Mistrzostwa Polski NIE POWINNY BYĆ ORGANIZOWANE W WARCE!

Kolejny list od niezawodnego….hmmm no właśnie?…..czytelnika bloga?…… współprowadzącego bloga?…. chyba można nazwać Wnikliwego Obserwatora Jeździectwa. Jak zawsze ciekawy i konkretny. A więc zapraszam do lektury bo opisuję on na czym polega elementarz promocji imprez sportowych. Może Pan Wawrzyniak się czegoś więcej nauczy z tego wpisu niż to co udało mu się przyswoić gdy obmyślał strategię sprzedaży kefiru w spółdzielni mleczarskiej.

Drogi Koniu,

 

To już trzeci list do Ciebie, co zaczyna czynić mnie stałym współpracownikiem, a że widać letnie lenistwo dopadło i Ciebie (sądząc po liczbie wpisów) to pomogę Ci w utrzymaniu czytelnikówJ

Kierowany próżnością zaszedłem ostatnio na blog Pana Marka Szewczyka (hipologika.pl), gdzie w jednym z ostatnich wpisów komentuje on pozytywnie mój poprzedni list do Ciebie (http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=42).

Gdy już nasyciłem swoją próżność zabrałem się za czytanie tego interesującego bloga (mam nadzieję, że nie jesteś zazdrosny KoniuJ). Moją uwagę przykuł artykuł pt.: Transparentność w PZJ (http://hipologika.pl/modules/news/article.php?storyid=41) odnoszący się do przyznaniu bez przetargu stadninie Sielanka w Warce organizacji Mistrzostw Polski przez najbliższe 5 lat. Pan Marek przedstawia następujący hipotetyczny argument Prezesa Abgarowicza za wyborem tej lokalizacji:

„Z jego (Prezesa Abgarowicza) publicznych wypowiedzi można wysnuć wniosek, że jego rozumowanie wyglądało mniej więcej tak: Mistrzostwa Polski powinny się odbywać nie gdzieś w Polsce, a w Warszawie, a więc tam, gdzie koncentruje się wielki biznes, gdzie swoje siedziby mają największe firmy, gdzie najłatwiej o dużych sponsorów. Ponieważ w samej Warszawie nie ma teraz miejsca, gdzie można by organizować MP, a Warka jest najbliżej, więc padło na nią. W interesie PZJ jest, aby MP były właśnie tam, a więc trzeba w tym wypadku odstąpić od przetargu i mistrzostwa przypisać do wybranego przez nas (zarząd PZJ) miejsca w drodze wskazania.”

 

Od ponad 15 lat zajmuję się organizacją imprez kulturalnych i sportowych, w tym także, a może w szczególności, pozyskiwaniem na te imprezy sponsorów. Dlatego uważam, że błędniejszej niż powyższa logiki być nie może. Bo ze względu właśnie na sponsorów i popularyzację jeździectwa Mistrzostwa Polski NIE POWINNY BYĆ ORGANIZOWANE W WARCE! A skoro poszedł już capslock to nie pozostaje nic innego jak przedstawić argumenty jakie skłaniają mnie do tak stanowczej postawy.

 

Pierwszą i najważniejszą zmienną, która jest ważna dla sponsora każdej imprezy to szansa na możliwie największą widownię. Aby było dużo ludzi na trybunach muszą oni mieć skąd przyjść lub przyjechać. Nie wiem czy Prezes zakładał, że Warszafka masowo wsiądzie w samochody i przyjedzie do Warki? No bo wszak nie mógł liczyć na to, że miasto mające niecałe 12 tysięcy mieszkańców wybierze się w całości na Mistrzostwa Polski. Sam jadąc na finał MP widziałem wielu Warczan, którzy nic sobie nie robili z odbywającej się pod bokiem prestiżowej imprezy sportowej i spokojnie sączyli piwko na ławce pod Biedrą. Co więcej w Warce i okolicach, prócz Sielanki, trudno znaleźć jakąś stajnię sportową, czy nawet rekreacyjną. Więc naturalne źródło kibiców w postaci tysięcy dziewczynek i ich rodziców nie tylko wyschło, ale nigdy go w Warce nie było.

 

Kolejną rzeczą, na którą zwraca sponsor uwagę jest wsparcie medialne i promocja imprezy w miejscowości, w której się ona odbywa. Przejeżdżając przez Warkę nie widziałem nawet jednego marnego billboardu promującego najważniejsze wydarzenie w Polskim kalendarzu jeździeckim. Ale nie w tym rzecz, bo choćby nawet na każdym rogu i na każdym domu w 12 tysięcznej (będę tę cyfrę jeszcze często powtarzać) Warce pojawiły się największe możliwe billboardy promujące imprezę oraz sponsora, to wartość dla tegoż mają one taką jak jedna tablica reklamowa na warszawskim Tarchominie, czy gdańskim Jelitkowie. Bo zwyczajnie zbyt mało ludzi zobaczy, że producent ekskluzywnych zegarków, butów, czy innego badziewia jest sponsorem tej prestiżowej imprezy.

 

Prócz masowości widowni i masowości komunikacji nie możemy zapominać, że sponsor też jest człowiekiem i każdą sponsorowaną przez siebie imprezę traktuje jako miejsce rozrywki i integracji dla swoich znajomych lub pracowników. Niestety 12 tysięczna Warka nie jest w stanie zapewnić wieczorami po zawodach nic więcej prócz skromnej ławki pod Biedrą, która jest zajęta przez stałych gości.

 

Dlatego jeśli chcemy aby jeździectwo w Polsce się rozwijało i popularyzowało, i jeśli chcemy aby imprezy rangi Mistrzostw Polski miały adekwatną oprawę to powinniśmy je organizować w możliwie największych miastach, które są w stanie zapewnić tysiące widzów oraz odpowiednią promocję i rozrywkę dla sponsorów. Są w Polsce przynajmniej 2 hipodromy, które spełniają te wymagania, a jednocześnie mogą zapewnić najwyższy poziom sportowy rozgrywanych zawodów; piszę tu o Woli w Poznaniu i Hipodromie Sopockim, do których sponsor z dowolnego miejsca w Polsce ma łatwy i szybki dojazd, a nawet dolot samolotem, bo do 12 tysięcznej Warki może się on jedynie tłuc droga wojewódzką (nawet nie krajową) numer 731 .

Oczywiście marzyłoby się by impreza najwyższej rangi odbywała się w Warszawie, ale miasto to nie inwestuje w sport jeździecki, mimo że ma prawdopodobnie największy odsetek stajni na jednego mieszkańca, a jedyny klub, który ma odpowiednie tereny do przeprowadzenia takiej imprezy jest od lat fatalnie zarządzany i jego zdolności organizacyjne są adekwatne do rozpadającej się infrastruktury.

 

Jedynym wytłumaczeniem kuriozalnej decyzji PZJ o przyznaniu Sielance organizacji Mistrzostw Polski może być wiara w to, że w ciągu pięciu lat ludzkość nie tylko wynajdzie teleportację ale i stanie się ona masowym środkiem komunikacji, czego sobie i PZJotowi życzymyJ

Łysek z pokładu Idy

Ja ze swojej strony muszę powiedzieć, że faktycznie Leń na Maxa mnie złapał. Na szczęście jest ktoś kto nadrabia za mnie wakacyjne lenistwo. Dużo się działo a ja tego nie opisywał. Obiecuje to nadrobić bo wena twórcza wraca….powoli, powoli ale wraca!! Ach…. byłbym zapomniał! też pozdrawiam Kolegę po blogu czyli Pana Marka Szewczyka ;-) pzdr. KK

Był sobie handlarz…..

Oto kolejny list do redakcji doskonale opisujący realia jeździeckie. Szkoda, że ja tego nie napisałem…….

Był sobie handlarz….

Świat koni to świat wielkich pieniędzy, bo wszystko jest drogie począwszy od treningów, przez sprzęt i utrzymanie konia. Ale najdroższy jest sam koń. Każdy, kto kiedyś spędził wakacje na wsi wie, że prócz krasuli jest zawsze nieodłączna gniada lub siwek. I każdy myśli, że gdy jego dziecko zaczyna jeździć to wystarczy ze wsi przywieźć takiego siwka i hej do przodu na przeszkody, jak Wojsko Polskie na germańskie czołgi z szablami szło… porównanie nie bez kozery bo taki siwek ma się tak do konia sportowego jak szabelka do Tiger’a.

