Pancerni.

Oj dzieje się dzieje w tym naszym grajdole. Zawirowania jakie przyniósł nam ostatni zjazd zaczynają wykwitać swoimi konsekwencjami. Helak, Kaliszuk, Podpora, Kaźmierczak z centrali związkowej i ich poplecznicy z WZJ-ów zaczynają rozkręcać własne rządy na Lektykarskiej. Mamy więc w Radzie i Zarządzie PZJ Czterech Pancernych i kilka psów, które hasają po całej Polsce. Ktokolwiek próbuje coś zrobić wbrew ich woli zaraz dostaje pociskiem odłamkowym prosto w czoło. Smród koszarowy oraz rządy kaprali zaczynają ogarniać PZJ.

Niezastąpiona Ciotka Zuzanna przesłała do mnie korespondencje mailową między drużyną  Pancernych Głów – bardziej chyba pasuje wyraz zakutych – a pozostałymi członkami Rady. Lektura niezwykle ciekawa co niepokojąca bo forma wypowiedzi niektórych z tych Panów jest poniżej poziomu usmarkanego nastolatka. Niestety nie mam zgody na publikowanie ich w całości i w formie oryginalnej. Tak więc proszę czytelników o zaufanie, gdyż będzie to skrócony opis tego co się tam wyprawia w przestrzeni wirtualnej między członkami Rady.

Otoż…… Sprawa dotyczy mega podwyżki opłat dla zawodników BPK. W pierwszym dokumencie nadesłanym na mojego maila jeden z członków tejże Rady pisze, że w proponowanych zmianach cennika Zarząd stawia na dwóch przeciwległych biegunach zawodników BPK i tych „klubowych”.  Dalej następuje prawna wykładnia tego, że zawodnik bez klubu ma takie samo prawo uczestnictwa w współzawodnictwie sportowym jak ten klubowy, że prawo sportowa daję taką możliwość bycia niezrzeszonym, a Konstytucja to potwierdza. Zauważony jest też brak możliwości uczestniczenia tych zawodników w życiu związkowym. Konkluzja jest taka, że nie powinno być w obecnym czasie podziału na BPK i tych co są stowarzyszeni, a opłaty zbyt mocno obciążają zawodników, których sprawa dotyczy.

Powyższy dokument to uzasadnienie do oficjalnej opinii Rady przedstawionej Panu Abgarowiczowi. W tym oficjalnym piśmie możemy przeczytać, że Rada pozytywnie opiniuje obniżenie składki dla klubów ale ma negatywne zdanie dotyczące podwyżek dla zawodników niezrzeszonych. Następnie Rada proponuje podwyżkę o 100% (!) w roku 2016 tak aby każdy zainteresowany mógł w spokoju znaleźć sobie klub bądź pozostać niezrzeszonym Na rok 2015 Rada proponuje podnieść opłatę o…… 50%!!!! Pod tym dokumentem podpisali się Wszyscy członkowie Rady poza  Kaliszukiem, Helakiem, Kaźmierczakiem.

Przedstawiciele gumofilców czyli ta trójka co nie podpisała oficjalnego stanowiska Rady wystosowała pismo odrębne, w którym piszą, że w całości popierają projekt opłat na rok 2015 w tym podwyżkę dla zawodników BPK. Motywują to – UWAGA!!! IDZIE PETARDA!!! – zrównaniem kosztów jakie ponoszą kluby i zawodnicy zrzeszeni z tymi jakie ponoszą ci niezrzeszeni. Następie wyrażają troskę o finanse związkowe bo proponowane zmiany, zdaniem Trójcy, minimalizują ewentualne straty spowodowane……… no właśnie czym? Tego już nie napisali choć już je planują. Super. Ale żeby zawodnicy BPK nie zostali z ręką w nocniku Helak, Kaliszuk oraz Kaźmierczak podają niezwykle proste rozwiązanie : zakładać kluby bo to kosztuje jedynie 10 zł opłaty skarbowej. Ot, Wujkowie Dobra Rada się znaleźli.

Drodzy czytelnicy. No żesz k***a mać! Ręce opadają! Czy ci inteligenci z prowincji: Helak, Kaliszuk, Kaźmierczak oraz ich marionetki z Zarządu i z WZJ-ów  mają jakiekolwiek pojęcie o tym co się dzieje w  sporcie jeździeckim? Czy oni rozumieją to co popierają? Czy ta banda dziadków leśnych  umie czytać ze zrozumieniem to co podpisali swoim imieniem i nazwiskiem? Oni chcą zrównywać koszty? Jak tak to bardzo proszę!!! Tak więc Panowie : proszę o zrównanie kosztów dojazdu trenera do mojego dziecka, proszę o wyrównanie opłat za paliwo gdy jedziemy na zawody, proszę o dofinansowanie kosztów utrzymania konia, proszę o wypłatę ekwiwalentu za noce nieprzespane gdy dziecko ma problemy związane z uprawianiem tego zacnego sportu itd. To my rodzice dzieci BPK oraz zawodnicy niezrzeszenie mamy nieporównywalnie większe koszty niż klubowicze. A że nie mamy nic do powiedzenia w Związku, bo nikt nie reprezentuje nas w tym grajdole, to można nas doić z kasy. Nawet tego nie ukrywacie, że to my, BPK  będziemy w razie czego łatać dziurawy budżet po waszych błędach.

Reszta rady też nas nie rozpieszcza. 50% to stanowczo za dużo. A w 2016 dołączycie mentalnie do Zakutych Głów. Pisałem w poprzednim poście, że  jest moja zgoda na 30 % ale pod pewnymi warunkami. Główny to taki aby kluby dawały solidne wyszkolenie, lepsze niż ja mogę swojemu dziecku zapewnić. Jeżeli tego nie jesteście wstanie zrobić to zapomnijcie o podwyżkach. Super promujecie jeździectwo. Gratulacje.

