wcześniej i jak żadne inne później. Jednym słowem pismo kultowe! Co zatem stało się, że przestało istnieć zarówno w świadomości jeździeckiej jak i na rynku prasowym? Dlaczego pismo branżowe istniejące od roku 1965 roku przestało być poczytne? Otóż po pierwsze grzech zaniechanie, po drugie grzech zaniechania i po trzecie grzech zaniechania. Żaden z wydawców i właścicieli tego tytułu prasowego nie dostrzegł, że świat się zmienia. A dokładnie nie zauważyli, że papier zamienia się na przestrzeń wirtualną. Informacja, felietony, dyskusja na każdy temat związany z pismem nie ma już miejsca pod kioskiem a ma miejsce w przestrzeni Matrixa. Również target, czyli grupa docelowa pisma jeździeckiego się zmieniła. W większości tego typu pisma kupują młodzi ludzie i oczekują w nim artykułów pisanych językiem zrozumiałym dla nich. Oczywiście warto, a nawet trzeba trzymać poziom intelektualny pisma i na pewno powinny pojawiać się artykuły ważne dla naszego środowiska, prowokować dyskusje na tematy sportów hippicznych, krytykujące to co złe i chwalące to co jest dobre. Koń Polski powinien na nowo wyznaczać trendy opiniotwórcze w przestrzeni związanej z końmi. Zarówno w tej cyfrowej jak i w realu. I jest na to wielka szansa aby zdetronizowany Król wrócił na swoje miejsce i kontynuował swoje dzieło bo od paru tygodni jest nowy właściciel tego tytułu. Mam wielką nadzieje, że Nowi stworzą dynamiczny zespół wsłuchany w środowisko jeździeckie i zaangażowany w problemy jakie ten świat hippiki dotykają. Całej Nowej Ekipie właścicieli Konia Polskiego życzę z całego serca powodzenie i szczęścia na nowej drodze życia a Pani Hani dzielnego syna. Dobrze, że Panią poznałem!!! :-)

Wielki come back  Ekipy z Lubuskiego. Nie jest to aż tak dziwne znając ambicje Pana byłego i obecnego prezesa OZJ-u w Lubuskiem,  ale szybkość powrotu na krzesło Prezesa już może niepokoić. Niestety nie mam wiadomości jak to się stało i w jakich okolicznościach przyrody nowo wybrany zarząd podał się do dymisji po zaledwie 3 miesiącach pracy a co beżpośrednio doprowadziło Kaliszuka do ponownego władania OZJ-em. Jeżeli ktoś z czytających ma wiedzę to proszę o kontakt mailowy. Jak zwykle dyskrecja zapewniona! W oczekiwaniu na wiadomość pozwolę  przypomnieć Wam mój wpis dotyczący zmian w Lubuskiem sprzed paru miesięcy: http://konkuleje.wordpress.com/2013/10/24/na-zachodzie-zmiany/

PZJ postanowił, że jednak będzie minimalna pula nagród na MP i HPP. Będzie to 60 tyś zł do podziału dla zawodników. Ciekawi mnie tylko czy to będą pieniądze organizatora zawodów czy po raz kolejny PZJ zrobi ukłon w stronę Warki i wyłoży własne fundusze na nagrody? Pożyjemy zobaczymy.

Głupio mieć racje. Parę dni po opublikowaniu artykułu “Polak – Japoniec dwa bratanki….” na moim blogu, Pan Jarosław Skrzyczyński stracił swojego podstawowego konia. A mianowicie zwierzak został sprzedany przez właścicieli do słonecznej Brazylii. W związku zaistniałą sytuacją proponuję zmienić program firmowany przez RioPlus i Pana Jankowskiego “Jarosław Skrzyczyński-Pierwsza Pięćdziesiątka….. ” na “Jarosław Skrzyczyński-Pierwsza Setka FEI Jumping-Longines Ranking”. Może mniej wydadzą kasy na ten utopijny projekt a i prawdopodobieństwo uzyskania zakładanego wyniku znacznie wzrośnie. Powodzenia RioPlus w tworzeniu nowych projektów dla jeździectwa!!!