Gdy już to nam zostanie uświadomione zaczyna się proces poszukiwania i sprzedawania nam, a kupowania przez nas konia sportowego i tu opowiem historię pewnego handlarza, a właściwie koni, które ten handlarz sprzedał swoim podopiecznym. Imiona koni zostały zmienione.

Don Juan:

Bogaty jeździec o miernych umiejętnościach za namową trenera zmienia konia co 2 lata. Trzeba mu oddać honor, że konie po zakończeniu katorżniczej pracy pod ciężką ręką i latającą dupą pana Bogacza trafiają na łączkę lub do nowych właścicieli, u których mogą dojść do siebie po Gułagu jaki przeszły. Więc gdy przyszedł czas na zmianę, panu Bogaczowi zostały zaprezentowane konie z czołówki światowej, no dobra polskiej, no dobra nie oszukujmy się nawet nie z czołówki, a przynajmniej nie sportowej za to cenowo mieszczą się w topie. I tak pan Bogacz kupił Don Juana, a Don Juan kosztował tyle co nowe BMW serii 5. Gdy już taka kasa poszła pan Bogacz nie mógł się doczekać i wystartował w pierwszych nadchodzących zawodach. Wysokość parkuru była nie bagatelna, bo przeszkody sięgały 100 cm J. I tu niestety para Don Juan i pan Bogacz stały się pośmiewiskiem widowni. Biedny Don Juan robił co mógł starając się zareagować odpowiednio na sprzeczne sygnały pana Bogacza! No jak biedne zwierzę ma zrozumieć jednoczesne szarpanie za pysk, i ucisk ostróg połączony z batem?…

Cóż pan Bogacz miałby więcej satysfakcji z jazdy konnej, gdyby góry pieniędzy, które wydaje na zakup „topowych” koni przeznaczył na TOPOWEGO trenera, który nawet z jego drewnianego cielska wykrzesałby jakąś krztynę umiejętności.

Lovely:

Tu historia jest jeszcze piękniejsza bo Lovely to sławny koń z wynikami, startujący pod jednym ze szpicy polskich rajtrów (co by to nie miało znaczyć J). Lovely w momencie prezentacji konia bogatej mamie i najaranej jak szczerbaty na suchary małolacie, był zdrowym, w pełni sił, pięknie prezentującym się koniem. Gdy mama dogadała się ze sprzedawcą koń został przywieziony ze stajni macierzystej do swojego nowego domku. Jednak nim trap koniowozu zdążył dotknąć ziemi sprzedający uznał, że koń jest wart o 20% więcej niż się wcześniej z kupującą umówił. Co miała biedna matka zrobić, gdy jej dziecko miłującymi oczami na konia patrzyło. Zapłakała i zapłaciła. Ale i tu wynagrodzenie handlowca też skoczyło o 20%, bo ten nie poczuł się odpowiedzialny za doprowadzenie transakcji do finału zgodnie z wcześniej ustalonymi warunkami. A kwota za konia była nie bagatelna. A gdy zwierzę takie cudowne i z takimi wynikami sportowymi to tylko cmokać i cmokać. I tak też cmokała pani weterynarz, nie robiąc Lovely zdjęć kolan –wszak koń młody i nic mu nie jestJ. Nie minął kwartał gdy Lovely zaczął niknąć w oczach, najpierw zniknął mu zad, potem zaczął kuleć… Na interwencję u sprzedawcy, kupująca usłyszała, że to wina treningu, a nie konia – bo w momencie sprzedaży koń był TipTop. I tu też handlowiec nie poczuwa się do winy, choć w końcu nie tylko jest pośrednikiem ale i trenerem…

Ferrari:

Z Ferrari to jeszcze inna historia. Ferrari to piękny kary koń. Jest wielki i dostojny. Został zaproponowany dziewczynce przechodzącej z kuca na dużego konia. Taka zmiana jest zawsze kluczowa w karierze sportowej bo de facto oznacza, że zawodnik zaczyna się uczyć od nowa jazdy konnej.

Ferrari to wg. handlarza idealny koń dla dziecka, bo „samograj”! Właściwie nie trzeba na nim trenować, wystarczy startować w zawodach bo Ferrari sam idzie na przeszkody… Czyli pięknie bo dziecko zachwycone, rodzice nadziani więc za Ferrari płacą jak za zboże, a właściwie jak za 200 ton pszenicy. Handlowiec-narajacz dostaje z tego 20 ton pszenicy, za swoja „ciężką pracę”. Handlowiec nie bierze odpowiedzialności za dostarczony towar, bo kupujący kupił, a sprzedający sprzedał…

Handlowiec tylko zapomniał wspomnieć, że Ferrari ma dwie wady:

1. Był jeżdżony „po polsku”, czyli ogień bat i ostrogi i pędem na przeszkodę, a jak już skoczy to zawodnik staje w strzemionach i całą siłą ciągnie Ferrari za pysk… Taka „technika” może działać w seniorskim sporcie, ale w przypadku sportu dzieci, trudno oczekiwać aby nastoletnia drobna dziewczynka miała tyle pary w rękach i nogach co stary wyga startujący w dużych konkursach od dwóch dekad.

2. Ta wada jest trochę poważniejsza – bo zdrowotna, a mianowicie Ferrari ma zniszczone trzeszczki. Jest to bagatelizowane przez handlowca, bo trzeszczka to taki mały element kopyta (można zobaczyć tutaj http://konskiezycie.files.wordpress.com/2012/09/trzeszczki.jpg). Niestety ten malutki kawałek kopyta stanowi o tym czy koń może chodzić i skakać, czy też jedynie może kulejąc powłóczyć nogami.

Ale jak to się mówi widziały gały co brały, kupujący zapłacił, sprzedający przyjął pszenice, a handlowiec dostał swoją działkę, bez ponoszenia odpowiedzialności za sprzedaż wadliwego (czytaj chorego) konia.

Niestety takich handlarzy jak ten opisany powyżej jest w Polsce dziesiątki i rocznie sprzedają oni setki chorych, kontuzjowanych i drogich koni, nie ponosząc odpowiedzialności ani przed nabywcami, ani przed prawem za swoje „usługi”. Czy można się przed nimi bronić? Owszem! Oto cztery podstawowe zasady –ZBTG:

Z – zdrowy rozsądek: czy dziecko powinno jeździć pod koniem, który był dosiadany przez „doświadczonego” seniora? NIE!!! Różnica wagi, siły i umiejętności jest na niekorzyść dziecka! Czy dziecko potrzebuje konia, który startuje w konkursach 130+? Rzadko! Dzieci startują na ogół max 120, a dobrze trenowany przeciętny koń w naturalny sposób powinien skakać 110. Dzieci nie muszą od razu skakać Wielkich Rund! Muszą się nauczyć podstaw (dosiad, równowaga, nie przeszkadzanie koniu podczas skoku), a te podstawy można i powinno się opanować na niższych przeszkodach. Czy wysoka cena konia jest wprost proporcjonalna do jego umiejętności sportowych i zdrowia? Nie! Powyżej opisałem przykłady negatywne, zaś przykładem pozytywnym jest koń Wojciecha Dahlke, na którym startuje on konkursy klasy GP a koń kosztował tyle co czerwony Lanos na gaz.I za takie podejście do koni należy się duży szacun dla całej rodziny Dahlke.

B – badania. NIGDY NIE WIERZ SPRZEDAWCY! Zawsze trzeba zrobić pełne badanie konia! Nawet jeśli koń jest młody i nie startował to trzeba pamiętać, że koń spędził jako źrebak rok do dwóch na padokach z innymi źrebakami, gdzie codziennie bawił się ale i też walczył o swoją pozycję w stadzie. Dlatego nawet koń, który nie trenował, nie startował w zawodach może mieć urazy, które eliminują go ze sportu. Nawet jeśli koń kosztuje niewiele, nawet jeśli badanie jest droższe od samego konia to warto je zrobić, bo koszty leczenia w przyszłości mogą nas niemile zaskoczyć, a wtedy będzie już za późno.