Drodzy działacze Polskiego Związku Jeździeckiego. Przy waszej biernej postawie do władzy doszli ludzie, którzy nie nadają się nawet na szaletowego na dworu w Koluszkach, Pozwoliliście rozrosnąć się tej frakcji do takiego stanu, że teraz możecie się tylko przyglądać i płakać. Nic nie zrobiliście aby to szaleństwo zatrzymać. Nie doceniliście Helaków, Podporów, Kaliszuków, Kaźmierczaków i ich psów gończych z WZJ-ów. Są coraz mocniejsi i pewniejsi swego. Abgarowicz otoczony został wianuszkiem czterech panów, którzy pilnują aby nie odpalił. Ma się tylko pokazywać kiedy trzeba będzie coś załatwić od sponsorów. Gdy przestanie płynąć kasa bo źródełko wyschnie to i Abgarowicza usuną bez żalu. Obecnie tarcia miedzy frakcjami przeniosły się do Rady związku. Tam decyduje się czy Hermanowcy będą mieli pełnie władzy czy zostaną a marginesie jeździectwa.  Niestety obawiam się, że przespaliście moment, w którym można to było zatrzymać. Daliście przysłowiowego ciała.

O sile związku sportowego świadczą świadomi delegaci oraz odpowiedzialna i transparentna władza związkowa. Przykro patrzeć na PZJ, gdzie delegaci to gumiaki z filcem i bez świadomości, zaś władza nie ma wyobraźni intelektualnej oraz jest stateczna w działaniu na rzecz sportu. Wtedy do głosu dochodzą ludzie o których lepiej milczeć.

ps. Zana jest miłość Pana Kaźmierczaka do BPK. Ludzik chce mieć wpływ na wszystko. Opisywałem to jakiś czas temu a blogu. Oto ten wpis :   http://www.konkuleje.wordpress.com/2013/03/13/mzj/

Pożyjemy zobaczymy.

Na dzień dzisiejszy zdziwienie. Tak, tak i to pozytywne, in plus. Oczywiście nie zmieniam zdania a temat działalności związku jeździeckiego jako całości ale na dzień dzisiejszy zrobili ruchy, które można zaliczyć jako pozytywne. I tylko mam nadzieje, że nie jest to zasłona dymna, która ma ukryć coś bardzo brzydkiego oraz nie jest to tylko ochłap dla zgłodniałego ludu na dobry początek działania nowych miłościwie nam panujących. Pożyjemy zobaczymy…..

Pierwsza sprawa to Jan Żółkiewski. Żegna się ze swoim stanowiskiem. Nic konkretnego nie wykonał przez te miesiące jako dyrektor sportowy. Już w czasie nominowania go na te stanowisko uważałem, że to wybór bez podstaw merytorycznych,  a jedynie wybór po linii koleżeńskiej. Równie dobrze można było zatrudnić kogoś od szermierki zamiast pięcioboisty. Do tego bardzo średnie wyniki oraz możliwości szkoleniowe Pana Janka raczej świadczyły o tym, że to zły kandydat na te prestiżowe stanowisko. Teraz PZJ przesunie go na inne płatne stanowisko tak aby te kilka lat, które zostały mu do emerytury przeżył bez nerwowego szukania zatrudnienia np. jako dozorca na budowie.

Opłaty się zmieniają. Na razie nic nie wiadomo, a dokładniej nie w pełni wiadomo. Spadają ceny dla klubów za rejestrację i opłata roczna. I to aż o 50%. To dobra wiadomość ale raczej zrobiona pod publiczkę. Wszak i tak to wszystko finansowali rodzice dzieci w ramach opłat za przynależność klubową. Ale ok. Jest obniżka ceny za funkcjonalnie klubów w przestrzeni sportowej to może i przyjdzie obniżka o 50% za funkcjonowanie zawodników w przestrzeni klubowej. Choć na to bym nie liczył.

Niestety zwiększa się opłata dla chcących uprawiać sport w formule bez klubowej. I tutaj jestem trochę w rozterce. Mam dzieciaka, który jest bez przynależności już parę lat. Uważam, że żaden klub z obecnie funkcjonujących i zarejestrowanych w PZJ nie zapewnia mojej pociesze odpowiedniego wyszkolenia. Klub raczej skupia się na dojeniu kasy z rodzica nie oferując nic w zamian. Sam dobieram szkoleniowców i sam dobieram sobie miejsce postoju konia. Dlatego ja oraz moje dziecko funkcjonujemy jako BPK. Z drugiej strony rozumiem to, że związkowi zależy na oficjalnych danych dotyczących klubów i zawodników zrzeszonych w strukturach PZJ. Tej zależności nie trzeba tłumaczyć bo mocny klub to mocny związek sportowy. Bogaty klub to i bogaty związek sportowy. Dużo klubów to większe dofinansowanie z ministerstwa. Z tym, że nie dotyczy to jeździectwa jakie dzisiaj mamy. Puki co w 90% klubach jest syf i makabra. A o szkoleniu i innych aspektach dotyczących uprawiania sportu można zapomnieć. Osobiście jestem za innymi, większymi opłatami dla sportowców BPK ale po wyprostowaniu pewnych spraw. Niech to będzie opłata większa o te 30% niż dla zrzeszonego sportowca ale trzeba w pierwszej kolejności zrobić porządki u siebie na podwórku, stworzyć realne możliwości uprawiania sportu w klubach z licencjami związkowymi, polepszyć segment szkoleniowy i nadzorować edukacje w tych ośrodkach, doprowadzić do polepszenia infrastruktury sportowej a dopiero na samym końcu można podnosić opłaty dla osób BPK. Obecnie jest to nabijanie kabzy związkowej kosztem zawodników, którzy widzą bezsens uczestniczenia w zajęciach jakie oferują stowarzyszenia sportowe.