Urbi et Orbi

 

Coraz więcej osób czyta mojego bloga. Cieszy mnie to niezmiernie i łachocze moje  Ego. Jest to miłe kiedy na blog potrafi dziennie wejść parę set osób i czyta to co w głowie mi zaświtało a potem przeniosłem myśl w przestrzeń wirtualną. Sam jestem zdziwiony tą “popularnością” szczególnie, że jestem człowiekiem z małym doświadczeniem związanym z końmi. Niestety straciłem parę swoich szalonych lat na zupełnie inną rozrywkę i hobby, które nie miało nic wspólnego ze sportem jeździeckim a raczej z ekstremalnym poznawaniem życia i uroków stolicy oraz gościnnymi występami po niemal całej Polsce. Zdarzały się też wyjazdy zagraniczne, niekiedy równie zabójcze dla organizmu ludzkiego. Ale było i minęło.

Dlaczego o tym piszę? Na forach różnych portali związanych z końmi coraz częściej pojawiają się wpisy dotyczące mojej osoby i coraz częściej łączy się mnie z Panem Kuleszyńskim. Ba, niektórzy forowicze zarówno na tych portalach jak i na moim blogu wręcz sugerują iż to właśnie Pan Olgierd Kuleszyński jest autorem wpisów i blogerem Konia Kulejącego. Nie powiem, znam człowieka i cenie sobie znajomość z nim bardzo wysoko. Znam jego ” niską ” pozycję w obecnym grajdole jeździeckim i uważam, że jest ona dla niego krzywdząca i nie adekwatna do jego wiedzy, doświadczenia zawodowego. Jest to osoba kontrowersja i mająca własne, często odmienne zdanie niż mainstream związkowy na tematy ogólnojeździeckie ale………. to nie on pisze tego bloga. Tak samo nie piszą go inni ważni dla mnie ludzie z którymi zetknął mnie blog Koń Kuleje. Owszem, korzystam z wiedzy i doświadczenia tych ludzi, często się z nimi kontaktuje aby poznać ich opinie ale nigdy, przenigdy nie piszę pod ich dyktando oraz na ich zamówienie. Wręcz często nie zgadzają się z moimi przemyśleniami blogowymi, co niekiedy prowadzi do polemiki z nimi. Wszystkie wpisy są zgodne z moimi poglądami oraz subiektywnym przekonaniem, że mam rację. To jest moja Subiektywna Ocena Jeździectwa a nie ocena Kuleszyńskiego, Iksińskiego czy Nowaka. Moja i tylko moja czyli Kulejącego Konia. Oraz mojej żony. Bo to ona, tak na prawdę,  jest najważniejszym konsultantem moich wpisów i bez której ten blog by nigdy nie powstał. Ot i cała prawda.

Na koniec chciałbym podziękować tym wszystkim Iksińskim, Nowakom, Kowalskim, którzy pomagają mi w pisaniu moich wypocin. Bez was i waszego doświadczenia nie było by tego bloga. Dziękuje trenerom, zawodnikom, działaczom szczebla centralnego i wojewódzkiego oraz osobom związanymi z końmi za pomoc w wyrobieniu sobie zdania na temat szeroko pojętej hippiki. Dzięki wielkie i proszę o więcej!

Polak-Japoniec dwa bratanki……

Długo planowa liczona na lata, rozsądna polityka rozwoju sportu jeździeckiego jest obca PZJ-owi. Naprawdę nie rozumiem kto wymyśla te wszystkie projekty , wyliczenia , algorytmy i inne matematyczne aspekty, które mają obowiązywać w tym naszym sporcie i wierzą w to, że doprowadzi to naszego zawodnika do pierwszej pięćdziesiątki rankingu TOP FEI . Owszem, matematyka jako królowa wszystkich nauk jest potrzebna także i w sporcie hippicznym . Warto korzystać z niej gdy trzeba obliczyć odległości od przeszkód, być może przyda się też w symulacji zarobkowej przy organizacji zawodów ale przy wyłanianiu sportowców do realizacji programu RIOPLUS to już raczej niekoniecznie.