T – trener. To najtrudniejsza część układanki. W doborze konia powinien pomóc nam trener, niestety często jest on handlarzem-pośrednikiem, a zatem w naturalny sposób reprezentuje interesy bardziej sprzedawcy niż nasze. Dlatego zawsze powinniśmy go spytać „Czy bierze odpowiedzialność za wybranego konia?”. Jeśli TAK i chce za to otrzymać wynagrodzenie, to bezwzględnie powinniśmy z trenerem podpisać umowę. Raczej nie będziemy mogli wymóc na trenerze odpowiedzialności za całą kwotę umowy, ale możemy zastrzec sobie, że prowizja za pośrednictwo ulega bezwzględnemu zwrotowi jeśli w ciągu 12 miesięcy u konia zostaną wykryte wady, które eliminują go ze sportu i treningu na dłużej niż 2 miesiące.

G – gwarancja. To rzecz nieznana i niespotykana w Polsce ale będąca standardem w Europie. Kupujący zastrzega sobie prawo bezwarunkowego zwrotu konia w ciągu 12 miesięcy w razie wykrycia wad, które eliminują konia ze sportu i treningu. Oczywiście w warunkach Polskich 12 miesięczny okres gwarancji jest trudny do uzyskania, ale choćby 3 miesiące, które uzyskamy w umowie pozwolą nam uniknąć losu nabywców Lovely.

Zdrowy Rozsądek, Badania, Trener i Gwarancja to nie gwarancja ale podstawa, że nie zostaniemy oszukani!

Selekcjoner

A jednak stało się. Pan Zbigniew Kaczorowski został selekcjonerem kadry narodowej skoczków. To co było ustalane na spotkaniu w trakcie trwania Cavaliady warszawskiej przeistoczyło się w czyn. Czy jest to dobry wybór dziadków z Lektykarskiej pokażą wyniki, dobór zawodników kadrowych oraz, jak zwykle w takich wypadkach, czas. Jednak ja mam pewne przemyślenia na temat tej nominacji. I wcale nie są one in plus dla Pana Kaczorowskiego.

Na pewno Kaczorowskiemu nie można zarzucić braku wiedzy. Jest trenerem z “ papierem “ czyli skończył edukacje na AWF-e Warszawskim, ma doświadczenie pracy za granicą, sam był zawodnikiem, a już jako trener pracował w klubie “ Garo “ przez chyba 12 lat albo ciut dłużej. Na pewno nie jest to typowa w Polskich warunkach droga kariery, szczególnie, że większość trenerów, jak to kiedyś napisałem, zdobywała wiedzę machając widłami przy końskim gnoju….. aż pewnej nocy nagle i niespodziewanie otrzymywali Dar od Boga i stawali się znanymi trenerami. Tak więc niby wszystko jest w porządku, niby wiedza merytoryczna jest u tego Pana, predyspozycje intelektualne do wykonywania tego zawodu są……ale coś tu nie gra.

Po pierwsze to sama nominacja jest trochę śmierdząca. Jak zwykle PZJ nie dał szansy na wyłonienie w cywilizowany sposób selekcjonera kadry. Nadal się to odbywa w kazamatach, po cichutku i w bardzo wąskim gronie. Nie wiadomo jakimi kryteriami posługiwał się zarząd ( czytaj Abgarowicz i Wawrzyniak ) i jakiego klucza użył aby właśnie Kaczorowskiego nominować na te prestiżowe stanowisko? W tej kwestii odpowiedzi ze strony związku są lakoniczne i nieprzekonujące. Jednym słowem kolesiostwo.

Po drugie to : nominacja ta oznacza, że PZJ nie ma już pieniędzy na lepszego szkoleniowca. Inaczej to ujmę : PZJ ogólnie nie ma pieniędzy!! Szczypiorski odchodząc zostawił 200 000 zł w kasie związku na plusie. Obecnie w związku jest 590 000 zł ale na minusie. Owszem, były dwie odprawy m.in. Pana Szczypiorskiego po ok. 120 000 zł, dofinansowanie zawodów itd. Ale co się dzieje z resztą pieniędzy? Szczególnie, że przecież jakieś marne bo marne ale dofinansowanie z Ministerstwa Sportu chyba było, opłaty za licencje konia i zawodnika wpływają, organizatorzy zawodów też coś tam płacą….. Prawie dwa lata działalności nowego zarządu a tu nie ma kasy na dobrego szkoleniowca i trzeba było powołać kolegą z zarządu? No to gratuluję rozrzutności pieniędzy i marnowania ich na tworzenie nowych stanowisk w PZJ oraz na projekty tak utopijne jak ukochane przeze mnie RioPlus i Jarosław Skrzyczyński w 50 FEI. O zatrudnianiu zewnętrznych firm, które miały wypromować markę PZJ już nie wspomnę. Nominacja Pana Zbigniewa to jest zamiatanie problemu finansowego pod dywan. Proste rozwiązanie aby żaden obcy trener nie wykłócał się o pieniądze na kadrę.

Po trzecie to Pan Zbyszek nie będzie długo ocieplał fotela selekcjonera. Nie wiem czy przez swoje słoneczne okulary nie zauważył, że staje się marionetką w rekach dwóch macherów związkowych, którzy pięknie to rozegrali. Pani Słowik dostała ciepłą posadkę w Książu za bycie bierną albo dyspozycyjną w sprawach związkowych, Kasztelan to człowiek Kaliszuka, totalnie podległy wobec duetu A-W. Jak już wyląduję na ziemi z orbity okołoziemskiej robi co mu każą i się cieszy niczym dziecko na karuzeli. No i teraz Kaczorowski dostaje stanowisko trenera kadry narodowej. Wdzięczny jest zapewne za nominacje jak cholera tylko nie zdaję sobie sprawy, że za jego plecami stoi już….Szaszkiewicz. Wyników sportowych na 100% nie będzie miał i dlatego, za jakiś czas, zarząd odwoła Kaczorowskiego i zmarginalizuje jego osobę w związku i w środowisku jeździeckim. Oznaczać to będzie koniec kariery związkowej Pana Kaczorowskiego. I w takich okolicznościach przyrody na scenę wejdzie zbawca Polskiego Jeździectwa Pan Hubert Szaszkiewicz i będzie naprawiał polskie jeździectwo, które tak zniszczył poprzednik. Już oczyma wyobraźni widzę te medale i huczne powitania polskich skoczków i trenera kadry narodowej po IO w Brazylii. Tłumy na lotnisku im. Chopina śpiewają Mazurka Dąbrowskiego i wynoszą z hali przylotów naszych herosów na rękach….

Po czwarte i ostatnie to sprawa “ Garo “. O pracy i zakończeniu współpracy między właścicielami tego zasłużonego klubu jeździeckiego a Panem Kaczorowskim jest dużo niedomówień i spekulacji. Na pewno te plotki ( prawdy ? ) nie ułatwiają budowaniu pozycji selekcjonera wśród zawodników kadry narodowej. Ta sprawa ciągnie się za Panem Zbigniewem już parę ładnych lat. Co prawda właściciele “ Garo “ nigdy nie wypowiadali się na ten temat w sposób krzywdzący dla nowego selekcjonera, ale coś jest na rzeczy bo ta sprawa wciąż żyje i rozbudza emocje. Ta sprawa może być wykorzystana przeciw Panu Zbigniewowi, gdy przyjdzie czas na zmianę selekcjonera…..

Nie ma szans na sukces w tym wydaniu i z tymi ludźmi. Zaproszenie Pana Mrugały i Bobika do współpracy przy kadrze seniorów to jakaś farsa i pierwsza duża wpadka Kaczorowskiego. Z niecierpliwością czekam na następne propozycje i ruchy nowego selekcjonera. Zapewne nie będę czekać długo, co oznacza, że tematów na bloga mi nie zabraknie. Szczególnie, że Pan Szaszkiewicz już się czai za rogiem na stanowisko po Kaczorowskim…… Będzie się działo.

Zaklinanie rzeczywistości

Myślałem, że sprawa odwołania trenera kadry narodowej Pana Rudigera Wassibauera przejdzie bez echa. Ot, kolejna zmiana na stanowisku trenerskim jakich w zwiazkach sportowych jest co niemiara. No może troche wzburzy się forum dyskusyjne na portalu Świat Koni, zostanie wymienionych pare mocniejszych słów i sprawa ucichnie niczym Palikot po wyborach do Parlamentu UE. Wszystko na to wskazywało, że tak będzie aż do dnia 10 czerwca. Tego dnia ukazał się list otwarty Prezesa Agro-Handlu Pana Jana Ludwiczaka do zarządu PZJ. List krótki za to rządający cofnięcia decyzji o odwołaniu dotychczasowego menadzera kadry. Pozwole go sobie przytoczyć w pełnej formie :

Do Prezesa Zarządu PZJ Pana Łukasza Abgarowicza

Do Zarządu Polskiego Związku Jeździeckiego w Warszawie

W związku z wielkim poruszeniem wśród zawodników dyscypliny: skoki przez przeszkody wywołanym odwołaniem trenera kadry Pana Rudigera Wassibauera i zwróceniem się do mnie zawodników stowarzyszonych w Klubie Jeździeckim Agro-Handel Śrem, jak i innych czołowych polskich zawodników, dla dobra dyscypliny skoków przez przeszkody pragnę zwrócić się do Pana Prezesa i Zarządu o:

1. Wycofanie zwolnienia trenera z funkcji trenera kadry.

2. Utrzymanie trenera na stanowisku do końca 2014 roku.

3. Poddanie merytorycznej ocenie jego działania i osiągniętych wyników.

Dlaczego wnioskuje o pozostawienie Pana Rudigera Wassibauera na stanowisku trenera kadry?