Konkursy na szefów komisji i na trenerów kadry narodowej to od lat niespotykana sprawa na Lektykarskiej. Mam nadzieje, że będzie to upublicznione na stornach PZJ. Każdy zainteresowany tym tematem będzie mógł odpowiednio wcześniej zobaczyć to co oferują i prezentują kandydaci na stołki w komisjach i na stawiska selekcjonerów kadry narodowej. Mam też nadzieję, że ludzi z komisji, która będzie opiniowała oferty konkursowe też poznamy z imienia i nazwiska oraz wybór jaki dokona będzie merytoryczny a  nie będzie przyniesiony w teczce jako gotowiec z przypisanym człowiekiem do stanowiska. A tego się obawiam najbardziej bo już chodzą głosy, że zmiana na niektórych etatach trenerskich to prywatna rozgrywka. Najlepszym przykładem tego jest konflikt Pana Kaliszuka z Panem Trenerem Tomaszem Kowalą. Przykro kiedy jeden z działaczy wysokiego szczebla próbuję zniszczyć dorobek trenerski Bogu ducha winnego człowieka i na jego miejsce szykuje jakiegoś tam Niemca powiązanego z matecznikiem Kaliszuka czyli z Drzonkowem. A Kaliszuk umie walczyć o swoje co udowodnił nam zjazd nadzwyczajny sprzed prawie dwóch tygodni. Jeżeli emocje i niechęć do danej osoby mają być głównym wyznacznikiem kompetencji kandydatów, jeżeli o stanowisku będzie decydowała silna pozycja w PZJ oraz gatunek skóry teczki z nazwiskiem kandydata no to będzie jeszcze gorzej niż było. Będzie przaśno-buraczano czyli gumofilcowo.

Trzeba by jechać aby przywieźć

Jak zwykle Łysek z pokładu Idy ciekawie opisuje swoje spostrzeżenia. Tym razem na cel wziął zjazd. Warto przeczytać. Polecam!

 

 

Kurz po nadzwyczajnym zjeździe PZJ opadł i ukazał nam nowy piękny krajobraz polskiego jeździectwa. Od teraz wszystko się zmieni bo mamy nowy zarząd, a nowy znaczy lepszy. Ale nie o tym nie o tym, a o tym co doprowadziło do upadku poprzedniego zarządu.

Ewidentnym gwoździem do trumny Pani Słowik oraz Panów Wawrzyniaka i Kaczorowskiego był system Artemor. Pan Kasztelan niczym Brutus w senacie rzymskim wyciągnął aretmorowy nóż i dźgnął Prezesa, jednak Prezes zdążył podłożyć swoich popleczników, którzy nieświadomie spełnili obowiązek porządnych ochroniarzy i niczym Clint Eastwood przyjęli na siebie cios skierowany w Prezesa. Zrobili to nieświadomie ale w pełni im się należało, tak jak i samemu Prezesowi, który okazał się równie niekompetentny, co głupi przyznając wielokrotnie w trakcie  zjazdu, że nie miał kontroli nad tym w jaki sposób wydatkowane były pieniądze na system informatyczny. System, który docelowo ma kosztować nas prawie milion złotych.

Koronnym argumentem poległych oraz samego Prezesa dlaczego prace nad Artemorem były i są prowadzone w sposób tak skrajnie chaotyczny i niekompetentny był fakt, iż nie są oni informatykami więc nie mają odpowiedniej wiedzy aby panować nad procesem. Ten argument jest powszechnie wykorzystywany w Polsce przy tego typu fuckupach, których mieliśmy ostatnio pod dostatkiem w postaci systemu liczenia głosów w PKW oraz sprzedaży biletów w PKP.

Niestety w żadnym z powyższych wypadków, ani też w przypadku PZJ ta linia obrony się nie sprawdza, dlatego, że informatyk jak każdy usługodawca realizuje to co zamawiający mu zleca. Jak zamawiający nie ma pojęcia czego chce – do czego przyznał się sam Prezes mówiąc, że pierwsze trzy miesiące pracowali nas systemem nie wiedząc co chcą osiągnąć – to dostawca mu tego nie dostarczy.

Kolejnym kwiatkiem w wystąpieniu Prezesa było stwierdzenie, że zaczynając prace nad systemem musieli zdecydować się, czy będzie to system Windowsowski czy Applowski. Ja rozumiem, że po obejrzeniu filmu lub przeczytaniu biografii Steva Jobsa każdy jest specjalistą od informatyki i wie, że świat dzieli się na Applowski i Windowsowski. Problem polega na tym, że dotyczy to jedynie rozwiązań domowych oraz wyspecjalizowanych systemów graficznych. W przypadku systemu obsługi PZJ jest to system bazodanowy, gdzie Apple ma znikome kompetencje, a Windows (w zasadzie Microsoft) jest głównie dostawcą serwerów. Rozwiązań bazodanowych jest wiele i tak naprawdę kluczową decyzją jaką się powinno podjąć po przeanalizowaniu tego co dana baza danych ma robić to decyzja czy ma być ona umieszczona na serwerach własnych, czy też w tak zwanej chmurze. Wybór Microsoft oznacza, że system będzie stał na serwerach własnych, które są droższe w zakupie oraz w utrzymaniu ze względu na licencję Microsoft…

Kolejnym cudem była argumentacja, że firma wykonująca system Artemor ma dobrą opinię w Microsofcie. Firma wykonująca Artemora jest pewnie dobra, ale Microsoft wystawia dobrą opinię każdej firmie, która ma jego certyfikację… De facto pan Henio mający serwis komputerowy na Bielanach też mógłby otrzymać dobrą opinię od Microsoft.

Potem było wystąpienie Pani Słowik, która po raz kolejny użyła argumentu o tym, że nie jest informatykiem więc systemem się nie zajmowała. NO ŻESZ JASNA CHOLERA przecież Pani Słowik była członkiem zarządu ds. sportowych i to właśnie dla niej między innymi ten cholerny system był stawiany, aby można było łatwo i sprawnie otrzymywać informacje o wynikach zawodników i koni, a kiedyś w przyszłości aby system został zintegrowany z systemem obsługi zawodów i prezentacji wyników na żywo. Więc argument, że Pani Słowik nie jest informatykiem do mnie nie przemawia, bo w takim wypadku ja idąc do sklepu pod domem nie mógłbym odpowiednio wybrać chleba, który mi smakuje bo nie jestem piekarzem!

Choćby te kilka powyższych wypowiedzi powinno świadczyć o tym, że były zarząd nie miał pojęcia co robił i choćby za to powinien polecieć w całości – włącznie z Prezesem.