Rozumiem rozgoryczenie Pana Jarosława Skrzyczyńskiego z powodu odwołania,  przez organizatorów , jego uczestnictwa w zawodach w Lipsku. Rozumiem też innych polskich zawodników, którzy by chcieli występować na najbardziej prestiżowych zawodach europejskich. Czuje empatie i łącze się z nimi w bólu. Ale wyżej dupska nie podskoczysz. Maksyma stara i wciąż obowiązująca. Masz takie konie jakie masz, tak zostałeś wyszkolony przez polską myśl szkoleniową jak zostałeś wyszkolony to teraz nie miej pretensji do świata, że nie chce ciebie zapraszać na swoje błyszczące salony. Tak ten świat sportowy jest zorganizowany, że aby być rozpoznawalnym w jeździectwie musisz zawsze być w czubie zawodników czyli na miejscu premiowanym największą ilością punktów zaliczanych do rankingu. I wcale nie trzeba od razu żucać się na zawody *****, wystarczy pojeździć po polskich zawodach i udać się do ościennych państw na zawody wliczane do punktacji FEI aby zbliżyć się do tej magicznej liczby 100 zawodników w rankingu światowej federacji. Jest w tym wszystkim jeden haczyk. Trzeba wygrywać albo zajmować najlepsze punktowane miejsca czyli trzymać formę swoją oraz swoich koni. A z tym właśnie nie jest najlepiej.

RioPlus ma już patent na Małysza polskiego jeździectwa. Małyszem ma być już przeze mnie wspominany Pan Jarosław. Pan Jankowski odpalił swój komputer,  wpisał tam czym ma się charakteryzować nasz Małysz jeździecki i po paru chwilach wyskoczył mu wizerunek Pana Jarka. Następnie wpisał na klawiaturze tego mega komputera ZX Spektrum prośbę o wyszukanie podobnego zawodnika z czołówki rankingowej, o podobnych walorach sportowych co Skrzyczyński i …. z komputera, niczym Filip z konopi wyskoczył Japoniec o nazwisku Sato Eiken. Przypomnę tylko, że Pan z Kraju Kwitnącej Wiśni jest 60 w rankingu FEI zaś nasz Pan Jarosław 178 albo 176. Moim zdaniem należało by zresetować komputer Pana Jankowskiego. Ale ok! Jest zatwierdzony plan. Pierwszy etap wprowadzania Pana Jarosława do TOP 50 będzie nas ( no chyba, że znajdą sponsora z zewnątrz ) kosztować jedynie 300.000 zł. I tu również widać aptekarską precyzje Pana koordynatora RioPlus znaną z budowania parkurów bo przedstawia mam dokładne jak rozkładają się koszta co do złotówki :

1. Transportu koni: 21128 km x 3,5 zł + 2 x 4 000 = 81 998 zł

2. Opłat za zawody: 42 x 450 euro (4,1 – 1 euro) = 77 490 zł
3. Wyżywienia i noclegów: 80 (20 x 4 dni) x 300 zł (50 + 250 ) = 24 000 zł
4. Lekarza Weterynarii: 17 zawodów x 2000 = 34 000 zł
5. Luzaka/Kierowcy : 80 dni x 410 (100 Euro za dzień) = 32 800 zł
6. II Kierowcy: 40 dni x 205 ( 50 euro) = 8 200 zł
7. Biletów lotniczych (J. Skrzyczynski): 2 x 2000 = 4 000 zł
8. Ubezpieczenia: 17 x 2000 = 34 000 zł
9. Konsultacji szkoleniowych:
1 dzień x 3 konie x 2 (konsultacje) x 600 zł (150 euro od konia)+ 2000 (bilet) = 3 800 zł

3800 zł na szkolenia? Tylko tyle? No to gratuluje pomysłowości i optymizmu. 3,5 zł za kilometr? Czy to będą taksówki z lotniska im Fryderyka Chopina ciągnęły te konie? To dokładnie pokazuje na co stawia PZJ. Rozumiem, że zawodnik objęty tym planem nie potrzebuje już szkolenia a jedynie podwózki na zawody? Trochę to dziwne i raczej priorytety są postawione na głowie, szczególnie patrząc po wynikach z zawodów zagranicznych. 300.000 za każdy etap wciągania Pana Jarka do 50 rankingu FEI…..  Już widzę sponsorów pchających się po krętych schodkach do centrali PZJ!!