1. Dla członków polskiej kadry narodowej startem docelowym w tym roku jest udział w Mistrzostwach Świata, przed którymi zmiana trenera kadry jest absolutnie nieuzasadniona.

2. Pan Wassibauer ma doświadczenie zawodnicze na najważniejszych imprezach jeździeckich.

3. Dobra znajomość działaczy ze „ światka europejskiego i światowego”, dobra komunikacja językowa i prywatna.

4. Duży dystans do wszechobecnego polskiego „ piekiełka” co pozwala trenerowi podejmować wiele niezależnych decyzji.

5. Powołanie do kadr seniorów wielu młodych zawodników co spowodowało, że w obecnej chwili na poziomie drugiej „dywizji” można wystawić nawet pełnowartościowe trzy składy, co jeszcze dwa lata temu było tylko marzeniem.

Pan Rudiger Wassibauer ma być w tej roli bardziej selekcjonerem i menadżerem niż w prawdziwym tego słowa znaczeniu trenerem, gdyż zawodnicy na co dzień przygotowują się indywidualnie, a z tego zadania trener kadry wywiązuje się dobrze. Dowodem na to jest start i zajęcie przez zawodników wysokiego, drugiego miejsca w Pucharze Narodów w Sopocie.

Proszę Pana Prezesa i Zarząd o przeanalizowanie zawartych w tym piśmie sugestii i podjęcie decyzji, która służyć będzie dalszemu rozwojowi tak pięknej dyscypliny jak skoki przez przeszkody.

Z poważaniem

Jan Ludwiczak

Mimo wielkiego szacunku do Pana Ludwiczaka to pozwolę się nie zgodzić z tym listem. I wcale nie zamierzam bronić tutaj naszych działaczy związkowych a raczej instytucji jaką jest PZJ oraz jego prawa do wyboru np. Trenera kadry narodowej. Po prostu wyłączam całą swoją niechęć do dziadków leśnych z Lektykarskiej i spróbuję merytorycznie podejść do tematu.

Po pierwsze. Związek ma prawo w każdej chwili zwolnić zatrudnionego przez siebie pracownika jeżeli uważa, że źle wykonuje swoje zadania, albo, że nic już się więcej nie da osiągnąć w formule jaką proponował pracownik – czytaj Trener kadry narodowej. Ma takie prawo prawda? Przypominam, że mam wyłączoną całą niechęć do działaczy a związek jest prężnie działającym organem sportowym……. Oczywiście, dobrze by było aby przed podaniem do publicznej świadomość informacji o rozwiązaniu współpracy z trenerem kadrowym poddać analizie całą działalność trenerską z dobrymi argumentami podpierającymi tą decyzję oraz pokazać plany na przyszłość. Faktycznie, tego zabrakło.
Po drugie. Nie znam żadnego związku sportowego z prawdziwego zdarzenia, w którym o nominacjach miał decydować Prezes najmocniejszego klubu sportowego zrzeszonego w związku oraz jego zawodnicy. Jest to niedopuszczalne i nie powinno być akceptowane przez nikogo. Niestety, list Pana Ludwiczaka jest żądaniowy i może być pisany z perspektywy człowieka o bardzo mocnej pozycji. To może wyglądać na chęć wywierania nacisków na związek aby zaspokajać swoje własne interesy. Mam wielką nadzieję przechodzącą w pewność, że w przypadku tego listu intencje były inne choć nie zmienia to faktu, że tego typu praktyki mogą być bardzo niebezpieczne dla prawidłowego działania i transparentności związku sportowego oraz pogłębiać już istniejące podziały. Jeżeli Pan Ludwiczak chce mieć realny wpływ na działanie i wybory związkowe to najprostszą drogą do tego jest wejście w struktury PZJ. Życzę sobie osobiście aby takich ludzi jak Szanowny Pan Jan Ludwiczak było jak najwięcej w strukturach naszego związku sportowego. To by oznaczało normalizacje oraz mądre decyzje związkowe.
Po trzecie. Pozwolę nie zgodzić się z autorem tego listu, że zmiana na stanowisku trenera tuż przed MŚ w Normandii jest nieuzasadniona. Plan startów i przygotowania do tej imprezy jest zatwierdzony, zawodnicy wiedzą co mają robić i jak trenować. Co niektórzy zawodnicy mają już zapewniony start na MŚ bo zdobyli kwalifikacje. Walka trwa aby wystawić pełen skład. W tej kwestii wszystko będzie jasne a nawet już jest jasne. Zresztą 99% przygotowań do ważnych zawodów zawodnik odbywa u siebie i z własnym trenerem – jeżeli takowego posiada.
Owszem, Pan Rudiger ma doświadczenie zawodnicze na wielkich imprezach ale co z tego, że je ma jak przez lata swojej pracy dla polskiego jeździectwa jego wszystkie większe sukcesy można policzyć na palcach jednej ręki. Bardzo słaba statystyka na te wszystkie lata pracy szczególnie, że to wszystko odbywa się na peryferiach wielkiego świata jeździeckiego.
Czy dobra znajomość działaczy ze świata jeździeckiego zaowocowała zaproszeniami dla polskich zawodników na zawody 4* i wyżej? Czy lobbował Pan Wassibauer za tym aby te starty dochodziły do skutku? Czy te znajomości z wielkiego świata na coś się przydawały? Czy były wykorzystywane? Przecież wiadomo nie od dzisiaj, że w FEI dużo można załatwić mając znajomości oraz na zasadzie : oczko, rączka, kaszelek i klepnięcie w plecy.
Z tym dużym dystansem do polskiego piekiełka i niezależnych decyzji tez się muszę nie zgodzić. Znając poprzedni zarząd z Panem Marcinem Szczypiorskim i obecne władze to o niezależność trudno. Nie wierze w to. Niezależnych i mających własne zdanie na temat przygotowań kadrowych oraz jak ma wyglądać kadra bardzo szybko się pozbywano z Lektykarskiej. Niezależność nie jest mile widziana w PZJ.
Być może jestem ślepy ale za cholerę nie widzę trzech równorzędnych składów, które możemy wystawić nawet w drugiej dywizji w jakiej walczymy od lat. Tzn. wystawić możemy ale czy są w stanie powalczyć o premiowane miejsca? Moim zdaniem na pewno nie. Przykład Sopotu też nie jest najlepszy bo przegraliśmy z Turcją, a reszta zespołów z liczącej się stawki światowej przyjechała w baaaardzo rezerwowym składzie.

Nie zaklinajmy rzeczywistości. Jesteśmy, mimo długoletniej pracy Pana Wassibauera w Polsce, nadal na peryferiach jeździectwa. Na pewno jest minimalny progres w stosunku do tych lat kiedy Pan Rudiger obejmował swoje stanowisko. Niestety obawiam się, że to nie jest jego zasługą ale świata, który stał się bardziej otwarty dla zawodników, większych pieniędzy inwestowanych w ten sport, także dzięki takim ludziom jak Pan Ludwiczak.Tu raczej trzeba szukać przyczyn tych małych sukcesów polskich zawodników, a nie w decyzjach jakie podejmował już były selekcjoner kadry skoczków.

I na koniec chciałbym powiedzieć, że nie wierze w dobre intencje naszego związku dotyczących zmiany na stanowisku selekcjonera kadry narodowej. Zmiana powinna być na lepsze, a z moich informacji na taką się nie zanosi. Jeżeli chcemy jakościowej zmiany to trzeba zmienić i zniszczyć układy panujące od lat w strukturach PZJ. Optykę związkową skierować na młodzież, szkolenie. Takiej zmiany myślenia w obecnym PZJ nie odnajduję. A szkoda bo za parę lat nie było by tematu dot. zmiany trenera rozpalającego dyskusję do czerwoności.