Toris nad Artemorem ma jedną niezaprzeczalną przewagę, że istnieje i działa, a co za tym idzie przy braku kompetencji w zarządzie PZJ był on naturalnym wyborem, fakt że stało się inaczej może jedynie nasuwać podejrzenia, że decyzja o wyborze Artemora miała pozamerytoryczne podstawy i to kolejny argument za wywaleniem CAŁEGO byłego zarządu PZJ.

Mój ulubiony cytat ze zjazdu zostawiłem Państwu na koniec. Prezes Łukasz Abgarowicz powiedział, że nie może teraz przedstawić korespondencji mailowej w sprawie systemu informatycznego, bo nie ma jej przy sobie i „trzeba by po nią jechać aby przywieźć” – i ten człowiek podjął decyzję o wydaniu miliona złotych na system informatyczny…..

 

Łysek z pokładu Idy

Lekcja demotywacji czyli Podpora polskiego jeździectwa

Zjazd nadzwyczajny się odbył. I tu można by było zakończyć wpis blogowy gdyby nie to, że mam bardzo nieodpartą chęć wyrażenia swojego subiektywnego zdania o tym cyrku, który można było śledzić na żywo dzięki portalowi Świat Koni. Nawet nie chodzi mi o sam zjazd, który był de facto przygotowany w sposób fatalny, a raczej skupie się na delegatach, którzy niby reprezentują całe środowisko jeździeckie w Polsce. To nasi delegaci, bo w końcu my ich wybieramy i oni, niczym lustrzane odbicie, pokazują nam prawdę o nas samych.

Nie mam zielonego pojęcia i po jaką cholerę PZJ zorganizował ten spęd dziadków leśnych w hotelu – nomen omen – Gromada? Przecież parę dni przed walnym było już wszystko jasne. Abgarowicz zostaje na stanowisku Prezesa i tylko trzeba go otoczyć wianuszkiem ludzi do których mają zaufanie tzw. puczyści. Najlepiej by było gdyby jeden z głównodowodzącymi puczystami również wszedł do zarządu aby mieć rękę na pulsie i aby interweniować gdy zajdzie taka potrzeba. Tu pojawia się niejaki Marcin Podpora. Prezes Pomorskiego Związku, bez większych osiągnięć w swoim okręgu, ale za to wielbiciel i miłośnik epickich utworów pisanych Pana Marcina Szczypiorskiego. Aż chce się powiedzieć : wierny uczeń Mistrza Wodolejstwa. To on od sobotniego zjazdu będzie rozdawał kart w PZJ i on jest gwarantem tego aby Hermanowcy robili swoje i nie stała się im krzywda.

Nemezjusz Kasztelan zostaje na swojej pozycji dzięki Torisowi. Zrobił całkiem ciekawy wywód na temat tego systemu obsługi jeździectwa co troszeczkę rozbudziło senną atmosferę na zebraniu. Zdawać się może, że mówił z sensem i na temat, dawał w miarę rozsądne argumenty i kontrargumenty do Artemora. Dosyć mocno atakował swoich kolegów z zarządu i……..tylko dlaczego upublicznił tą sprawe na zjeździe a nie wcześniej? Przecież wiedział o tym już od paru lat, zbierał skrupulatnie materiały, jeździł po świecie w tej sprawie i dopiero teraz to ujawnia? Jego wystąpienie było ewidentnie ratowaniem się przed odwołaniem z zarządu. Człowiek Kaliszuka i reszty z Lubuskiego. Być może Kaliszuk z sentymentu go zostawił pod warunkiem uderzenia Torisem w pozostałych kolegów z zarządu. Co też Nemo uczynił.

Wojciech Jachymek to wymysł kolejnego puczysty, a mianowicie Pana Helaka. Przynajmniej ja tak obstawiam. Tych dwóch panów łącza kuce. Helak lubi, Jachymek hoduje. Nie znam bliżej wielkich zasług dla jeździectwa Pana Wojciecha. Być może wystarczy znajomość z Helakiem aby dostać się do władz związkowych. Oczko, rączka, kaszelek i już Pan Jachymek, znany hodowca średniej jakości kucy jest w zarządzie.

To samo dotyczy już ostatniego, nowego członka zarządu. Niejaki Henryk Święcicki. Co on takiego wielkiego dokonał, czym się zasłużył dla sportu aby objąć te stanowisko? Kto to do cholery jest? Czy to ten od Baborówka? No to super się stało, że dostał się na te prestiżowe stanowisko!! W nagrodę, że współtworzy i działa dla dobra prywatnego ośrodka dostał nagrodę w postaci stołka na Lektykarskiej!! Brawo!

80% delegatów to ludzie o mentalności gumofilca, nierozumiejący o czym się do nich mówi i nie są wstanie rozsądnie oceniać jeździeckiej rzeczywistości. Można nimi łatwo manipulować i czarować piękną mową ojczystą. Są jak osoby po leukotomii: chodzą tylko w jednym kierunku, ślinią się, reagują na podniesiony głos i na każde pytanie odpowiadają skinieniem głowy na tak. Bo tylko człowiek z wadami mózgu nie jest wstanie zauważyć co się dzieje w związku za który bierze odpowiedzialność. Czy ci delegaci nie widzą jak rozszarpywane jest polskie jeździectwo? Jaka to do cholery demokracja szanowny Redaktorze Dudek, gdzie zagrożony Prezes poświęca swoich dotychczasowych partnerów i dogaduję się z przeciwnikami tylko po to aby utrzymać stołek? Jaka to lekcja demokracji jeżeli wypycha się na eksponowane stanowiska ludzi z czarnej dziury, którymi potem będzie się łatwo kierowało z drugiego siedzenia? Tak Pan widzisz demokrację w związku? Jeżeli tak Pan postrzegasz demokrację to niestety zaliczasz się Pan do tych 80% delegatów o mentalności obuwia z gumy i filcu.