Głupota włodarzy z Lektykarskiej jest niczym kosmos. Jest niepojęta i wciąż się rozszerza. Algorytmy, matematyka, tabelki porównawcze dwóch totalnie odmiennych zawodników. Taka oferta będzie przedstawiona sponsorowi, który ma wyłożyć na ten projekt pieniądze. A co będzie jeżeli ten projekt nie wypali z przyczyn nie zależnych od zawodnika czy konia? A to forma nie będzie dostateczna, a może zawodnik postanowi sprzedać konia na którym ma zdobywać laury? I może najważniejsze pytanie : co sądzą inni zawodnicy o tym, że związek będzie zastępował rywalizacje sportową, która powinna wyłaniać najlepszych zawodników do reprezentowania nas na światowych parkurach?  Szukanie sponsora dla pojedynczego zawodnika, obejmowanie go specjalnymi projektami itd. to nie jest zadanie dla PZJ.  Związek ma traktować wszystkich zawodników na równej płaszczyźnie. A pieniądze, które ewentualnie zdobędzie od sponsora ładować w rozwój  młodzieży i poprawę infrastruktury jeździeckiej.

I jak zwykle link do tego co opisywałem powyżej :

http://www.rioplus.pl/sites/default/files/rioplus/Projekt%20Jaros%C5%82aw%20Skrzyczy%C5%84ski%20na%20stron%C4%99%20pdf.pdf

PS II

Jeden z czytelników mojego bloga – WoWa -przesłał mi link w komentarzach. Warto zapoznać się z treścią tego artykułu. Dzięki WoWa! oto link :

http://www.biznes.newseria.pl/news/jan_kulczyk_polski_sport,p1890832704?PHPSESSID=

Sponsor

Źle się traktuje ludzi zaangażowanych w sport jeździecki. Źle się traktuje ludzi, którzy niemałą część swojego majątku angażują na poprawę sytuacji jeździeckiej w Polsce. W sposób jak PZJ potraktował właścicieli stajni Vertus nie najlepiej świadczy o narodowym związku jeździeckim. Zamiast stanąć na pozycji rozjemcy w sporze między zawodniczką a klubem i być mediatorem obu zwaśnionych stron, to PZJ postanowił utrzeć nosa państwu Michalakom. Ale przy okazji strzelił sobie w stopę. W tym roku i być może w latach następnych nie zobaczymy zawodników tego klubu na parkurach. Klub zawiesza swoją działalność a zawodnicy będą startowali bez przynależności klubowej. Ot, kolejny dobry klub, z doskonałym zapleczem finansowym i sportowym znika z, i tak ubogiej mapy jeździeckiej. Kolejny mecenas jeździectwa ma dość wykładni prawa interpretowanego ,, pod siebie “. Owszem, w całej tej sytuacji jest też wina i właścicieli klubu, którzy na czas nie przekształcili Vertusa z godnie z prawem obowiązującym do stycznia 2013. Ale to nie powód do tego aby tak traktować  zasłużony klub i ich właścicieli szczególnie, że wszystkie opłaty  za działanie klubu w przestrzeni jeździeckiej w 2013 roku zostały wpłacone i przyjęte przez PZJ beż żadnych zastrzeżeń.

Znam powody rozwiązania współpracy między Vertusem i zawodniczką. I dlatego uważam, że te marne 14 000 zł byłemu klubowi się należy jak psu micha. Nie są to sumy, które Państwu Michalak pozwolą na zadośćuczynienie tych 6 lat jakie poświęcili na wypromowanie zawodnika. Tu chodzi o zasady. 14 000 zł i zaangażowanie PZJ po jednej stronie doprowadziło do wycofania się kolejnego sponsora sportu jeździeckiego w Polsce. Był Garo, był Vertus….. Kto następny? Jedno wiemy, że suma za jaką PZJ jest w stanie pozbyć się ludzi, którzy poświęcają swój czas i majątek dla jeździectwa, wynosi 14 000 zł. Słabo się cenią ci nasi włodarze z Lektykarskiej!

Niestety przyszła zima!

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.