Ludzie listy piszą……

Zapraszam do przeczytania bardzo ciekawego listu nadesłanego do ” redakcji ” Konia Kulejącego. Wydarzenia opisane w tym liście są zbieżne z moimi doświadczeniami. Uważam, że nieuczciwość niszczy ten sport, a ma to miejsce na początku przygody z jeździectwem. Niestety, PZJ przymyka oko na te nieuczciwe zagrania „uznanych” hodowców, „wybitnych” zawodników, „fantastycznych” instruktorów i trenerów. Niech lektura tego listu będzie przestrogą dla rodziców, którzy mają zamiar pchać swoje pociech w ” magiczny ” świat jeździectwa..

PS. Autor tego listu wyraził zgodę na jego publikację.

Drogi Koniu kulejący,

Z tak zwanym “wielkim jeździectwem” związany jestem od niedawna, bo zaledwie od roku kiedy moja córka zaczęła trenować skoki. Sam w młodości rekreacyjnie bawiłem się w jeździectwo, a gdy zostałem ojcem to moje pacholęcie zaznajamiałem z końmi zanim zaczęło chodzić… co zaowocowało jej wielką miłością i oddaniem do koni i sportu.

Po wielu latach jeżdżenia dla zabawy córka zdecydowała się przystąpić do brązowej odznaki… W trakcie przygotowań dostaliśmy propozycję od osoby ją szkolącej, aby po zdaniu odznaki córka zaczęła trenować skoki. I tu muszę przyznać, że zostaliśmy z góry ostrzeżeni, że to drogi sport i że musimy się przygotować na wydatki. Nie spodziewałem się wtedy, że to wstęp do bycia urabianym.

Na początku poszło szybko i prosto, od razu znalazł się koń do dzierżawy, choć było zastrzeżenie, że koń tak super dobry, że właściwie za chwilę zostanie sprzedany więc może lepiej go kupić i nie ryzykować dramatu w postaci przerwy w treningu… Tu po raz pierwszy włączył się alarm instynktu samozachowawczego i zadzwoniłem do członka rodziny, który od lat zajmuje się końmi (choć nie skokowymi, a wyścigowymi). Jak podałem wujkowi wiek konia i cenę jaka chce za niego właściciel to usłyszałem w słuchawce rechot wuja, a potem ciąg racjonalnych – zdroworozsądkowych przyczyn, dla których zakup tego konia za proponowaną kwotę byłby głupotą… Konia nie kupiliśmy, a długo zapowiadani kupcy się nie pojawili.

No cóż na razie 1:0 dla mnie ale mecz się dopiero zaczął… Skoro nie dało się nas urobić na konia, to zaczęły się próby urabiania na sprzęt, tu ratunkiem okazało się kombinacja mojego sknerstwa (wynikającego z pochodzenia), zdrowego rozsądku żony i fantastycznej oferty Decathlonu:) I tak kupowaliśmy sprzęt tani (nie markowy) lub używany – 2:0 dla mnie.

W między czasie zaczęło się jeżdżenie na zawody i pierwsze sukcesy córki – entuzjazm i euforia spowodowały, że opuściłem gardę i osłabiłem czujność, co doprowadziło do poddania się urabianiu na kosztach zawodów (2:1) i wkręceniu w proces szukania konia – „bo już czas na coś większego” (2:2).

Na szczęście ledwo proces szukania konia się zaczął, kwoty jakie zaczęły padać w trakcie rozmów włączyły ponownie alarm, a kwoty były to niebagatelne 20, 30, 40, a nawet 50 tysięcy euro – tak wiem byłem ostrzeżony, że to drogi sport… ale serio mam płacić za konia dla dziecka tyle co za kawalerkę na Tarchominie?

Drugim szczęśliwym zbiegiem okoliczności był fakt, że nie tylko my byliśmy urabiani, a drudzy rodzice są od nas zdecydowanie bogatsi, więc urabianie skupiło się na nich…. Kosztem czego kupili dla swojej nastoletniej córki konia jeżdżonego przez “topowego” zawodnika – konia, który z dziwnych powodów od 2 lat nie startował w zawodach, a wg. niektórych kuleje… Lecz rzesza urabiaczy jednoznacznie i wielokrotnie stwierdzała, że koń jest TIP-TOP i wcale nie kuleje – tylko ma taką urodę…

Więc gdy soczewka urabiania nie była skupiona na nas zaczęliśmy z żoną sami szukać konika dla córki… I to pojawiła się prosta, ale nie prostacka, myśl: “Skoro w Niemczech jeździectwo to sport narodowy i skoro tam jest jedna hodowla na drugiej to może poszukać konia u naszych zachodnich sąsiadów”. Zaraz się okazało, że rynek niemiecki jest dużo lepiej od polskiego zorganizowany… wiele portali pośredniczących i agregujących oferty sprzedaży koni, normalna regularna komunikacja mailowa oraz pełna otwartość i przejrzystość… Niestety ceny niemieckie trochę odstraszają. I gdy już myśleliśmy, że jesteśmy skazani na rynek urabiaczy trafiliśmy na grupę dobrych ludzi, którzy z własnej woli pokazali nam, że w Polsce też są normalne hodowle, normalne konie w normalnych cenach…. Mecz z urabiaczami wygraliśmy 3:2… ale teraz czeka nas dogrywka i znalezienie tego jednego konia, który wprowadzi naszą córkę do wielkiego sportu.

Dla przyszłych urabianych mam radę: Zdrowy rozsądek i postawa ograniczonego zaufania to podstawa. Choć trudno jest z procesu wyłączyć emocje, bo “konik taki łady i chciałabym go mieć tatuniu kochany…” to pamiętajcie, czy naprawdę początkujące w sporcie dziecko musi jeździć od razu formułą 1? Nawet mistrz jakim jest Kubica zaczynał od gokartów – nie dlatego, że jego ojca nie było stać, ale dlatego, że wiedział, że to naturalny proces jak zawsze: zaczynasz od przedszkola, by przejść od liceum przez podstawówkę i gimnazjum… Trzymajcie się i nie dajcie się urabiać!

Oczekiwana zmiana miejsc

Nie mam sentymentu do trenera Wassibauera. Wielokrotnie pisałem na swoim blogu, że to nie jest dobry menadżer Polskiej reprezentacji w skokach przez przeszkody. Przez te lata jego pracy niewiele jest postępu w jeździectwie. Te rzadkie sukcesy pod jego wodzą traktować należy raczej jako błąd statystyczny lub fart niż efekt jego pracy. Jako trener kadry raczej nie był inicjatorem zmian na lepsze, nie wysuwał żadnych propozycji, które by polepszyły sytuację w skokach. Również jego powoływania do kadry nie zawsze były trafione pod względem sprawności konia i przygotowania zawodnika do zawodów. Po prostu trwał na stanowisku i akceptował to co mu działacze z górnej półki przekazywali. Na pewno był/jest niepoprawnym optymistą. Wierzył w coś co nie ma prawa zaistnieć czyli w sukces. We wszystkich wywiadach udzielanych mediom starał się stwarzać pozory wyższej jakości niż wskazywała rzeczywistość co czasami prowadziło do groteski. Gdy kolejny raz na ważnych zawodach coś szło nie tak jak miało być, rozkładał ręce i tłumaczył się, że wszystko było przygotowane na 100% i on nie wie co się stało. Tłumaczenie godne mojej osoby a nie człowieka odpowiedzialnego za zawodników i konie które powołuje. Jeżeli nie wie co się stało z formą to nie jest w stanie wyciągnąć wnioski na przyszłość i nie powielać błędów. A podstawowym atutem dobrego trenera kadry narodowej nie jest być miłym i dyspozycyjnym wobec działaczy związkowych ale trzeba posiadać umiejętność stawiania na swoim oraz wyciągać wnioski ze swoich porażek. Tego zabrakło Panu trenerowi Wassibauerowi. Prawdopodobnie ostatni raz zobaczymy go w roli trenera reprezentacji na sopockim CSIO. Prawdopodobnie bo wszystko się może zdarzyć…