To co można było zaobserwować na zjeździe to nie jest już śmieszne. Śmiesznie było wcześniej. Były dwie frakcje, pisali listy, oskarżali się nawzajem o zaniechania, wykorzystywali ludzi do swoich interesików a potem ich wypluwali niczym zużytą gumę do żucia, podpierali swoje prawdy wątpliwymi autorytetami. Ogólnie było dość zabawnie. Teraz już tak śmiesznie nie jest bo te dwa destrukcyjne obozy połączyły się w jedność i bądą zarażać reszte zdrowej tkanki, której i tak niewiele zostało. Dżuma połączyła się z cholerą. Tylko czy jeszcze ktoś z nich, miłościwie nam panujących, pamięta po co został powołany PZJ i gdzie w tym wszystkim jest sport, konie i zawodnik?

Drodzy czytelnicy. Patrzcie na ręce tym co doszli do władzy. Szczególnie tym co będą działali z z drugiego rzędu. To oni są beneficjentami obecnej zmiany. Ja osobiście nie chcę takiej Podpory polskiego jeździectwa. Choć z drugiej strony cieszę się z tego, że będę miał o czym pisać przez długi czas.

PS. Jeżeli ktoś się czuję urażony moim artykułem to oznacza, że jest w grupie 80% delegatów o mentalności gumofilca bądź miałeś lobotomie i się ślinisz. Jeżeli nie czujesz się urażony to chciałem Tobie podziękować za odbieranie telefonów w trakcie zjazdu i informowanie mnie co się tam działo. I uśmiechnij się!! Jesteś w gronie 20% delegatów z którymi warto rozmawiać!!

Im się chce… R&S STABLE

Fajnie, że komuś się jeszcze chce. Jeszcze lepiej gdy chce się ludziom młodym i ambitnym. Optymalnie jest gdy dwoje młodych ludzi połączyła pasja do koni, chce im się działać w tej materii, mają doskonałą wiedzę oraz doświadczenie zdobyte poza granicami Polski, świetną predyspozycję do przekazywania swojej wiedzy innym i mają własne miejsce aby  się w tym wszystkim spełniać. Zaraz koś sobie pomyśli, że splot tych wszystkich rzeczy jest niemożliwy do połączenia. Że to się nie zdarza aby młodość połączyć z doświadczeniem, aby chęci i marzenia przekształcić w materie…. A jednak! Oto przykład jak słowo stało się ciałem.

Sebastian Bąk to zawodnik konkurencji skoków przez przeszkody. Przez prawie dekadę kształcił swoje umiejętności jeździeckie poza granicami naszej ojczyzny. Tam, na zachód od Odry,  zdobywał doświadczenie oraz startował z dużymi sukcesami na największych zawodach w Europie m.in. na CSIO5* w Dublinie i tam nabrał tego czego tak niewielu w Polsce ma możliwość poznać : odpowiedniej relacji między zwierzęciem a zawodnikiem. Tysiące godzin przejechanych na klasowych koniach, treningi z doskonałymi trenerami, wiele konkursów przejechanych w spaniałym stylu zaowocowało doskonałą techniką prowadzenia konia (tak rzadką na polskich parkurach) oraz zdobyciem I klasy sportowej przyznanej przez narodową federację Irlandii i potwierdzoną przez federację holenderską i uznaną przez nasz rodzimy PZJ. Półtora roku temu powrócił do ojczyzny i przez krótki moment startował jako zawodnik Vertusa reprezentując ten klub na polskich arenach jeździeckich.

Drugim bohaterem ( a może tak naprawdę pierwszym :-) ) jest Renata Michalska. Doskonała Instruktor jeździectwa z pierwszorzędnym podejściem do swoich podopiecznych. Osoba ciepła, cierpliwa ale wymagająca od swoich dzieciaków pracy na treningach. O jej wiedzy i wysokim poziomie szkolenia świadczą nie tylko zadowolone buzie dzieciaków po każdym treningu ale też medale z każdych zawodów na których się pojawiają. Swoje doświadczenie jako instruktor poszerza poprzez współpracę z takimi polskimi trenerami jak Żaneta Skowrońska, Andrzej Sałacki, Paweł Warszawski oraz uczestnicząc w klinikach takich sław jeździeckich jak Anky Van Grunsven. Wiedza i duża cierpliwość w szkoleniu młodzieży, wiedza praktyczna dotycząca koni ( Pani Renata jest również technikiem weterynaryjnym oraz czynnym zawodnikiem ), doświadczenie jako sędzina w zawodach skokowych to atuty i argumenty dla rodziców by bez lęku oddawać dzieciaki pod jej trenerskie skrzydła. Ta młoda Instruktorka daje 100% pewności, że dziecko zdobędzie doskonałe podstawy do dalszej przygody z jeździectwem.

Co łączy te dwie osoby? Na pewno łączy ich miłość i szacunek do siebie. Na pewno łączy ich wspólna pasja i wizja rozwoju tej szlachetnej dyscypliny sportowej. Chcą działać i robić to profesjonalnie i z głową na karku. Doświadczenie Pana Sebastiana jako klasowego zawodnika oraz doświadczenie Pani Renaty jako bardzo dobrego Instruktora nie wystarczy aby spełniać się zawodowo. Trzeba jeszcze do tego miejsca, gdzie marzenia przechodzą w rzeczywistość. Oni takie miejsce mają.

Kębliny. To tam właśnie spełniają się marzenia.  Nieduża miejscowość położona około 23 km na północ od Łodzi. Doskonały dojazd z każdego miejsca w Polsce. Kiedyś ta miejscowość kojarzyła się z hodowlą koni czystej krwi czyli arabów. Od teraz trzeba kojarzyć to miejsce z jeździectwem i ze sportem na wysokim poziomie. W tym nowym ośrodku jeździeckim gospodarzami i właścicielami są bohaterowie mojego wpisu blogowego : Sebastian i Renata.

Ośrodek w Kęblinach posiada pełną infrastrukturę niezbędną do prowadzenia stajni na wysokim, europejskim poziomie. 8 h przestrzeni dla doskonałego samopoczucia konia robi wrażenie. Cała infrastruktura ośrodka jest doskonała.  52 ( ! ) boksy dla koni, trzy myjki, 5 ( ! )  siodlarni, paszarnie, karuzela, hala do treningów gdy pogoda jest mało sprzyjająca. Dla klientów i gości jest pokoik kominkowy gdzie można się rozgrzać i odpocząć po treningu. Parkur i czworobok zewnętrzny.  Duże i bezpieczne padoki trawiaste to wielki atut tego miejsca nieosiągalny w stajniach położonych blisko miasta. Serwis stajenny na bardzo wysokim poziomie bez dodatkowych opłat. Wszystko co potrzebne do uprawiania jeździectwa jest na miejscu i pod 24 godzinnym nadzorem właścicieli ośrodka. W planach jest budowa jeszcze jednej hali, dodatkowego parkuru i czworoboku kwarcowego oraz organizowanie zawodów jeździeckich. Powoli, powoli ale będzie to ośrodek znaczący na mapie jeździeckiej nie tylko w Polsce.

Drogi Sebastianie i Droga Reniu. Marzenia się spełniają czego najlepszym dowodem jesteście Wy. Życzę wam samych sukcesów w tym ” końskim przemyśle ” oraz dużej satysfakcji z tego czego się podjęliście. To ciężka droga ale nie mam wątpliwości, że zakończona wielkim sukcesem. Powodzenia i trzymam kciuki…. trzymamy kciuki….

Że też im się chce….. :-)

Link do stajni :  https://www.facebook.com/pages/RS-Stable/808621835842574?fref=ts

Bez tytułu

Na dobranoc.

Za parę godzin będzie wszystko wyjaśnione. Jeszcze tylko kilka wieczornych telefonów potwierdzających wcześniejsze ustalenia jak działać na zjeździe nadzwyczajnym, kilka łyków koniaku na uspokojenie nerwów, prysznic wieczorny i do łóżka. Głowa dotyka miękkiej poduszki, oczy zamknięte i zaczyna się w myślach projekcja planu na jutrzejszy dzień. Tak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór w wielu domach delegatów, którzy stoją po dwóch stronach barykady oraz tych co nadal nie wiedzą jak się zachować. I właśnie im dedykuję ten wpis na moim blogu. I mam wrażenie, że jest ich większość.

Dwie strony obecnego konfliktu to kwintesencja głupoty. Jedna i druga strona, czyli obecny zarząd PZJ jak i tzw. puczyści działają na szkodę jeździectwa. Robią to celowo i dla własnych interesów. Jedni i drudzy chcą więcej władzy i wpływu na kształt swiata za który są lub będą odpowiedzialni. Żadna ze stron nie chce odpuścić. Klasyczny klincz dwóch słabych zawodników w ringu, którzy nie mają pomysłu na zakończenie walki. Stoją tak od jakiegoś czasu, ciężko oddychają a publiczność gwiżdże z niezadowolenia. Jedni i drudzy uważają, że ten klincz to ich sposób walki, który doprowadzi ich do zwycięstwa. I tylko kibice widzą jakie to wszystko jest beznadziejne bo z wysokości trybun jest lepsza perspektywa widzenia niż z poziomu ringu. Ci dwaj zawodnicy niszczą to co jest najpiękniejsze w każdym sporcie czyli czysta walka.

Hermanowcy to doskonale znani działacze. Od lat związani z jeździectwem i od lat, a nawet dekad kształtują obraz jeździectwa w swoich okręgach, a czasem i w samej  centrali związkowej. Otoczeni swoimi wazeliniarzami żyją w swoim świecie, który ułożyli pod siebie i swoje małe, prywatne interesy. Niewiele, a czasami nic nie zrobili dla ogółu. Trwają na stanowisku aby trwać i czekają okazji aby wskoczyć o szczebel wyżej w karierze związkowej. Sport jeździecki to tylko tak naprawdę przysłowiowy kwiatek do kożucha. Im chodzi o to aby mieć władze i doić wychudzoną krowę z tego co jeszcze może dać. Drobne cwaniaczki działające na obrzeżach niszowego sportu.

Zarząd PZJ to – jak już pisałem – kłamczuszki. Coś obiecają i nie dotrzymują słowa. Nic nie działa z tego co miało działać. Każda obietnica zmian na lepsze kończy się porażką. Coś zaczynają i nie kończą. Często nawet już działające i wdrażane rzeczy są tragiczne i wsteczne dla jeździectwa. Utopia goni utopie. RioPlus, Skrzyczyński w pierwszej 50 FEI, zmiany w szkoleniu, polityka kadrowa, brak konkursów i przetargów i wszechobecna tajność to zmora obecnej władzy. A miało być wszystko jawne, konsultowane w środowisku jeździeckim i realne w miarę możliwości związku. Głównym osiągnięciem Pana Prezesa Abgarowicza jest doprowadzenie do totalnej polaryzacji środowiska jeździeckiego przy wielkiej pomocy jego popleczników. Przeniósł do naszego sportu to w czym uczestniczy w swoim drugim życiu – a może tak naprawdę w pierwszym – czyli wojnę polsko-polską.

Jedni i drudzy to nie moja bajka. Dwie strony nie walczą na programy bo ich w rzeczywistości nie posiadają. To jest szarpanina bez ideologi, wizji rozwoju, bez możliwości dalszej współpracy dwóch zwaśnionych stron, gdy już kurz po walce ratlerków  opadnie. Oznacza to, że stoimy nad przepaścią i nie ważne, która z frakcji wygranej po weekendowym zjeździe powie : Ale zrobiliśmy wielki krok na przód. Koniec i tak jest oczywisty.

Drodzy delegaci na zjazd nadzwyczajny. Nie patrzcie na swoich szefów okręgu, nie decydujcie poprzez pryzmat listów otwartych pisanych przez zawodników, organizatorów zawodów, byłych prezesów PZJ, właścicieli wpływowych klubów itd. Napisałem komentarz na swoim blogu do wypowiedzi Delegata, który powinien wam przyświecać gdy będziecie głosować. Rozejrzyjcie się po sali, popatrzcie na twarze ludzi, którzy siedzą wokół was. Zastanówcie się czy nie ma lepszego kandydata niż ci którzy firmują dwie strony konfliktu? A gdy już przyjdzie czas na oddanie głosu, a wy nadal nie będziecie wiedzieli jak się zachować to…. zachowajcie się przyzwoicie. Dla dobra naszego sportu.

List Pana Szczypiorskiego.