Jeżeli plotki się potwierdzą i Pan Rudiger odejdzie ze swojego stanowiska to naturalnym pytaniem każdego kibica jest : Kto następny? Śmiało mogę zaryzykować, że na pewno to nie będzie osobowość jeździecka z zachodniej części Europy. Po pierwsze dlatego, że PZJ ma już dość posługiwania się mini rozmówkami polsko-zagranicznymi, po drugie kasa związku jest pusta niczym kieszenie paryskiego kloszarda.. Tak więc zapowiada się powrót do kadry poskiego szkoleniowca i polskiej myśli szkoleniowej..Jeszcze pare miesięcy temu obstawiał bym Pana Huberta Szaszkiewicza bo było o nim głośno z powodu wydania jego książki i tourne jakie odwalił po Polsce. Obecnie Szaszkiewicz zamilkł, książeczkę kurz przykrywa więc raczej odpada. Natomiast pojawia się Pan Zbigniew Kaczorowski jako kandydat na to prestiżowe stanowisko. Postać znana i od lat pracująca w centrali PZJ na różnych stanowiskach. Kiedyś związany ze stajnią Pana Gudzowatego “ Garo “ a obecnie zasiada w zarządzie PZJ. Jest jedynym w tym gronie mędrców który ma ponad przeciętną wiedzę o sporcie jeździeckim. Jeżeli potwierdzą się plotki o jego nominacji to oznaczać to będzie utrzymanie status quo jakie panuje na Lektykarskiej. Po pierwsze nie będzie sukcesów na jakie liczymy w konkurencji skoków, po drugie oznacza to umocnienie się Wawrzyniaka i Abgarowicza przy sterze ( Monika Słowik jest w Książu, Kasztelan na orbicie okołoziemskiej a jak już spadnie z niej to poświęca się pracy ku chwale Pana Kaliszuka albo siedzi w Niemczech, no i teraz Pan Zbigniew jako Trener kadry zbyt słaby aby stawić opór reszcie dyletantów i wprowadzać radykalne zmiany ). A po trzecie będzie to sygnał dla całego świata jeździeckiego, że betoniarnia wciąż działa. Źle to wszystko wygląda.

CSIO w Sopocie to najważniejsze zawody skokowe w Polsce. Odnowiony sopocki ośrodek za miliony złotych nadal nie jest w stanie przyciągnąć nazwiska z górnej półki. Zawodnicy, którzy będą reprezentować swoje narody to raczej drugi i trzeci garnitur kadrowy. Niestety, tak jest od lat i na wielkie sacrum sportowe nie mamy szans. Mimo zmiany na stanowisku dyrektora sportowego to zapewne wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Kibice licznie wstawią się na zawody bo atrakcji przewidzianych przez organizatorów na pewno nie zabraknie. Jedynie czego brakuje tej imprezie od lat to sukcesów polaków w najważniejszych konkursach. Niestety i tym razem pewno nie mamy co liczyć na spektakularne wyniki naszych zawodników. Ot, taka nasza polska gościnność, że dajemy przyjezdnym wygrywać.

Po miesiącach ciężkiej pracy powstał projekt certyfikacji ośrodków. I tu muszę pochwalić PZJ, że nie jest to głupi projekt, choć myślałem, że będzie bardziej rygorystyczny oraz bardziej dokładny. Niestety w projekcie jest za dużo ogólników, np. co to oznacza “ odpowiednie podłoże “? Odpowiednim podłożem do treningu jet piasek kwarcowy lub dobrze zdrenowany plac trawiasty. Odpowiednie przeszkody do treningu to drąg sosnowy powyginany i przeżarty przez wilgoć i insekty czy zestaw w miarę profesjonalnych przeszkód opartych na bezpiecznych kłódkach? Co oznacza “ pielęgnacja, estetyka i porządek nie mogą budzić zastrzeżeń “? I może najważniejsza sprawa : kto a dokładnie jakie ciało będzie to wszystko sprawdzać? Jeżeli PZJ chce w sposób rzetelny podejść do tego tematu to prawdopodobnie ¾ ośrodków w Polsce straci swoje zawyżone certyfikaty zupełnie a część będzie musiała je zaniżyć do rzeczywistego poziomu. Pożyjemy, zobaczymy.

Doping

Nie ma co się oszukiwać. Proceder dopingu w jeździectwie istnieje, i co gorsza ma się całkiem dobrze. Niestety, taka jest specyfika tej dyscypliny sportu, że to koń jest tym targetem do którego skierowany jest doping. W znikomym procencie dotyczy ten haniebny proceder samych zawodników uprawiających jeździectwo. Nasi zawodnicy raczej wybierają środki odurzające dozwolone prawem i mające banderole na szklanej szyjce szczelnie zakręconej butelki. Ale to nie temat na dzisiejszy wpis, choć problem istnieje i jest zauważalny. Wróćmy zatem do środków, które są prawem zakazane.

Definicję środków dopingujących zakazanych prawem międzynarodowym oraz narodowym można znaleźć w internecie, więc nie ma sensu jej przedstawiać. Raczej skupmy się na tym co jest ważne czyli jak to działa w naszych realiach sportowych. I tu zaczyna się problem, bo polskie ustawodawstwo nie przewiduję upublicznienia wyników badań próbek zgłoszonych do labolatorium. Jeszcze można to zrozumieć, gdy próbka jest negatywna i nie wskazuję na środki dopingujące. Gorzej to wygląda jeżeli jest dodatnia. Labolatorium po zbadaniu próbki A i dodatnim wyniku.wysyła informację do Związku sportowego i do zawodnika, którego badanie dotyczyło. W przypadku jeździectwa do zawodnika, który w czasie pobrania próbki dosiadał konia. Oczywiście powiadamia się też właścicieli tegoż konia. I tyle. Próbkę B laboratorium przechowuje 5 lat by w każdej chwili można było potwierdzić badanie. Co z tym zrobi związek to już od niego zależy. Może to ujawnić, może to zataić i chronić winnych. Oczywiście zawodnikom raczej nie zależy na takim rozgłosie i w ich interesie jest cisza. Takie prawo antydopingowe może rodzić złe praktyki, szczególnie kiedy związek sportowy jest słaby moralnie i rządzą w nim kliki, którym nie zależy na takiej pseudo reklamie.

PZJ nie jest silnym związkiem sportowym. Jeździectwo to nie jest sport masowego rażenia kibicowską wyobraźnią. Polska to nie jest kraj dla uczciwego uprawiania jeździectwa o czym wielokrotnie już pisałem. Brak w naszym środowisku uczciwości na całej płaszczyźnie : sportowej, organizacyjnej i ludzkiej. Dotyczy to również dopingu. A przygoda ze srodkami niedozwolonymi zaczyna się już na zawodach niższych klas, regionalnych i dziecięcych. Tak, tak…. Tam to się wszystko zaczyna.

Czy ktoś kto bywa na zawodach regionalnych widział kiedykolwiek pobieranie próbek? Nie rozumiem dlaczego tego się nie praktykuje? Tam też są konie, PZJ czy WZJ firmuje te zawody swoim majestatem, więc dlaczego nie robić i tam nalotów weterynaryjnych. Niech Związek od maleńkości uczy zawodników, że doping jest złem , który niszczy sport. Niech pokaże tym młodym zawodnikom, że nie ma tolerancji na środki dopingujące już od samego początku. Niestety, obawiam się, że  wyniki labolatoryjne z takich zawodów “ podwórkowych “ mogą być przerażające i pokazywać skale tego procederu. Nie raz można zaobserwować dziwne i cudowne ozdrowienie konika, który jeszcze parę dni wcześniej miał problemy w kłusie, a na zawodach skacze niczym piłeczka kauczukowa by nasępnie po paru dniach wrócić do kulawizny. Tak, tak…..blokery dozwolone prawem? Yhmmmm…Na pewno.

Niestety, PZJ ma mały problem z dopingiem. Jak nie zachowa procedur i przegra w sądzie z tego powodu, to dziwnie milczy w niektórych sprawach. Ostatnio wypłyneła sprawa młodego zawodnika WKKW z Drzonkowa, zeszłorocznego medalisty MP Młodych Jeździców z Boborówka. Na tych zawodach pobrano próbkę, która okazała się pozytywna. I PZJ zamiast nagłośnić sprawę zamilkł na parę miesięcy. Owszem chłopaka zawiesili na chyba 3 miesiące i to wszystko. Sprawa była tak tajna, że nawet ponoć ( oficjalnie,  a jaka prawda jest…  ) komisja WKKW o tym nie wiedziała i chłopak dostał powołanie do kadry mimo, że zarząd doskonale o zawieszeniu wiedział i tą nominacje kadrową zatwierdził. Niestety PZJ do tej pory nie odebrał mu medalu zdobytego na dopingu!!. Nic tylko faszerować konia dragami, szczególnie jak ma się przebojową mamę i nieruchliwy PZJ. Ot i cały nasz związek….