Pan Szczypiorski przemówił. Długo pisał. Na stronie pomorskiego WZJ można to przeczytać. Zapraszam do lektury.

http://www.pomorskizj.pl/

 

Tajne przez poufne.

Oto dokumenty, które tak rozpalają jeździecki świat. Tak tajne i poufne, że nikt tego nie chce opublikować. A ja to udostępniam. Zapraszam do wnikliwej lektury i na zimną analizę  zarówno protokołu Komisji jak i odpowiedzi Zarządu. Dziecinada, która pokazuję jak nisko upadło jeździectwo i jacy ludzie rządzą w tym sporcie. Miłej lektury.

 

Kontrola Rady PZJ 2014

Odpowiedź Zarządu PZJ na Protokół Kontroli Doraźnej Zespołu Rady PZJ

 

Głupich nie sieją.

Już miałem pisać kolejny wpis na blogu o tym co się będzie działo na walnym zebraniu w PZJ, a tu taka wiadomość. Nim temperatura polityczna w związku doszła do czerwonego pola cały misterny plan puczu w PZJ  się zebździał. A miało być tak ciekawie i burzliwie. Abgarowicz miał z hukiem odejść wraz z zarządem, WZJ i ich miłościwie panujący baronowie przesunąć się znacznie w stronę władzy, a wszystko to miała firmować urocza twarz Marka Szewczyka. Już wszystko było ustalone, etaty rozdane, rozmowy poufne wykonane, szampan kupiony…… Ale się wszystko zesrało i teraz śmierdzi przeokropnie w całym środowisku jeździeckim.

Pana Marka Szewczyka jako człowieka szanuje. Gorzej jest z tym szacunkiem gdy sprawy zachodzą o sprawy końskie. Doceniam jego wielką wiedzę dotyczącą jeździectwa, kto i kiedy startował i na jakim koniu, w którym roku i gdzie odbywały się ważne zawody, po kim jest dany koń i ile zarobił w swoim sportowym życiu pieniędzy dla swoich właścicieli. Na pewno zna dobrze polskie jeździectwo. Przez długi okres był blisko związkowej wierchuszki. Zna dobrze korytarze i zakamarki tego kurnika na Lektykarskiej. Był też związany z Legią na Kozielskiej oraz organizował zawody. No i był naczelnym Świętej Pamięci pisma Koń Polski. Jednym słowem wie o co chodzi. Ale czy aby ma intuicję i predyspozycje do bycia na szczycie polskiego jeździectwa?

Wiedzę jaką posiada Pan Szewczyk to wiedza niezbędna do pracy jako dziennikarz i komentator. Na polskie jeździectwo patrzy przez pryzmat zamierzchłej, Szczypiorskiej perspektywy. Tam się odnajduje i tam ma swoje miejsce. I tam ma swoich przyjaciół, którzy zrobili z niego klasycznego wała. Wystawili go na pośmiewisko całego jeździeckiego świata oferując mu stanowisko Prezesa PZJ.

Nie mam pojęcia dlaczego Pan Marek tą propozycje przyjął i to tak bez refleksji? Bez programu, bez wizji zmian na lepsze w polskim jeździectwie, bez oficjalnego zaplecza intelektualnego? Bo program kandydata Szewczyka na Prezesa miał być podany za pięć dwunasta, wizja polegała na polemice z Abgarowiczem w internecie, a zaplecze intelektualne, choć wszyscy wiedzieli kto za tym stoi, nie było podane oficjalnie. Pan Marek Szewczyk ma nauczkę za swoją głupotę. Ci co go wrobili w ten szlam to stare cwaniaki, dbający o swoje prywatne interesy To nie Helak, Kaźmierczak, Kaliszuk czy inny dziadyga z Mazowsza będzie synonimem głupoty. Firmować głupotę będzie twarz Pana Marka Szewczyka. Szkoda, bo to miła twarz.

Wygranym w tym sporze jest Abgarowicz. Przynajmniej tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Wygrał bitwę ale nie wojnę. Puczyści nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w tym sporze. Nowa strategia, już bez Marka Szewczyka jest taka aby zostawić obecnego Prezesa na stanowisku i otoczyć go wianuszkiem zaufanych ludzi z Hermanowa. Będzie to bardzo trudne, bo Zarząd upublicznił finanse PZJ wytrącając główny argument puczystów z ręki czyli brak kasy. Z oficjalnego pisma wygląda na to, że finansowo nie jest źle. Poczekamy, zobaczymy.

Będzie można oglądać on-line zmagania dwóch frakcji w trakcie walnego zgromadzenia. Dwóch karłów na glinianych, krótkich nóżkach będzie ze sobą walczyło na podupadłej arenie polskiego jeździectwa. Kto wygra? Zobaczymy. My możemy kibicować albo dżumie albo cholerze. Na razie innego wyboru nie mamy.

 

 

Harce w kojcu

Kolejne przemyślenia stałego współpracownika bloga czyli Łyska z pokładu Idy. Zapraszam do bardzo ciekawej lektury.

 

Zaczynają się igraszki przed walnym zgromadzeniem PZJ, Pan Marek Szewczyk aspirujący do stanowiska podgryza i obszczekuje Pan Prezesa. Ten mimo zatrudnienia „tuzów” marketingu i pr’u wdaje się z Panem Szewczykiem w pisemna pyskówkę pisząc kolejny list otwarty opublikowany na stronie PZJ http://pzj.pl/sites/default/files/plikoteka/List%20Prezesa%20PZJ%20L.A.pdf, w którym odnosi się „merytorycznie” do zarzutów Pana Szewczyka. Niestety ujadanki Panów sprowadzają się do insynuacji Pana Szewczyka i nieudolnych ripost Pana prezesa. A zatem przeanalizujmy co też Pan Abgarowicz napisał w swoim liście:

- Ile przekazali (lub przekażą, jeśli jeszcze pełne rozliczenie nie nastąpiło) na konto PZJ trzej sponsorzy, których logotypy są zamieszczone na stronie internetowej PZJ: Bank Pocztowy, Andrewex oraz IDS Bud.

- Od uruchomienia strony do chwili obecnej wpływy z wszystkich reklam publikowanych na stronie www wyniosły 293.970,00 zł brutto. Kwotę tą należy pomniejszyć o około 50.000,00 zł brutto – koszt usług dodatkowych świadczonych na rzecz reklamodawców.”

Zacznijmy od kwoty 293 970 złotych za reklamę na stronie internetowej PZJ. Standardową formą rozliczeń za reklamy w internecie jest tzw. CPM, czyli cost per mila, co oznacza nie mniej ni więcej koszt pokazu reklamy 1000 odbiorcom. Średni koszt reklamy banerowej w polskim interencie to nie więcej niż 20 zł za CPM. Co oznacza, że kwota 293 970 zł powinna odpowiadać ponad 14 i pół miliona wyświetleń reklam na stronie pzj.pl. Załóżmy że średnio na stronie widnieją 3 reklamy, co by oznaczało, że strona od momentu powstania wygenerowała prawie 5MILIONÓW odsłon, to wynik jakiego nie powstydziłby się Pudelek.pl, czy inny serwis. Przypominam, że w Polsce jest poniżej 25 milionów osób korzystających z internetu. Niestety nie są dostępne informacje o zasięgu i liczbie odsłon na stronie pzj.pl, jednak wg. serwisu alexa.com strona pzj.pl jest na miejscu 22100 pod względem popularności.

Kolejne wątpliwości budzi kwota 50 000 zł przeznaczona na „koszt usług dodatkowych świadczonych na rzecz reklamodawców”. Świat reklamowy pod względem swojego zepsucia nie różni się tak bardzo od świata końskiego, dlatego brak szczegółowego wyjaśnienia na co została przeznaczona ta nie bagatelna kwota budzi spore wątpliwości co do uczciwości intencji na jakie została przeznaczona.

Zagłębiając się dalej w list Prezesa można znaleźć kolejny smaczek:

- Umowy z TVP opiewały łącznie na kwotę 236.000,00 zł netto. Jest to jednak tylko część kosztów związanych z programami TV. Poza tym PZJ musiał ponieść koszty scenariuszy, grafiki telewizyjnej, czołówek, tyłówek, przemazów, produkcji felietonów i reportaży oraz zwiastunów.”

Zajmuję się produkcją telewizyjną od 10 lat i nie ukrywam, że otrzymanie takiej kwoty na produkcję „przemazów” ustawiłoby mnie na długi czas. Ale merytorycznie, koszt przygotowania oprawy graficznej (w tym „przemazów”) do programu to kwota poniżej 5 000 zł, scenariusz w takim wypadku pisze się sam, bo wynika z planu zawodów, puste miejsca wypełnia się felietonami, reportażami i wywiadami (wszystko realizowane na miejscu pod czas zawodów tą samą ekipą, która realizuje wydarzenie), tyłówka to nic więcej jak wciągnięty plik tekstowy z listą płac emitowany na koniec programu…

W dalszym etapie jest mowa to transmisji z CSIO Sopot „- Nigdy nie oczekiwaliśmy od Hipodromu Sopot wpłaty 270 tys. zł. Na kwotę 261 tys. zł opiewał przedstawiony Hipodromowi kosztorys produkcji i emisji telewizyjnej CSIO, który mieliśmy współfinansować. Koszty tej produkcji były szczególnie wysokie (np. znacznie ponad połowę wszystkich kosztów TVP, które należy powiększyć o VAT) ze względu na (między innymi) produkcję sygnału w HD oraz równoległą transmisję 2 różnych programów dla FEI i na anteny TVP SA.”

Sygnał HD produkuje się w pewien magiczny sposób, a mianowicie przyjeżdża się wozem transmisyjny wyposażonym w tę technologię… I owszem jest to droższa usługa ale dość powszechna od mniej więcej 6 lat. Aby realizować równoległa transmisję dla FEI należy podłączyć do wozu dodatkowy kabel oraz ew. wynająć oddzielnego prowadzącego ze znajomością języków na potrzeby tej transmisji.

Ostatnim punktem listu Pana Prezesa jest kwestia wzrostu wynagrodzeń w PZJ za jego kadencji:

„Czy to prawda, że obecny fundusz wynagrodzeń PZJ wynosi miesięcznie 116 tys. zł? Ile osób pobiera wynagrodzenie z kasy PZJ? Dla porównania, w końcu 2012 roku, a więc za „panowania” prezesa Marcina Szczypiorskiego, ów fundusz wynosił 63 347 zł, a na liście płac było 13 osób.

- Nieprawda. W momencie zmiany Zarządu (listopad 2012) fundusz płac wynosił 77.341,80 zł tak zwanego „dużego brutto” ( z wszystkimi kosztami pracodawcy) i na liście płac było 13 osób. Obecnie fundusz ten wynosi 112.870,80 zł, a na liście płac znajduje się 17 osób. Wiąże się to z nowymi kompetencjami (m. innymi marketing, informatyka), które PZJ musiał rozwinąć.”

Oznacza to, że nowo zatrudnione osoby zarabiają średnio 8 882,25 zł brutto, przy średniej warszawskiej 6 000 zł brutto (http://finanse.wp.pl/kat,1013819,title,Zarobki-w-Warszawie-i-okolicach,wid,16432519,wiadomosc.html?ticaid=113b25). Dodatkowo chciałem przypomnieć, że w poprzednim liście Pan Prezes pisał, iż Pan Wawrzyniak zarabia tylko 5,5 tysiąca na rękę (http://www.swiatkoni.pl/media/news/attachments/List_Prezesa_PZJ_do_%C5%9Brodowiska_je%C5%BAdzieckiego.pdf), czyli niecałe 7 800 zł brutto. Zatem, któraś z nowo zatrudnionych osób zarabia około 10 000 zł…

 

 

Nie zarzucam Prezesowi złych intencji ale wydawanie z siebie kolejnych nieprzemyślanych listów otwartych tylko podważa jego stanowisko przed zbliżającym się walnym zgromadzeniem, które formalnie ma charakter sprawozdawczy ale jak już wszyscy podejrzewamy, ba a nawet jesteśmy prawie pewni, będzie miało charakter wyborczy.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.