Inną sprawą, którą już kiedyś poruszałem jest sprawa pewnej próbki pobranej od konia, który startował na MP MJ przed dwoma laty w Drzonkowie. Niby sprawa jest już załatwiona i czysta tylko całe środowisko ma pewne opory aby tą prawdę PZJ-owską zaakceptować. Były pobrane próbki od konia i tyle…..cisza. Rozmawiałem z kilkoma osobami na ten temat i faktycznie ferment jest. I pewno coś jest na rzeczy widząc jak PZJ jest chętny na krycie takich mało sportowych zachowań szczególnie, że sprawa dotyczy prominentnego działacza związku. Dla dobra sportu i zamknięcia sprawy dobrze by było aby i ta sprawa była wyjaśniona np. upublicznić wynik badania próbki. Proste rozwiązanie, które urywa dyskusję.

Doping to zło. Niszczy rywalizacje sportową. Niestety, walka z dopingiem jest niczym walka z wiatrakami bo zawsze jest ON o krok do przodu. Nawet największe sławy światowego jeździectwa nie są wolne od stosowania niedozwolonych środków. Najmniejsze podejżenia o stosowanie dopingu powinny być z miejsca wyjaśniane i nagłaśniane. Szczególnie, że chcemy przyciągać młodzież do uprawiania tej dyscypliny sportu.

Na koniec dwie sprawy. Prawdopodobnie Herr Wassibauer odejdzie z fotela selekcjonera kadry narodowej. Miał być zbawcą polskiego jeździectwa a został grabarzem. Z tego co mi wiadomo to sami zawodnicy się zbuntowali. Ja nie będe płakał za Tyrolczykiem.

Jeden odchodzi, drugi przychodzi. Pan Od RioPlus czyli Jankowski pnie się po szczeblach kariery w PZJ. Niezastąpiona Ciotuchna Zuzanna donosi uprzejmie, że zostanie on Sekretarzem Generalnym w naszym związku. Jeszcze trochę a nie będzie komu kawy na Lektykarskiej parzyć bo sami dyrektorzy, prezesi i sekretarze tam będą. Oczywiście etat sekretarza nie jest charytatywny ale zapewne płatny. Słono.

 

Decyzyjna polka

Czy warto inwestować w jeździectwo? Czy warto poświęcać swój cenny czas, prace i doświadczenie związane z końmi aby promować jeździectwo wśród młodzieży Czy narodowy związek działa fair i czy każdego zawodnika traktuje na tym samym poziomie (czytaj uczciwie)? Czy zawodnicy, trenerzy, hodowcy mogą liczyć na pomoc PZJ-u i na uczciwe traktowanie w każdej sprawie z jaką się zgłoszą do naszych oficjeli? Czy PZJ działa w zgodzie z duchem sportowym gdy trzeba dokonywać wyborów, które mogą rzutować na przyszłość zawodników. Młodych zawodników. W mojej subiektywnej ocenie nie należy ufać obecnym władzom oraz nikomu kto w imieniu tej władzy występuje. To władza dyletantów, stetryczałych mentalnie ludzi, którzy potrafią jedynie działać kiedy czują, że mogą coś ugrać dla siebie i pod siebie w myśl zasady : Po nas choćby potop!! PZJ udaje, że sport i rywalizacja na ogólnie pojętych zasadach fair play to ważna dla niego sprawa.

Pod patronatem EEF ( Europejska Federacja Jeździecka ) oraz firmy Rolex powstała inicjatywa, która ma na celu promowanie młodych europejskich talentów w konkurencji skoków przez przeszkody. Każda narodowa federacja, która wyraziła chęć udziału w tej inicjatywie miała możliwość wytypowania 3 młodych zawodników i zgłoszenie ich do EEF. Pzj wytypował trójkę zawodników w osobach : Zuzanna Gowin, Maksymilian Wechta i Wojciech Dahlke. Z wstępnego wyboru jakiego dokonała komisja w składzie :Otto Becker, Jean-Maurice Bonneau, Emile Hendrix i Sven Holmberg, z ponad 40 zawodników ostało się jednynie ok. 29 w tym dwóch polskich reprezentantów : Wechta i Dahlke. Niestety Panna Gowinówna odpadła gdyż nie znalazła uznania wśród tego zacnego jury. I tu zaczyna się polka, którą dość często tańczą na Lektykarskiej. Zamiast zostawić wybór tak szacownej komisji w niezmienionej formie osobowej to nasi znawcy sztuki jeździeckiej postanowili to zmienić i podmienili Zuzanne zamiast Wojtka i taką preferencje wysłali z powrotem do EEF, Znając międzynarodowe federacje sportowe zapewne zaakceptują taką zmianę, gdyż nie chcą zbytnio ingerować w wewnętrzne sprawy związków krajowych. Ale problem jest z uczciwością na naszym podwórku, bo czy to jest uczciwe działanie PZJ-u? Wątpliwa sprawa. Czy taki przykład manipulacji ma przekonywać młodych zawodników do dalszej ciężkiej i żmudnej pracy z końmi? Też wątpię. Szczególnie, że w tym wypadku mogły zadziałać inne argumenty i to niekoniecznie sportowe a raczej materialne. Jak donosi niezastąpiona Ciotka Zuzanna  (nomen omen ale zbieżność imion przypadkowa ) to Senior Gowin był częstym gościem na Lektykarskiej od czasu ogłoszenia wyników. No i jak widać na załączonym obrazku, wychodził to co chciał.

Zapewne dużą role w podjęciu tej haniebnej decyzji miał trener kadry młodych zawodników Rudolf Mrugała. No ale o panu Mrugale i jego decyzjach dotyczących nie tylko wyboru zawodników chodzą legendy. Posłańcem tej wiadomości został Żółkiewski czyli dyrektor sportowy PZJ. Pan od pięcioboju nowoczesnego mimo, że był posłańcem to do tej pory nie uzasadnił tej decyzji. I pewno nie uzasadni bo nie ma żadnych argumentów.Zaś ostateczną decyzję dotyczącą podmianki zawodników podjął nie kto inny jak mój ulubiony duo Voolcan czyli Abgarowicz z Wawrzyniakiem. No bo nie wierze, że o tej zmianie nie wiedzieli. Bo gdyby nie wiedzieli to stawia ich ta sprawa w jeszcze gorszym świetle czytaj : nie kontrolują ważnych spraw związkowych i stracili kontrolę nad decyzjami ważnymi dla rozwoju dyscypliny jeździeckiej.

Z moich obserwacji PZJ powoli robi się enklawą ludzi bez wizji rozwoju jeździectwa i bez kręgosłupa moralnego. Oczywiście pieniądze są ważne tak jak są ważne w każdej innej dyscyplinie sportowej ale nie mogą być warunkiem uzyskiwania nominacji czy decydować o promowaniu zawodnika w świecie jeździeckim. Jak stronniczo PZJ podchodzi do niektórych zawodników widać doskonale na przykładzie już wiele razy opisanego przeze mnie programu RioPlus. Programy wymyślane przez związek dotyczą poszczególnych zawodników nie zaś zmian kompleksowych i dotykających całego środowiska. Nie wierze, że Pan Skrzyczyński jest w stanie dostać się do 50 rankingu FEI. I to nie tylko ze względu na swoje konie i umiejętności, które zapewne posiada.. Polskie jeździectwo jest na to za słabe. To samo dotyczy najnowszego projektu dotyczącego Spisaka i Morsztyna. Zapomnijmy o medalach na IO i zacznijmy , młodzież, stwórzmy im warunki do rozwoju i w uczciwy sposób promujmy te nieliczne talenty jakie jeszcze mamy.

Wojtek Dahlke to zdolny młody zawodnik. Z tej trójki wytypowanej przez PZJ na pewno ma największy potencjał sportowy i talent. .Świadczą o tym jego wyniki na arenach międzynarodowych choćby wspomnieć o 4 miejscu na ME, które utorowało mu drogę do największego sukcesu polskiego jeźdźca od Igrzysk w Moskwie czyli złota zdobytego w Singapurze.. Obecnie Wojtek nie ma do dyspozycji takich koni jakie mają pozostal wymienieni w artykule zawodnicy i nie ma również takiego zaplecza finansowego jak oni. Ale tu nie chodzi o konie, pieniądze i zaplecze. Tu chodzi o jego potencjalnie duży talent i o uczciwość względem młodego zawodnika, który tak naprawdę dopiera wkracza w świat wielkiego sportu, a którego na początku tej ciężkiej sportowej drogi tak nieuczciwie potraktował PZJ i ludzie którzy śmią nazywać się trenerami kadry, dyrektorami sportowymi, prezesami i mecenasami jeździectwa. Jaki związek sportowy taki i sport. Trzymaj się Wojtek i rób swoje. Tylko nie zapomnij opłacić wszystkich haraczy PZJ-owi. Trzymam kciuki za twoje przyszłe sukcesy.

Wielkanoc

Na Święta Wielkiej Nocy życzę wszystkim Czytelnikom mojego bloga dużo radości przy świątecznym stole. Niech święta upłyną wam w spokoju i w zdrowiu. Alelluja i do przodu!!!     Alleluja

Ośrodki jeździeckie

Za jeździectwo w Polsce odpowiada narodowy związek jeździecki. PZJ ma pełną władze nad tym co się w tej dyscyplinie sportowej dzieje. Za to co jest dobre powinien dostawać pochwały a za to co jest złe należy się nagana. Od początku mojej wesołej twórczości blogowej największy nacisk kładę na wychowanie i rozwój sportowy młodzieży. To właśnie młodzież powinna być w głównym nurcie zainteresowania naszego związku. Największym błędem jaki od lat popełnia PZJ jest to, że patrzy na już wykształconych jeźdźców i z nimi wiąże największe nadzieje sportowe. Widać to doskonale w programach jakie proponuje nam związek czyli całe RioPlus i chyba największy niewypał stworzony przez analityków związkowych czyli SKRZYCZYŃSKI W PIERWSZEJ 100 FEI. Niestety, podejrzewam, że takich nic nie wnoszących oraz pseudo rozwojowych programów będzie jeszcze więcej i będą powstawały one wprost proporcjonalnie do coraz większych blamaży naszych czołowych  zawodników na światowych parkurach czy czworobokach. Aby poprawić sytuacje naszej dyscypliny sportowej potrzebna jest zmiana myślenia włodarzy z Lektykarskiej. Należy też zejść troszeczkę niżej i przyjrzeć się sytuacji w dołach sportowych czyli w klubach i ośrodkach jeździeckich. Warto aby wierchuszka związkowa przestała lansować się na zawodach takich jak Cavaliada a częściej podawać prominentną i związkową  rękę z gratulacjami na mniej liczących się zawodach np. regionalnych. Bo przecież głównym zadaniem każdego związku sportowego jest wychowanie jeszcze lepszych następców niż obecni zawodnicy reprezentujący daną dyscyplinę sportową. Powtarzam to jak mantrę każdemu kogo spotkam na swojej drodze, że najważniejsza jest młodzież sportowa i tam trzeba skierować optykę związkową. I wcale nie chodzi mi o młodzież, która już sobie wyrobiła nazwisko lub która ma zaplecze np. w postaci majątków swoich rodziców. Tu chodzi o anonimowe dzieciaki, które zaczynają swoje sportowe życie w nieprzystosowanych ku temu ośrodkach , bez możliwości rzetelnej nauki jazdy konno.

Jak obserwuję co poniektóre tzw. licencyjne kluby to aż mnie odrzuca. Na jakiej zasadzie przyznawane są im te różne certyfikaty i gwiazdki, nie jestem w stanie ogarnąć. Myślę jednak, że w dużej mierze ma tu wpływ układ koleżeńsko-wódczany. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich zainteresowanych ale w dużej mierze tak to się chyba odbywa. Niestety, również PZJ nie jest precyzyjny w swojej wykładni prawa dotyczącej nadawania tych certyfikacji. I z tego mało precyzyjnego prawa korzystają ośrodki, które  takie licencje nie powinny nigdy dostać. A dostają i dumnie wywieszają tabliczkę otrzymaną od PZJ w najbardziej widocznym miejscu ” ośrodka „. Oto wypis z regulaminu PZJ o nadawaniu certyfikacji ośrodkom : ” Każdy ośrodek zobowiązany jest do przeprowadzenia w okresie ważności certyfikatu minimum 4 akcji szkoleniowych zaakceptowanych przez CKE i ogłoszonych na stronie internetowej PZJ (np. egzaminy na odznaki, kursy i szkolenia instruktorsko-trenerskie, kursy i seminaria sędziowskie, itp). Niespełnienie tego warunku uniemożliwia wydanie zgody na przedłużenie ważności certyfikatu” . A teraz pytanie : Ile ośrodków spełnia te wymogi rzetelnie i w zgodzie z duchem sportowym,  a ile ( o ile w ogóle ) robi to tylko na papierze? Czy związek jest konsekwentny w respektowaniu zasad które sam ustanowił i sprawdza ośrodki które firmuje swoim ” nazwiskiem „? Znam jeden z największych ośrodków na Mazowszu, który w przeciągu chyba 3 lat zrobił tylko jeden egzamin na odznakę, a o kursach czy seminariach to zapomnieli zupełnie. Ośrodek I kategorii z maksymalną liczbą gwiazdek.

Następny przykład ogólnikowego podejścia do sprawy certyfikacji :

2.2 Kategoria II

- Warunki stajenne muszą odpowiadać przyjętym standardom. (Zgodnie z wymaganiami Unii Europejskiej konie powinny być utrzymywane w boksach)
– Ośrodek musi posiadać ogrodzony plac treningowy o odpowiednim podłożu, o powierzchni około 1200 m², najlepiej oświetlony i halę o powierzchni około 800 m² (najlepiej o wymiarach 20×40 m)
– Ośrodek musi dysponować odpowiednim sprzętem i wyposażeniem (w tym komplet przeszkód skokowych) do prowadzenia podstawowych zajęć szkoleniowych, a także komplet szranek do ustawienia czworoboku ujeżdżeniowego
– Ośrodek musi dysponować salą dydaktyczną na 20- 25 osób
– Pielęgnacja, estetyka i porządek w ośrodku nie mogą budzić zastrzeżeń

Tia…. Przybywałem nie tak dawno w takim właśnie ośrodku kategorii II ( nie wiem dlaczego ale właśnie skojarzyło mi się to z lokalem gastronomicznym,  tej samej kategorii II,  gdzieś na dworcu w Koluszkach ). Boksy były wymiarowe, ale z rzadka czyszczone. Był plac ogrodzony zbutwiałymi dechami, podłoże to mieszanka ziemi, piachu, trocin i odchodów końskich, hala była ale taka, że gdy wiatr się zerwał to konie szału dostawały, za przeszkody szkoleniowe służyły badyle sosnowe i to mocno skorodowane przez korniki i czynniki zewnętrzne. Te ” nadające się ” pomoce treningowe były zamknięte w kanciapie. O szrankach zapomnij w ogóle. O pielęgnacji, estetyce to tylko pomarzyć….. Zero jakichkolwiek szkoleń w ośrodku, zero zaangażowania właścicieli w treningi, palenie papierosów w stajni i popijanie w znacznej ilości piwka przez niektórych właścicieli koni. Tak, tak…. Oto przykład ośrodka z licencją PZJ.

Takich ośrodków z certyfikatem PZJ niestety jest większość. Cała katastrofalna sytuacja jeździectwa zaczyna się własnie w takich miejscach, gdzie w najbardziej eksponowanym miejscu wisi magiczną tabliczką licencyjną nadaną przez PZJ. Warto, moim zdaniem, utworzyć niezależną i uczciwą agendę przy PZJ, która regularnie i w sposób obiektywny będzie sprawdzała zgodność prawa wewnętrznego ze stanem faktycznym ośrodków jeździeckich. Warto też zreformować i uściślić zasady nadawania licencji tak aby nie było wątpliwości i aby narodowy związek nie musiał się wstydzić. Bo przecież wiadomo, że jeżeli podstawa jest krucha i do niczego to nie zbuduje się na niej nic wartościowego.

Oto linki :

http://www.pzj.pl/szkolenia-i-odznaki/certyfikacja-osrodk%C3%B3w

http://www.pzj.pl/sites/default/files/przepisy/Zasady%20i%20warunki%20certyfikacji%20osrodkow%20jezdzieckich.pdf

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.